Land Serwis

RAFCO, Kuraś i Duńczyk na Wiejskich Wertepach – Rasząg 4x4

Wiejskie Wertepy to dla naszej ekipy samochodowej ostatni rajd w tym sezonie;-( Po ostatnich słabszych występach postanowiliśmy odbudować morale i wybraliśmy się do miejscowości Rasząg na Warmii w celu zrealizowania planu, czyli zakosztowania wreszcie dobrej zabawy! W tym celu zmieniliśmy naszą zwykłą linę stalową na stalową, ale już prasowaną. REWELACJA!!! 9mm Grizzly Premium od KR-Poland.

Dobre recenzje poprzedniego rajdu zorganizowanego przez Stowarzyszenie Offroad Rasząg 4x4 zachęciły nas do wybrania się na tę imprezę. Wczesnym rankiem - za wczesnym;-) - ekipa w składzie Rafał Dunajski (quad) i my, czyli ja i Kuraś przybyliśmy do Rasząga do bazy rajdu, a tam... nie było nikogo;-) Jak już pisałem, przybyliśmy za wcześnie (a można byłoby jeszcze ze dwie godzinki pospać;-) Plusem tak porannego przybycia były wysokie numery startowe, czyli 1 dla nas, a 2 dla „Duńczyka”. Po chwili pojawili się pierwsi organizatorzy, serdeczne powitania i tak kręciliśmy się po bazie. Baza fajnie położona, tuż przy jeziorze, wielka wiata, w której paliło się przez cały dzień ognisko! ORGi zaplombowali karty, rozdali roadbooka, kolejne załogi dojeżdżały i tuż przed 10.30 Sołtys gminy i główny organizator rozpoczął odprawę. Chwila moment i już siedzieliśmy w swoich „zabawkach” i ruszyliśmy na start.

3676_383683481699853_1406438654_nTłoku nie było, bo organizatorzy w bardzo fajny sposób podzielili trasę. Z poprzedniej edycji wynikało, że będzie lajcik, ale już podczas plombowania organizator zapewnił nas, że nie w tej edycji. Miało być 5 x trudniej. No i okazało się, że ORG się postarał. Pierwsza pieczątka lajtowa, ale już kolejne dwie w „slalomie na żwirowni” odpuszczamy taktycznie;-) A tak naprawdę dlatego, że nie było do czego (kogo) się podczepić. Troszkę błądzimy, ale odnajdujemy właściwą drogę i zaczyna się... Długi staw, wszystko otaśmowane, kilka pieczątek. Na początku idzie dobrze, ale później Rolka (nasz przechrzczony Samurai) wisi na tataraku na mostach i zostaje już tylko winch.

Całe szczęście, że stał traktor na polu. Szybko podciągnięcie i pieczątka podwójnie punktowana. ;-) była to próba trialowa. Najpierw podjazd po drewnianych belach i betonach, potem zjazd w dół do wody, wyjazd i próba z przechylnią. Poszło gładko, sędzia podbił pieczęć i jedziemy dalej. Przez kolejne kilkanaście pieczątek ciągle w wodzie, w stawach i tatarach.

Dojeżdżamy w końcu do lasu. I tu już pierwsza pieczątka pod okiem sędziego. Po trawersie, ekipa z Jeepa z Białegostoku udostępnia nam miejsce i atakujemy. Niestety po ostatnich rolkach (Braniewo, Nidzica) zjeżdżamy ostrożnie i z asekuracją. Uff, udało się. Kuraś wzorem Marcina Łukaszewskiego „owija się” przy kołku i wyjeżdżamy z próby, dalej przez las super fajny otaśmowany i ciasny trawersik. Tu nie zauważyłem jednej pieczątki i musimy zawracać między taśmami. 377301_381064745295060_1418224532_nPo 20 minutach udało się podbić i wyjeżdżamy z lasu.
Dojeżdżamy znowu do... stawu. Kibiców mnóstwo, wiec pewnie będzie ciekawie;-) Dno twarde przejeżdżamy na kołach. Potem podjazd pod wysoką górę z przełamaniem na środku. Troszkę się bałem, żeby puścić kierowcę na kołach, bo samochód wywrotny, ale „wlazł” spokojnie. Podbicie pieczątki i zjazd tą samą trasą. A później... staw, a właściwie zalany las;-) Pieczątki dość daleko, wiec wchodzę obadać teren. Gęsta rzęsa przykrywa wodę i kryje niespodzianki. Biało-zielono – idę.

Przeprawiam się do pierwszej pieczątki, robi się coraz głębiej, aż tu nagle w wodzie rów!!! Wpadłem tak, że nalało celeb gossip mi się do woderów. Kto miał taką przygodę, wie jakie to niebezpieczne. Ze strachu szybko odpłynąłem na twardy grunt. Ale się przestraszyłem! Zdejmuję wodery, z których wypadają żaby i inne drapieżne gady.

Zostały mi tylko dresiki, ale butów brak;-( Zabrałem więc buty... kierowcy;-) I tak Kuraś został na bosaka w samochodzie, aż do dokończenia próby;-) Potem mówił, że zimno w nóżki było, a mówiłem, żeby zostawić dywaniki;-) Znalazłem trochę płytsze miejsce i przejeżdżamy.

