Land Serwis

Błoto Wciąga, albo raczej nieuleczalnie... WCIĄGŁO! Premiera na zakończenie sezonu 2015

Premierowa imprezka o nazwie Błoto Wciąga zapowiadała się ciekawie – na potężnym torze w Niegowoniczkach, cztery klasy (turystyk, przeprawa, extrem elektryk, extrem mechanik), kilka godzin rywalizacji non stop, nowy organizator i listy (z limitem 80 załóg) zapełnione jeszcze przed końcem zapisów… Więc jedziemy!

Mały Shrek na lawetę i zmęczeni andrzejkową nocą w niedzielę skoro świt ruszamy. Na miejsce docieramy godzinę przed czasem – a tam już prawie wszyscy zawodnicy! Zimno jak nie wiem, ale atmosfera gorąca, bo nastąpiło lekkie zamieszanie przy odbieraniu „pakietów startowych” i przydziale do klas. Ale drobne przepychanko, kilka pokrzykiwań, parę kuksańców i jesteśmy gotowi do prologu, ustawieni w boksach według swoich klas. Świetny pomysł i założenie, aby każdą klasę oznaczyć innym kolorem, co później na trasie ułatwiało nawigację. Szybka odprawa i już na wstępie informacja od organizatora, że łatwo nie będzie, bo pogoda iście off-roadowa, a teren wymagający. Jak usłyszeliśmy, że wody ma być w naszej klasie 1,20 m, to pomyślałem, że mogłem jednak ulec wielokrotnym namowom żony i zacząć morsować…. Byłoby mi łatwiej!

Prolog bez problemów, droga prowadzi również przez wodę, ale praktycznie wszyscy przechodzą na kołach, więc dalej ogień na pętlę, na której mamy „kręcić” kółka przez ponad 4h. Trasa jak dla nas – bardzo fajna! Dobrze oznaczona, zróżnicowana, nie na zamordowanie siebie i samochodów. Oczywiście naszym Samurajkiem nie na darmo ochrzczonym jako „największy quad dopuszczony do ruchu” jest trochę ciężko w dużych dołach wypełnionych wodą, ale za to w ciasnych miejscach i na podjazdach autko śmiga jak trzeba. Zwłaszcza jak z niego wysiadam... Największą przeszkodę, czyli potężny rów z wodą, gdzie koledzy ze zmoty na zwolnicach ugrzęźli, bo konar wszedł im pod silnik, robimy dość sprawnie, choć szofer siedzi w wodzie po kierownicę i marudzi coś o „cohones” chowających mu się gdzieś do brzucha…. A ja suchą nogą! Chociaż raz;)

Druga pętla i spotykamy się z Michałem Kantorem, który mocno spóźniony przez awarię holownika dotarł na rajd i podejmuje walkę. Docieramy ponownie do przeprawy wodnej, uprzednio ratując Pajero z klasy przeprawowej przed dachowaniem, a tam Jeep dalej wklejony! Szybka akcja ratunkowa przy współpracy kilku załóg zakończona niepowodzeniem, bo auto zgasło i nie odpali… Organizator wyznacza objazd, więc omijamy zator i ruszamy.

A na początku trzeciej pętli okazuje się, że urwaliśmy drążek panharda przedniego mostu, bez którego średnio się nasz bolid prowadzi, więc szybka wycieczka do „centrum” w poszukiwaniu spawarki, stukanie od drzwi do drzwi (wszyscy w kościele, u rodziny, na rajdzie, albo nie mają spawarki), aż w końcu znajdujemy życzliwego Pana, który udostępnia nam swoją spawareczkę wielkości telefonu komórkowego i spawamy! Moc spawu nieprawdopodobna, bo gdy dojeżdżamy z powrotem do bazy rajdu, znów... się urywa:) Wtedy kończymy nasze zmagania, jak się później okazuje na drugim (!) miejscu, bo inne załogi popsuły się wcześniej.

Naszą klasę zasłużenie wygrywa Michał Kantor, który nadrobił zaległości z prologu, pokonując dużo okrążeń. U nas sytuacja jest czysta, jasna i klarowna, ale liczenie wyników pozostałych klas pozostawia wiele do życzenia… Chaos, zamieszanie, uznawanie punktów, anulowanie itp. itd. kładą się cieniem na duchu sportowej rywalizacji – organizator musi uporać się z tym problemem, bo impreza rokuje naprawdę bardzo dobrze i chętni do startu są. Traktujemy te niedociągnięcia jako chorobę wieku dziecięcego, która zostanie wyleczona już na kolejnej rundzie.

Stopień trudności klasy extrem mechanik i extrem elektryk uważam za odpowiedni do tej formuły rajdu, choć podobno turystyk był masakrycznie ciężki! Tym większe gratulacje celeb news należą się żeńskiej załodze Asi i Ilony z długiego Patrola za zajęcie 6. miejsca na ponad 40 załóg! Przeprawa ponoć również syta, choć korki na trasie dawały się we znaki zawodnikom i każdy na nie narzekał (swoją drogą nie narzekać na korki się chyba nie da;) ).

I tym oto sposobem sezon 2015 przechodzi powoli do historii, Mały, ale poczciwy Shrek udaje się na zasłużone SPA i czekamy na kolejne off-roadowe wyzwania w przyszłym roku!

Pozdrawiamy zawodników i kibiców, a zwłaszcza kontuzjowaną Rybę zasuwającą o dwóch kulach po odcinkach szybciej niż załogi z czołówki:) Chyba musi mieć w nich blokady i dobre przełożenia, bo że operator pierwsza klasa to nie ma najmniejszych wątpliwości!;)

text: Mirosław Gut, fot. Bartosz Mazurek / FotoFast.eu / www.facebook.com/fotofast.eu