Land Serwis

Croatia Trophy 2011 – finał z przytupem

Croatia Trophy zakończyła się w ostatni piątek, ale my – z wiadomych względów – nie zakończyliśmy jej relacjonować. Dziś chcielibyśmy dopełnić naszego obowiązku, zwłaszcza że – jak się okazało – im dłużej rajd trwał, tym był trudniejszy. Pod koniec zrobiło się wręcz dramatycznie!

Na przedostatn celebrity news im 75-kilometrowym etapie na zawodników czekała m.in. błotna kąpiel w leśnym bagnie, wypełnionym brunatną mazią. Problemy sprawiła im również przeprawa przed chłodną o tej porze roku rzekę Glena. Auta musiały pokonać blisko 100 metrów, kierując się w górę rzeki, której prąd wcale nie był leniwy. Najgorzej było z wydostaniem się na stromy brzeg – oczywiście w ruch poszły wyciągarki. Jedni wspinali się taś-tasiem, czyli spokojnym tempem emeryta, inni żyłowali silniki, wciskając bez litości gaz do dechy. Obie strategie były skuteczne, ale zdecydowanie różniły się stopniem podejmowanego ryzyka. To był dopiero przedostatni dzień „Croatii”, a jak wiadomo finałowy etap nie raz sprawiał już duże niespodzianki.

W 2002 roku na nocny etap finałowy w roli lidera wyruszał w swoim Mercedesie G Niemiec Heinrich Schwarz. Wystarczyła chwila nieuwagi, której efektem była „rolka”, a w konsekwencji spadek z 1. na 5. miejsce w „generalce”.

Lider Croatii Trophy 2011, Jim Marsden z Wielkiej Brytanii, też miał świeżo w pamięci zdarzenia sprzed 2 lat, kiedy to również prowadził w rajdzie, ale awaria układu napędowego zmusiła go na przedostatnim etapie do powrotu do obozu. W ostatnim dniu zawodów jego Land Rover pojechał perfekcyjnie, osiągnął najlepszy czas, ale nie zdołał odrobić straty z dnia poprzedniego. Marsden musiał wówczas zadowolić się miejscem czwartym.

offroad-2264W tym roku Jima Marsdena i jego pilota z Australii Wayne’a Smitha szczęście jednak nie opuściło. Na finałowym etapie ich Defender Td5 – żadna zmota, zwykły, zmodyfikowany pod „extrem” Land Rover wyposażony w „tajną broń”, czyli  dwusilnikową wyciągarkę Gigglepin – bez przeszkód dotarł do mety rajdu, wygrywając go z ponad 4-godzinną przewagą nad rywalami.

50-kilometrowy etap jedni pokonali w kilka godzin, innym to samo zadanie zajęło blisko pół doby ciężkiej harówki. Dla niektórych finał zamienił się w prawdziwy dramat – na kilometr przed metą Jeep jednej z załóg stanął nieoczekiwanie w ogniu i mimo prób ugaszenia doszczętnie spłonął. Zawodnicy na szczęście wyszli z wypadku bez szwanku. Inna ekipa Jeepa podczas próby wyjazdu na brzeg rzeki, rolowała! Zaledwie 50 metrów przed metą…

Nad finałowym etapami Croatii Trophy musi ciążyć jakaś klątwa…

Text: Arek Kwiecień, fot. Damir Pildek (www.croatia-trophy.org)

ZOBACZ TAKŻE: VI etap Croatia Trophy 2011 – off-roadowa globalizacja | V etap Croatia Trophy 2011 – walka z demonami | Półmetek Croatia Trophy 2011 – drużynowo, nocą i sprintem | I etap Croatia Trophy 2011 - błądzić to rzecz ludzka | Croatia Trophy 2011 – dobre rady dla „Duhaników” od Darka Luberdy i „Zibiego”