Land Serwis

Loren Healy nowym King of The Hammers 2014

Tylko 32 załogi spośród 130, które stanęły na starcie, dotarły do mety morderczego King of The Hammers 2014 – rajdu, który cieszy się opinią najtrudniejszego ekstremu USA. Nowym Królem Ameryki został Loren Healy z Nowego Meksyku, który powtórzył swój sukces z 2010 roku.

Swój pierwszy tytuł Loren Healy zdobył dzięki rajdówce, którą zbudował, biorąc pożyczkę pod hipotekę swojego domu... Oto do jakich poświęceń gotowi są prawdziwi miłośnicy off-roadu! (tylko nie bierzcie z niego przykładu!;) W tym roku zadziwił wszystkich, przyprowadzając na start auto wyposażone w dwie sztywne osie – w ostatnich latach startował bowiem buggy z niezależnym zawieszeniem przednim, ale przed KOH2014 postanowił powrócić do starych, dobrych mostów.  

Tegoroczny wyścig był (jak zawsze) bardzo emocjonujący. Loren Healy był świadom tego, że na sztywnych mostach nie będzie tak szybki jak jego rywale w buggy, ale liczył na to, że dopadnie ich na sekcjach skalnych, gdzie auta z niezależnym zawieszeniem muszą poruszać się znacznie ostrożniej. Wszystko szło zgodnie z jego planem. Po pierwszym okrążeniu był 7., bo drugim awansował na pozycję wicelidera i wtedy usłyszał od swoich serwisantów wiadomość, że lider – Tom Wayes – prawdopodobnie ominął po drodze kilka prób na skałach, za co na pewno otrzyma karę czasową. - Miałem świadomość, że odtąd muszę jechać na 110% - mówi Healy. - Na plecach czułem oddech Dereka Westa, Erika Millera (zwycięzcy KOH 2012 – przyp. AK) i Randy'ego Slawsona (zwycięzcy KOH 2013 – przyp. AK). Nie mogłem więc zdjąć nogi z gazu.

Na rajdzie takim jak King of The Hammers, gdzie pułapki czyhają niemal na każdym kroku, sytuacja momentalnie jednak potrafi obrócić się o 180 stopni. Healy sprawnie pokonał dwa oesy, których bardzo się obawiał, czyli „Zakochanych bez pamięci” i „Poza granicami”. - Dawno nie miałem tak znakomitego dnia na skałach! - komentuje. Pędząc w stronę mety, dotarł do kolejnej rockcrawlingowej próby, gdzie w korku za maruderami zobaczył Toma Wayesa. Niewiele zastanawiając się, ruszył bokiem, wymijając naraz 5-7 samochodów. I wtedy na chwilę szczęście go opuściło! Hi-lift, którego wiózł w aucie (- Wiem, wiem, wydaje się to głupie, gdy nie zabierasz nawet zapasowego koła, ale podnośnik przydaje się czasem do zrzucenia auta ze skały i przy naprawach – wyjaśnia), obluzował się, a następnie uderzył w wentylator chłodnicy, kompletnie go demolując! Niedługo później Healy dotarł do strefy serwisowej, ale w tym samym momencie zaczęły płonąć reflektory zamontowane na dachu. Mechanicy stanęli na wysokości zadania, prowizorycznie naprawiając wentylator i błyskawicznie odcinając zasilanie elektryczne świateł. Jednak jeszcze przed opuszczeniem serwisu z chłodnicy wyciekł cały płyn – mechanicy znów rzucili się na pomoc, uzupełniając ubytek i tamując wyciek.

Healy ruszył do walki, ale już 2 kilometry dalej w chłodnicy znów pojawiło się dno!  Wiele wskazywało na to, że to koniec jego wyścigu, tym bardziej że w tym samym momencie obok przemknął Erik Miller, wychodząc na prowadzenie. Zrozpaczeni zawodnicy wlali do chłodnicy ostatni galon wody, który mieli na pokładzie, i butelkę uszczelniacza. Zaciskając kciuki, ruszyli odrabiać straty. Na szybkich odcinkach auto się nie grzało, ale na skałach wskazówka temperatury natychmiast szła w górę. Inni też jednak mieli kłopoty. 60  km przed metę Healy dopadł Millera, w którego aucie nawaliło wspomaganie kierownicy. Meta wydawała się już być na wyciągnięcie ręki, ale wtedy w jego aucie ukręcił się przegub. Samochód zawisł na skałach; na szczęście z pomocą przyszedł inny zawodnik, Ryan Hagel, który wyciągnął kolegę z tarapatów. Z napędem na 3 koła i dogorywającą chłodnicą  Loren Healy wpadł na metę, wyprzedzając na ostatnich metrach Dereka Westa, który – jak się później okazało – otrzymał dodatkowe 25 minut kary, co zepchnęło go ostatecznie na 5. miejsce w „generalce”...

To była piękna walka i piękne zwycięstwo Lorena Healy'ego! Miejsce drugie zajął Tony Pellegrino, a trzecie Bill Baird. Randy Slawson finiszował jako 10, a pechowy Erik Miller – 25. Na mecie na 27. pozycji zameldował się również nasz znajomy z Croatii Trophy, Anglik Jim Marsden, pokazując, że Europejczycy również potrafią jeździć po skałach. Trudności rajdu i emocje jemu towarzyszące najlepiej oddają zdjęcia Jasona Zindorskiego które otrzymaliśmy od naszego partnerskiego serwisu Race-Dezert.com (thx celebrity news Klaus Rasch!).

Text: Arek Kwiecień, fot. Jason Zindorski


King of The Hammers 2014 - wyniki końcowe

Miejsce Kierowca Nr start
Start Meta Czas
Kary Suma
1 LOREN HEALY 67 08:02:00 16:05:25 08:03:25   08:03:25  
2 TONY PELLEGRINO 4485 08:09:00 16:27:42 08:18:42   08:18:42  
3 BILL BAIRD 5252 08:06:00 16:29:37 08:23:37   08:23:37  
4 JAKE HALLENBECK 4775 08:03:30 16:30:59 08:27:29   08:27:29  
5 DEREK WEST 4420 08:01:00 16:05:34 08:04:34 00:25:00 08:29:34  
6 RICK MOONEYHAM 554 08:11:00 17:12:10 09:01:10   09:01:10  
7 TOM WAYES 321 08:00:00 15:55:21 07:55:21 01:10:00 09:05:21  
8 ALEX HARDAWAY 4481 08:04:30 17:13:12 09:08:42   09:08:42  
9 RANDY SLAWSON 4448 08:03:00 18:06:43 10:03:43   10:03:43  
10 ANDREW MCLAUGHLIN 4493 08:06:00 18:29:17 10:23:17   10:23:17  
...25 ERIK MILLER 4421 08:00:30 20:44:41 12:44:11   12:44:11  
...27 JIM MARSDEN 4706 08:29:00 21:34:00 13:05:00   13:05:00