Land Serwis

W Strefie Mroku – finał Rainforest Challenge 2017 (PL/ENG)

Twilight Zone ostatecznie zweryfikowała maszyny i ludzi. Start wyznaczono na 9:00, a celem było dotarcie do campu następnego dnia przed godz. 18:00. Trasy dojazdu były trzy: jedna ekstremalna dla załóg, które zostały powtórnie zweryfikowane i przeszły dodatkowe badania techniczne, druga dla zawodników pozostałych i trzecia dla prasy i sędziów. Nasz samochód ze względu na wielkość i wagę, oraz niestandardowy rozstaw kół nie został dopuszczony do trasy ekstremalnej. Trochę nas to początkowo zmartwiło, ale decyzja organizatorów okazała się jednak słuszna. Relacje rosyjskich załóg były zatrważające.

W zakreślonym terminie do campu dotarła jedna (!!!) załoga malezyjska z około dwunastu, które wyruszyły. Następne dwie (rosyjska i malezyjska) osiągnęły cel po kilku następnych godzinach, a pozostałe z ciężkimi usterkami były jeszcze ewakuowane przez następne 48 godzin. Z relacji Bartka, polskiego dziennikarza pracującego dla zachodnich mediów (przeszedł całą trasę ekstremu na nogach, a pod górę na czworakach) miała około 20 km, z czego w większości była to dziewicza dżungla, jazda na azymut po górach z nachyleniem do 70% i podjazdami o długości kilkuset metrów. O dziwo, na niżej położonych trasach alternatywnych w tym czasie była przepiękna słoneczna pogoda, a wyżej leciało monsunem jak zwykle.


Wiadomo było, że do walki o czołowe lokaty stają Rosjanie i Malezyjczycy z teamu Maxxis. Ci ostatni po raz pierwszy w historii zgłosili jako zawodnicze trzy samochody dodatkowe, które na odcinkach specjalnych brały taryfę, ale z racji tego, że były to tak samo dobrze przygotowane samochody jak lidera teamu, zostały dopuszczone do Twilight Zone. Serwis lotny i dawcy części, plus cały czas świeża siła robocza. Rosjanie, którzy wystartowali w sile trzech samochodów mieli od razu awarie jednej z maszyn, a druga załoga wycofała się (!!!) z odcinka. Przyczyna tej decyzji nie jest znana. Więc na polu walki została tylko ekipa z numerem 104 (Roman Kulbak/Pavel Kovalenko), co z góry skazało ich na przegraną w tej sekcji. Regulamin określał, że za jeden przejazd samochodu z teamu załoga dostawała 50 pkt., za dwa każda załoga po 100 pkt., a za trzy każda po 200 pkt. Dość kontrowersyjna punktacja, którą próbowali (nieskutecznie) podważyć Rosjanie, preferująca mocne i wieloosobowe teamy. Być może organizator chce w ten sposób zachęcić do organizowania się w większe zespoły, ale dla samotnych uczestników z drugiego końca świata jest to trochę niesprawiedliwe.

Nasza trasa też do lekkich nie należała, ale mając największe i najbardziej agresywne opony w stawce, nie mieliśmy większych problemów. Jak zwykle pojawił się problem jednej trasy i jej zakorkowania. Wystarczy załoga, która ma gorszą technikę jazdy, gorsze opony czy też mizerną wyciągarkę, a pokonanie jednej przeszkody zajmuje zamiast 10 minut godzinę. Ale że jedziemy w pełni wyekwipowani, zawsze można w tym czasie rozbić obóz, zjeść czy przespać się w dowolnym miejscu trasy. Kwintesencją tej przygody są słowa Luisa (z oficjalnej strony RFC), które bardzo fajnie tłumaczy wujek Google:

„Jeśli chcesz dołączyć do nas w tym wydarzenie RFC, pozytywne nastawienie, aby cieszyć się wszystkim, co dżungla może rzucić na ciebie plus poczucie humoru są niezbędne. Kiedy żetony są na dole, gdy nic nie wydaje się iść w prawo, będziesz potrzebował tych latest celebrity news cech, aby przejść i cieszyć się wydarzeniem. Deszcz jest królem w RFC. Kiedy pada, to leje jak nie ma jutra. Dlatego bycie panicznym i negatywnym nie pomoże, bądź spokojny”.

W momencie powrotu z leśnego campu, tak zaplanowaliśmy wyjazd, aby nie przeszkadzały nam inne załogi. I spędziliśmy wspaniałe dwa dni sam na sam z dżunglą i off-roadową zabawą. Land Rover Marka przejechał trasę bez uszkodzeń, w naszym Volvo poległ tylny mechanizm różnicowy (strzela z mostu na zakrętach okrutnie, ale jedzie) oraz przednia szyba. Więc praktycznie bezawaryjnie. Po przejechaniu 150 km w deszczu, bez szyby od strony kierowcy, do miasta Pekan, nasza przygoda dobiegła końca.


Bardzo uroczyste zakończenie z bankietem, pokazami folkloru lokalnego i rozdaniem nagród trwało ponad 5 godzin. Być może dlatego, że do końca rozpatrywano protesty Rosjan. Prawda jest taka, że solowo wygrał Roman i czuł się zwycięzcą, ale taka a nie inna punktacja zepchnęła go na drugie miejsce. W pierwszej piątce są trzy rosyjskie załogi, co świadczy o ich przygotowaniu do akcji. Bardzo miłym zaskoczeniem była dla nas puchar za najbardziej unikalny samochód 4x4, no ale  skoro jest taka nagroda, to raczej nam się należała. Miłym akcentem jest nagroda specjalna dla Wojtka Gołębiowskiego za całokształt współpracy z RFC (Magam i sponsoring), któremu tutaj wszyscy serdecznie życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Marek Janaszkiewicz został z kolei doceniony pucharem za przyjazd na RFC po raz trzynasty. Jest coś niesamowitego w tych zakończeniach RFC, gdzie nie ma podziału na religie, pochodzenie, kolor skóry. Wszyscy stają się wielką rodziną, rodzą się przyjaźnie na całe życie i załogi zapraszają się do swoich krajów. Sport i przygoda ponad podziałami.

