Land Serwis

Croatia Trophy 2013 – tańce na linie (dzień 3 i 4)

Na tle naszych rodzimych rajdów Croatia Trophy jest rajdem bardzo egzotycznym – ze względu na międzynarodową stawkę zawodników, specyficzny, górski teren i nieznaną w Polsce formułę rywalizacji. Takie zawody pozwalają wyłonić załogę, która ma nie tylko najlepszą maszynę, ale zarazem jest najwszechstronniejsza i najbardziej wytrzymała.

Trophy Day to odcinek specjalny, jakiego trudno spotkać w Polsce – załogi łączą się w zespoły (organizatorzy dbają o wyrównany poziom każdej grupy) i rywalizują w zadaniach... bardzo nietypowych. Na dodatek próbując się porozumieć w jednym z europejskich języków, co bywa dodatkową przeszkodą.

Jednym z zadań w tym roku było utworzenie mostu linowego nad rzeką przy pomocy lin wyciągarek. Kierowcy musieli tylko odpowiednio ustawić auta, ale piloci mieli dużo mniej szczęścia... Jeśli nie przypadło im zadanie przeprawienia się przez rzekę, to – starając się zdobyć na odwagę – musieli przejść na drugą stronę po bardzo chybotliwym moście...

Inna przeszkoda miała charakter rockcrawlingowy – nic dziwnego, bo za jej wytyczenie odpowiadał organizator King of Portugal. Zadanie pokonało między innymi na pokonaniu bardzo stromego trawersu, a jedynym zabezpieczeniem dla samochodu były liny wyciągarek kolegów z zespołu. Taki „trawers na uwięzi”.
Trophy Day był dniem pełnym adrenaliny, przekrzykiwania się we wszystkich języka świata (prócz polskiego...) i kilku gaf będących wynikiem problemów w komunikacji...

O ile w sobotę zawodnicy się bratali, o tyle w niedzielę znów stawali się zaciekłymi rywalami. Wyścig torowy, w którym naraz startowała hurma 10 samochodów, musiał zamienić się w bezpardonową bitwę. Tym bardziej że na oesie nie brakowało przeszkód wymagających użycia blokad i wyciągarek. Na dodatek trasa nie była długa i najszybsze załogi potrafiły już na drugim okrążeniu doganiać maruderów. Do historii przejdzie wyczyn jednego z pilotów, który dokonał rzeczy niezwykłej, przeskakując (!) nad maską rywala, gdy ten nieopatrznie zaczął napinać linę, nad którą zatrzymał się jego samochód.  

W rajdzie póki co dominują załogi węgierskie: Szilard Magyar w Gelendzie I Csaba Boros w Jeepie Proto. Po piętach stąpa im Anglik Jim Marsden w Land Roverze.

Nie brakuje oczywiście awarii. Faworyt Chorwatów Boris Kus uszkodził swoje PTO, a Jaap Betema w potężnym  D&G Buggy zdemolował zacisk hamulcowy i stracił 2 godziny na naprawę. Inny Chorwat Gordon Krota, który zwykle startuje Jeepem, tym razem od kolegi wypożyczył na rajd Land Rovera, a dziś jest już tylko widzem... - Już po 60 sekundach prologu ukręciłem przegub Ashcrofta, a potem uszkodziłem zawieszenie. Próbowaliśmy to naprawić, ale wtedy padł silnik... Land Rovery nadają się do zbierania ziemniaków w polu! - złorzeczy rozgoryczony.

Inni jednak świetnie się bawią.  Najbardziej zrelaksowanym zespołem są Norwedzy, którzy śpią w namiotach i nie narzekają nawet na złą pogodę. - A najfajniejsze są te długie etapy! Świetnie się bawimy. I póki co nie mamy żadnych problemów – mówią, choć startują... Land Roverem.

Nad Chorwacją przechodzą burze – rzeki wzbierają, a trasy zamieniają się w potoki błota. Kolejne cztery etapy mogą już nie być tak przyjemne...

Text: Arek Kwiecien, Robb Pritchard (foto)