Land Serwis

King of the Hammers 2015 – poprzeczka powędrowała wysoko

Dzień dopiero się budził, kiedy 140 potworów – terenówek klasy ULTRA4 – rozgrzewało w chłodnym pustynnym powietrzu swoje potężne V-ósemki na starcie King of the Hammers 2015. Tegoroczna edycja zawodów zapowiadana była jako najdłuższa i najtrudniejsza w krótkiej historii KOH – trzy pętle terenowej trasy, która stanowiła kombinację szybkiego cross-country oraz technicznego rockcrawlingu, miały łączną długość ponad 340 kilometrów. Jak trudne było to wyzwanie, niech świadczy fakt, że w limicie czasu do mety dotarło tylko 17 samochodów.

Załogi ruszały na trasę parami od 8 rano, w 30-sekundowych odstępach. Początkowe 30 kilometrów prowadziło po pustyni, pozwalając płynnie wejść w rajdowy rytm. Kto zanadto się rozpędził, szybko musiał poszukać pod nogami pedału hamulca, bo kolejnym zadaniem była pierwsza ze skalistych przeszkód. Po niej znów można było “odpocząć” podczas jazdy pustynnej, do czasu aż drogę zagrodziły góry. Załogi – jedne odważniej, inne nieco bardziej bojaźliwie – zanurzały się w głębokich kanionach, których nazwy są już legendarne: Chocolate Thunder, Backdoor, a od tego roku również Jackhammer.

Czołowi kierowcy – m.in. Eric Milller, Greg Adler, Clay Gilstrap i Levi Shirley – błyskawicznie zaliczali kolejne zadania. Za ich plecami słabsi toczyli jednak bój o przetrwanie. Spalone wyciągarki i ukręcone półosie podczas pionowych wspinaczek po skałach co rusz eliminowały kolejne załogi, powodując czasem na trasie korki. W pewnym momencie utworzyła się kolejka złożona z aż 30 aut. Prawdziwy dowód off-roadowych umiejętności dał wtedy Jason Scherer, który na winchu popisowo wyprzedził wszystkich maruderów. Świadkowie tego wydarzenia zgodnie stwierdzili, że producent jego wyciągarki powinien jego przejazd wykorzystać w reklamie telewizyjnej.

Najbardziej emocjonującą walkę toczyli jednak trzej faworyci: Randy Slawson, Erik Miller i Levi Shirley. Ostatniego z nich, zresztą najmłodszego w tej stawce, kłopoty spotkały niedługo po starcie. Jego samochód uderzył wyciągarką w przeszkodę, zamieniając ją w bezużyteczny szmelc. Kierowcy nie pozostało więc nic innego, jak atakować z animuszem każdą z przeszkód, włączając w to również Jackhammera. W tym czasie mechanicy, poinformowani o awarii, ruszyli w poszukiwaniu zapasowych części. Na jednym z parkingów znaleźli starą Toyotę, z której, nie pytając o pozwolenie (bo nie było kogo), odkręcili potrzebne elementy. Za wycieraczką zostawili jednak kartkę z danymi kontaktowymi zespołu, dzięki czemu szczęśliwy posiadacz starego pick-upa może teraz cieszyć się z nowych części Gigglepina. Levi Shirley po naprawie w pit stopie mógł rzucić się do odrabiania strat, ale pod koniec zawodów jego samochód spowolniły nasilające się wibracje przodu, które nie pozwoliły mu odeprzeć ataków Erika Millera. Ostatecznie Shirley musiał zadowolić się 3. miejscem w zawodach, które przyjął z dużą radością.