534380_383683528366515_2058651842_nRobimy kolejne pieczątki, Suzuki cały czas po klamki w wodzie. Mi robi się coraz zimniej, a koniec próby jeszcze daleko. Wyjeżdżamy na płytkie wody i myślimy, że to koniec, ale nic z tego, trasa idzie w lewo i dalej przez wodę;-) Ale tu już dzielnie na kołach, dopiero pod koniec podpinamy się, bo Suzuki znowu wisi na mostach. Zimno mi jak cholera. Przebieram się znowu w wodery i mokre ubrania. Słaby pomysł, ale lepszy niż bieganie w dresiku przez resztę rajdu. Kolejne próby jeszcze trudniejsze, oczywiście w wodzie, ale jeszcze bardziej ciasno. Na plecy siada nam Jarek Spirydowicz w swoim Patrolu na laplanderach, po chwili puszczamy go, bo jest lepszy.

Niestety swymi zwolnicami utrudnia nam jeżdżenie jeszcze bardziej. Na wyjeździe czeka nas miła niespodzianka. „Dziewczęcy” team Miłakowo… z jedzeniem;-) Smak zimnych pikantnych kurczaczków z KFC - po takiej przeprawie, nie do opisania;-) To mnie postawiło na nogi! Kolejne próby cały czas w wodzie i to coraz głębszej. Dzielnie spisywała nam się wyciągarka Titanium Colorado 13500 HD. Cały czas pracowała w wodzie i ani razu nas nie zawiodła. Wyciągała nas z dużych opresji i ani razu się nie zająknęła.

Przed rajdem ORG informował nas, że będzie sędziowana próba za 500 punktów (normalna 50). Dojeżdżamy do niej. Szybko obadałem teren. Spoko, damy radę. Jest to 30-metrowy rów z dość głęboką wodą sięgającą po klamki w Samuraju, więc luz. Zjazd pod kątem, podpinamy tylną wyciągarkę Titanium do asekuracji i wjeżdżamy. Próbę częściowo robimy na kołach,523461_383683421699859_180084635_n ale doły po zwolnicach Jarka Spirydowicza zatrzymują nas na chwilkę. Podpinam linę mechanika i do przodu. Wyjazd pod kątem i też wydawało się, że trzeba z asekuracji, ale Kuraś zaryzykował i poszedł bez;-)

Sędzia podbija i jedziemy dalej. Dojeżdża Duńczyk, który… ukończył już rajd z kompletem na quadzie i towarzyszy nam do końca. Tuż przed 20 pojawiamy się na bazie, bo taki był limit. Nie zrobiliśmy 12 pieczątek, ale podejrzewałem, że wystarczy to na drugie miejsce w Extreme, bo przed nami na trasie był tylko Jarek Spirydowicz, a za nami nikogo. Jak się później okazało, miałem rację, choć dość blisko był Roman Terlikowski (dzięki za wodę do umycia twarzy) w Patrolu.

Po zdaniu karty trzeba było doprowadzić się do stanu czystego, więc skorzystaliśmy z jeziora. A że moczyliśmy się cały dzień, woda była dość hmmm ciepła? No może i ciepła. Tak można powiedzieć. Umyliśmy się i na imprezę. Muzyka, jedzenie, oprawa, miejscowa ludność i cała brać off-roadowa bawiła się dobrze przy muzyce. Ogłoszenie wyników tuż po 21. Duńczyk – Rafał Dunajski – I miejsce w klasie Quad, my II miejsce w Extreme za Jarkiem Spirydowiczem.

Impreza na najwyższym poziomie organizacyjnym, zawodnicy nie byli tylko „sponsorami” rajdu, ale kumplami dla organizatorów, którzy tworzą całe widowisko. Inni organizatorzy powinni tu przyjechać i się poduczyć. Wielkie dzięki i trzymamy kciuki. Z plotek wynika, że za rok przyjadą tu najlepsi z Polski, ale to jeszcze „tajemnica”;-)

Bardzo miłe pożegnanie lata. W końcu po rajdzie, mimo wielkiego zmęczenia pojawił się uśmiech na twarzy. Było trudno, ale daliśmy radę, w aucie zero usterek (pomijając pasek ładowania) i zero strat. Miło to się skończyło i już zbieramy na następny sezon.

Text: RAFCO, fot. http://www.forum.terenowo.pl/index.php?/blog/11/entry-93-wiejskie-wertepy-raszag-4x4/

PS. Przy okazji chciałbym podziękować firmie Titanium Winch za dosłanie części do wyciągarki zupełnie bezinteresownie. WIELKIE DZIĘKI.

Zdjęcia z imprezy :
Alicja Żak – https://picasaweb.go...ISc3LX59IX6owE#
Dariusz Ziemak – https://picasaweb.go...NXsp-vmgdaopAE#
Karolina Rychlewska – https://picasaweb.go...Raszag25082012#
www.raszag4x4.pl

Niniejszy atykuł pochodzi z blogu, który RAFCO prowadzi na forum.terenowo.pl. Zapraszamy wszystkich, by go naśladowali - to najłatwiejszy sposób, by ze swoim autem, rajdem czy przygodami trafić na główną stronę TERENOWO.PL:)