Mamy też dla naszych czytelników, kibiców i polskich załóg dobrą informację. W czerwcu przyszłego roku odbędzie się w południowej Polsce krajowa eliminacja RFC. Będą zorganizowane odcinki w podobnej specyfikacji jak na RFC, z identycznym regulaminem. Wyłoniony zwycięzca otrzyma nagrodę w postaci darmowego wpisowego na RFC (3900 USD) plus koszty transportu samochodu i załogi na miejsce startu. Tym pozytywnym akcentem kończę relację z tegorocznego RFC.

Pozdrawiam serdecznie,
Piotr Kowal



English version

In the Twilight Zone - the end of Rainforest Challenge 2017

Twilight Zone has finally verified the machines and the people. The start was scheduled for 9:00 am and the goal was to reach the camp the next day at 18.00. There were three routes: the extreme route for crews who had been re-verified and passed additional technical tests, the second one was for the remaining competitors and the third was for the press and the judges. Our car, because of its size and weight and a non-standard wheelbase, was not allowed onto the extreme route. We were a bit disappointed at first, but the organisers' decision proved to be correct.

The reports about the Russian crews were alarming. Within the specified period, just one (!!!) Malaysian crew arrived at the camp out of the twelve or so who had started out. The next two (Russian and Malaysian) reached the camp after a few more hours; and the rest, with significant mechanical faults, were evacuated over the next 48 hours. According to Bartek, a Polish journalist working for Western media (he went through the entire extreme route on foot and where it was uphill, on all fours) it was about 20 km long; mostly virgin jungle and it involved driving towards the azimuth in mountains with gradients up to 70% and uphill slopes several hundred metres in length. Amazingly, on the lower alternative routes at the same time there was beautiful sunny weather, whilst higher up a monsoon was raging as usual.

It was known that the Russians and Malaysians from the Maxxis team were fighting for the top spots. For the first time in history, the latter had declared three additional cars as competitors which took the strain on the special stages; because these cars were just as well-prepared as the team leader car, they were admitted to the Twilight Zone. Thus, on-going servicing and supplies of spare parts plus a fresh workforce were available all the time. The Russians, who took off in three cars, immediately had one car break down and the second crew withdrew (!!!) from this section. The reason for this decision is not known. So there was only one car, number 104, (Roman Kulbak / Pavel Kovalenko) on the field of battle, which sentenced them to lose this section right from the beginning. This was because the regulations stipulated that for one completed journey by a team car the crew received 50 points, for two cars each crew received 100 points and for three, each crew received 200 points. This was a rather controversial points system, which the Russians tried (unsuccessfully) to challenge; it gave preference to strong, multi-person teams. Perhaps in this way the organisers wanted to encourage crews to organise themselves into bigger teams, but for lonely participants from the other side of the world it was a bit unfair.

Our route was not easy either, but with the largest and most aggressive tyres in the range we had no major problems. As usual, the problem of there being just one route and its being blocked appeared. All you need is a crew that has a worse driving technique, worse tyres or a meagre winch, and then overcoming a single obstacle can take an hour instead of 10 minutes. But because we were fully equipped, we could always set up camp at such a time and eat or sleep anywhere along the route. The quintessence of this adventure is summarised in the words of Luis (from the official RFC website), which is translated very well by Uncle Google:

"If you want to join us at this RFC event, a positive attitude to enjoying everything that the jungle can throw at you, plus sense of humor is indispensable. When the chips are down, when nothing seems to go right, you will need these strengths to go and enjoy the event. Rain is king in RFC. When it rains, it rains like there’s no tomorrow. That is why being panicked and negative will not help, so keep calm".

As soon as we returned from the forest camp, we planned our departure in a way so that the other crews would not disturb us. And we had a brilliant two days alone in the jungle, playing off-road. Marek’s Land Rover covered the route without any damage, our Volvo’s rear differential mechanism developed a fault (the axle squeals loudly round curves but it keeps on going) as did the windshield. So practically trouble-free. Having driven 150 km in the rain, without the driver's window, to the city of Pekan, our adventure ended.

A very celebratory ending with a banquet, a local folklore show and the distribution of prizes lasted over 5 hours. Perhaps this was because the Russians' protests were being considered right up to the very end. The truth is that Roman had won solo and he felt himself to be the winner, but the scoring system had pushed him into second place. The top five teams included three Russian crews, which proves just how well they prepared for action. A very nice surprise for us was the cup for the most unique 4x4 car, but since there was such an award, it did rather belong to us. A nice feature was the special prize for Wojtek Gołębiowski for the entirety of his cooperation with RFC (Magam and sponsorship); we all sincerely wish him a speedy return to good health. Marek Janaszkiewicz, in turn, was honoured by a cup for coming to the RFC for the thirteenth time.

There is something amazing about these RFC endings, where there is no division into religions, origin, and skin color. Everyone becomes a part of a big family, friendships are made for life and the crews invite each other to their respective countries. Sport and adventure overcome divisions. I also have good news for our readers, fans and Polish crews. In June next year, a national RFC elimination will take place in southern Poland. Sections will be organized in a similar specification to RFC, with the same rules. The selected winner will receive a prize in the form of a free RFC buy-in (3,900 USD) plus the cost of transporting the car and crew to the place where it will happen.

With this positive accent I finish my report from this year's RFC.
All my best wishes.
Piotr Kowal