Miller celował w zwycięstwo i początkowo wszystko szło po jego myśli. Zwycięzca KOH 2011 na trasę ruszył jako pierwszy (w parze z Schererem) i długo utrzymywał się na prowadzeniu, jadąc własnym tempem. Aż spełniły się jego senne koszmary: tył auta zanurkował, a koło odjechało własną drogą. Założenie nowego nie było prostym zadaniem, bo w ramach oszczędzania na wadze na pokładzie auta zamiast hi-lifta znajdował się tylko nieduży podnośnik trapezowy. Załodze udało się podjechać do skał i tak ustawić maszynę, aby półoś znajdowała się w powietrzu. Do przykręcenia koła mogła wykorzystać jednak tylko dwie ocalałe śruby. Tym sposobem, tracąc blisko godzinę czasu, doczołgała się do strefy serwisowej, która znajdowała się 3 kilometry dalej. Gdy auto było naprawiane, Millera zdążyło wyprzedzić 6 rywali, ale to stanowiło dla niego tylko dodatkową motywację. Wyciskając z rajdówki wszystko co możliwe, bezbłędnie pokonał drugie okrążenie i ponownie wyszedł na prowadzenie. Ale tego dnia niestety szczęście mu nie dopisywało. Około 30 kilometrów przed metą awarii uległa pompa wspomagania, co wymusiło kolejna wizytę w pit stopie. Jej wymiana zajęła mechanikom 15 minut, choć w serwisie nigdy nie schodzili poniżej 45 minut... W tym czasie jednak Eric Miller znów spadł w klasyfikacji. Szaleńcza jazda na ostatnich kilometrach pozwoliła mu wyprzedzić Shirleya i zająć 2. miejsce w rajdzie. Kierowca nie krył jednak rozczarowania – gdyby nie awarie, mógłby zwyciężyć z półtoragodzinną przewagą nad rywalami.

Randy Slawson, zwycięzca KOH 2014, któremu udało się w tym roku powtórzyć sukces, również miał przygody na trasie. Silnik jego auta notował rekordowe spalanie, co spowodowało, że w pewnym momencie na trasie zabrakło mu paliwa. Na szczęście strefa serwisowa znajdowała się w odległości około półtora kilometra, więc pilot (rodzony brat kierowcy)... pobiegł do niej, a po 20 minutach wrócił do auta z 5 galonami benzyny. Slawsona wyprzedził wtedy Miller, ale – jak już wiemy – niedługo cieszył się prowadzeniem.

Zwycięzca zawodów przyczyn swego sukcesu upatrywał w bezbłędnej jeździe, właściwie dobranych oponach, które wytrzymały brutalną walkę na ostrych jak brzytwa skałach, a także wyśmienitej pracy amortyzatorów King.

Na przyjazd czwartego zawodnika trzeba było zaczekać prawie półtorej godziny, co pokazuje, jak bardzo opisana trójka odstawała od reszty zawodników. Zdaniem wszystkich uczestników tegoroczny King of the Hammers był najtrudniejszą edycją w historii rajdu. Jego organizator z roku na rok podnosi poprzeczkę i rozpoczyna ekspansję na świat. W tym roku 4 wyścigi zaliczane do serii KOH zorganizowane zostaną w Europie (Szkocja, Włochy, Wielka Brytania I Portugalia) – relacje z nich również znajdziecie na Terenowo.pl.

Info i foto: Robb Pritchard, celebrity news AK

King of the Hammers 2015 - TOP10:
Miejsce Nr Kierowca Start Time LAP 1 LAP2 LAP 3 TOTAL TIME
1 4448 RANDY SLAWSON 8:11:00 9:35:32 13:25:47 17:03:23 8:52:23
2 4421 ERIK MILLER 8:00:00 9:12:01 13:28:05 17:20:49 9:20:49
3 81 LEVI SHIRLEY 8:02:00 9:26:17 13:09:03 17:23:14 9:21:14
4 3 WAYLAND CAMPBELL 8:08:30 9:38:00 13:25:28 18:50:00 10:41:30
5 20 DEREK WEST 8:00:30 9:21:03 13:53:48 18:57:12 10:56:42
6 816 LUCAS MURPHY 8:05:30 9:42:19 14:19:33 19:07:46 11:02:16
7 48 CODY WAGGONER 8:14:30 9:59:58 14:49:16 19:29:34 11:15:04
8 27 JON CAGLIERO 8:06:00 9:31:23 13:25:38 19:26:37 11:20:37
9 4485 TONY PELLEGRINO 8:05:30 9:45:54 14:10:09 19:55:20 11:49:50
10 4418 MIKE COLVILLE 8:03:30 9:41:47 14:23:08 19:57:15 11:53:45