Land Serwis

Veprskiyj Les 2012 - takiego off-roadu w Europie już nie ma!

Polska załoga badaczy imprez terenowych - Marcin „Franc” Francuz i Zbigniew „Zibi” Popielarczyk tym razem zawitała do Obwodu Kaliningradzkiego w Rosji, gdzie wzięła udział w VIII edycji rajdu przeprawowego Veprskiyj Les. Impreza została zorganizowana przez  Wild West z Kaliningradu wespół z 4x4 Instenburg z Czerniachowska. - Zarówno formuła jak i atmosfera oraz niesamowity teren urzekły nas do granic! - relacjonują nasi zawodnicy.

Zawody składały się z trzech etapów. Pierwszym był jazda nocna i zdobywanie 18 punktów celebrity gossip foto. Nie były one bardzo oddalone od bazy, ale by do nich dotrzeć, należało pokonać rwącą rzekę. Po 3,5-godzinnej „zabawie” zdobyliśmy 17 z 18 punktów foto i z 3. wynikiem powróciliśmy na bazę.

Kolejnym etapem było zlokalizowanie i zdobycie 50 punktów foto w czasie 10 godzin. I tu zaczęła się prawdziwa jazda off-road. Organizator wbijał bowiem do GPS-a umiejscowienie tzw. toczek, a załoga już sama decydowała którędy się do nich dostać. Można było podróżować rzeką, można było przemieszczać się po trawersach (o których Magam mógłby tylko pomarzyć!). Jeszcze inną opcją było pokonanie ponad 1,5-kilometrowego, dzikiego wąwozu. Nie zabrakło również błota i starych, zagubionych pośród dzikich pól ścieżynek. Cała frajda z pokonania tak przygotowanego terenu polegała na wynalezieniu najłatwiejszego patentu dostania się do toczki. Mieliśmy takie sytuację, że Zbyszek siedział na dachu naszego Kleszcza i sponad 2,5-metrowych pokrzyw wypatrywał brzegu rzeki. Zresztą jego słowa: - Malezja? Niech się schowa Malezja! - chyba najlepiej odzwierciedlają dzikość terenu, po którym przyszło nam się poruszać. Po 9,5-godzinnej, wspaniałej przygodzie z terenem dotarliśmy do ostatnich dwóch punktów foto. Niestety podczas próby dostania się ostatniego brodu skończył nam się silnik i ostaliśmy się zagubieni w odległości około 7 kilometrów od bazy. Nasi rosyjscy przyjaciele przybyli nam z pomocą i około godziny drugiej w nocy dotarliśmy z powrotem na bazę. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, iż po podliczeniu zdobytych punktów zajmujemy wspaniałą trzecią lokatę! Wyprzedziły nas tylko załogi z Ładogi, a i te ledwie o jedną lub dwie toczki. W związku z rozdaniem kart oraz ogromnymi stratami w sprzęcie organizatorzy odwołali trzeci etap, którym miało być pokonanie 2,5-kilometrowej drogi wiodącej wśród słynnych czernichowskich torfniaków. Może to i lepiej?(-;

Nieprawdopodobna była również atmosfera rajdu. Wszystkie załogi pomagały sobie nawzajem i podpowiadały patenty dotarcia do toczek. I chyba o to w tym wszystkim chodzi -  aby walczyć z terenem, a nie z innymi ludźmi. W drodze powrotnej żartowaliśmy ze Zbyszkiem, że stajemy się powoli polską załogą eksportową, która przeciera szlaki na nowych, nieznanych polskim of-roaderom imprezach. W tym roku planujemy jeszcze start w szwedzkim rajdzie w Karlskronie oraz – jeżeli pozyskamy sponsorów – powtórny udział w bałkańskiej edycji Breslau, czyli tżw popcorn rally(-:

Do zobaczenia na terenowych szlakach!

Marcin Francuz, fot Autor, Zibi Popielarczyk