Land Serwis

Odszedł Mistrz – nie żyje Stanisław Lisowski

W wieku 86 lat w niedzielę 8 lutego w Gorzowie Wielkopolskim zmarł Stanisław Lisowski, wielokrotny mistrz Polski w rajdach terenowych, jedna z najważniejszych postaci w historii polskiego off-roadu, przez wielu z nas nazywany – po prostu – Mistrzem.

KA381P BlackStanisław Lisowski urodził się w roku 1929 w Wilnie, skąd po wojnie jego rodzina przeniosła się do Gorzowa. Od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie motoryzacją, co wkrótce zamieniło się w miłość do motocykli. Za kierownicą Harleyów i Sahar osiągnął wiele sukcesów indywidualnych i drużynowych.

Smykałka do motosportu i techniki stała się dla niego trampoliną do sukcesu zawodowego. Przez wiele lat uchodził za najzdolniejszego mechanika w gorzowskim Ursusie, dzięki czemu był wysyłany na zagraniczne kontrakty – m.in. do Brazylii i Egiptu. W roku 1972 zdecydował się na otwarcie własnego zakładu mechanicznego.

Zauroczenie rajdami terenowymi pojawiło się znienacka. Pierwszą terenówką Stanisława Lisowskiego była popsuta amfibia MAW, którą wyremontował z zamiarem rekreacyjnego pływania w jeziorach. Niedługo później wystartował nią w organizowanej pod Poznaniem Tarpaniadzie, skąd powrócił z zamiarem zakupu dużo sprawniejszego auta (choć jego amfibia nie miała sobie równych podczas pokonywania przeszkód wodnych). Wkrótce został właścicielem GAZ-a 67, w którym od razu zamienił silnik na 2,8-litrową, 6-cylindrową jednostkę Mercedesa. Jego specjalnością na wiele lat stały się jednak amerykańskie Willysy, w których montował mocne silniki Mercedesa.

Gdy w latach 90. rozpoczął się masowy import pojazdów używanych z Zachodu, poziom sportu samochodowego w Polsce znacząco się podniósł. Nieprzyzwyczajony do lenistwa i porażek Stanisław Lisowski zaczął poszukiwać alternatywy dla swojego Willysa. Jako oddany miłośnik Mercedesów wkrótce został właścicielem krótkiej Gelendy, którą... zaczął upodabniać do celebrity news amerykańskiego dżipa. Podwozie i napędy pozostawił oryginalne, pod maską zamontował mocny silnik z Mercedesa 300E, a nadwozie wykonał na wzór Willysa. Tak w roku 1995 powstał legendarny Merlis, który dał początek całej rodzinie zbudowanych na jego podobieństwo aut odnoszących w następnych latach liczne sukcesy w zawodach.

W sezonach: 1996 - 1998 MERcedes LISowskiego nie miał sobie równych, czego dowodem były zdobyte z rzędu trzy tytuły mistrzowskie. Kibice przez lata przyzwyczaili się do widoki czerwonej terenówki udekorowanej numerem „jeden”, który przysługiwał zwycięzcy poprzednio rozegranej rundy. Jej znakomita passa wydawała się nie mieć końca. W sezonie 1999 lepszy od Merlisa okazał się tylko Jeep Wrangler Dariusza Andrzejewskiego, któremu zresztą Stanisław Lisowski doradził wymianę mostów na niezawodne podzespoły... Mercedesa. Mimo to z końcem minionego wieku rozpoczęła się budowa następcy utytułowanej rajdówki.

DSC 1766Merlis 2 został uzbrojony m.in. w 3-litrowy silnik, który w wersji AMG miał aż 272 KM, amortyzatory Bilstein, poszerzone mosty i półosie zaadaptowane z dostawczego Mercedesa. Debiutancki sezon ukończył na 5. miejscu w klasyfikacji generalnej, wygrywając po drodze rundę w Gorzowie. Lepszy od niego okazał się m.in... stary Merlis, którym Tomasz Lisowski – wnuk pana Stanisława – wywalczył tytuł mistrza Polski.

W kolejnych latach Lisowscy postanowili połączyć siły, by wspólnie walczyć z coraz mocniejszymi (i szybszymi) rywalami. W sezonie 2002 startując na zmianę, zajęli szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. Rok później, gdy Tomasz Lisowski na stałe zajął miejsce za kierownicą, a jego dziadek przejął na siebie rolę pilota, Merlis wywalczył tytuł wicemistrzowski. W 2004 roku rodzinny duet uplasował się tuż za podium. W sezonie 2005 Tomasz rozpoczął starty nowym, skonstruowanym przez siebie Merlisem 3, a nestor rodu Lisowskich wraz ze swym poprzednim pilotem Piotrem Binasiem kontynuował starty aż do końca 2006 roku, by ostatecznie – w wieku 77 lat – przejść na zasłużoną, rajdową emeryturę.

Odszedł od nas wielki Mistrz, znakomity kierowca i jeden z pierwszych w Polsce konstruktorów terenowych rajdówek. Człowiek z imponującym życiorysem i wielkiej pasji, przez wielu podziwiany i naśladowany. Po prostu Mistrz.

Arek Kwiecień