Land Serwis

Poland Squad na Breslau Poland 2016 - miał być poważny team, a tu same czubki;)

Ostatecznie na tegorocznym "europejskim Dakarze" Poland Squad był reprezentowany przez cztery ekipy. W klasie szybkiej Cross Country zespół BOMBA RALLY RAID TEAM. W klasie pełnej gnoju Extreme trzy ekipy: ELJOT TEAM, KOWAL EXTREME OFFROAD i WALTERTEAM.pl. Wszystkie zespoły doświadczone, lecz mające różne historie rajdowe.

bomba1Bomby startowały Bowlerem, jednak jest to ekipa, która kosztowała również przepraw na legendarnej Ładodze drugim Landroverem ze swej stajni, czyli żółtym Taxi. Generalnie chłopaki z sekty "Landrover only" i wszystkie te żarty o landroverach;) Sekcja Extreme to trzy modyfikowane, legendarne Graty. Od przeprawowego Kowalowego, który przed Dreznem dostał sterydowy zastrzyk w postaci silnika Corvette. Poprzez najbardziej elegancką Lalę do tej pory unikającej ciężkich przepraw na rzecz poszukiwania coraz większych prędkości (również na dachu;)) w rajdach szybkościowych. Po bardzo doświadczonego Rumburaka o przytyranym obliczu i walecznym sercu, preferującego maratonowe rajdy z pogranicza prędkości i przeprawy.

Wszyscy się znamy, lubimy, mamy podobną fazę. Jak ktoś kogoś nie znał, to na pewno znał ich ojciec dyrektor i wiedział, że pasują do zestawu. Stworzyliśmy więc zespół, który miał się wzajemnie wspierać, reprezentując Polskę na międzynarodowych imprezach. Drezno było pierwszą próbą, w dodatku bardzo udaną. Wspólne negocjacje z organizatorem, wspólne zaplecze serwisowe, wspólne media i wspólny wieczorny drinek przy omawaniu emocji dnia minionego. Zawsze pomoc i kowale1życzliwa rada, po prostu elegancko.

Planowaliśmy, knuliśmy, organizowaliśmy, kręciliśmy śruby, aż po wielu przeciwnościach losu, tysiącach roboczogodzin w warsztatach cztery ekipy wylądowały na drawskim poligonie. Rozpoczęła się rozgrywka. Wszystkie nasze teamy od początku wyznaczyły wysoki poziom rywalizacji pozostałym zespołom. Praktycznie nie było etapu, którego któraś z ekip Poland Squadu nie kończyła w pierwszej trójce. Wiedzieliśmy, że bez względu na wynik nie przyniesiemy wstydu polskiej fladze, która zawisła nad naszym campem. Szliśmy ogniem, a wieczorne wycieczki zagranicznych ekip do naszych serwisowych namiotów i próby podpatrzenia, co my tam dodajemy do beny;), bo to się normalnie nie dzieje, były bardzo miłe.

koparaW klasie Cross Cuntry Bomba najpierw stopniowo zdobywał pierwszą lokatę w generalce, żeby ją następnie stracić po dzwonie i pożarze Bowlera, i ostatecznie powrócić po epickiej walce na drugi stopień pudła. Jego codzienne pytanie przed odcinkiem, kiedy podjeżdżał w drodze na start: „Jaka taktyka, jaka taktyka?” zadawane z szaleńczym uśmiechem i nasza stała odpowiedź: „Idziesz ogniem!”  wyznaczały pewien rytm dnia. 

Klasa Extreme to trzy różne historie rywalizacji. Eljoty, którzy poszli bardzo dobrze od początku, zderzyli się jednak z brutalną rzeczywistością dwóch przeprawowych etapów. Drawsko i Biedrusko w połączeniu z bardzo szybkim tempem do jakiego chłopaki przywykli, odcisnęło piętno na Lali, która w finałowym gnoju zaczęła stroić poważne fochy. Jednak dzięki twardej walce wspięli się najpierw na drugie miejsce w generalce, potem pomimo urwanego koła i ogólnego braku współpracy ze strony Lali na bezkresnych błotach Biedruska zaliczyli metę, broniąc 3. pozycji na podium. Zasmakowali prawdziwego smaku Extremu, kiedy to już nie jest tak pięknie i przetrwali;) Ekipa Eljotów to ludzie, którzy na swym przepastnym trucku, walteryeljotynaszej bazie logistycznej, mieli wszystko czego Squad potrzebował. Nawet ukuliśmy teorię, że jak Elioty czegoś nie mają, to widocznie to nie istnieje. Ich wkład w język angielski „what is wpierdol?” powtarzany był z uśmiechem na całym Campie.

Kolejne 4. miejsce w generalce zdobyła ekipa Kowali. Chyba najbardziej powalona z całego Squadu. Start mieli też ciężki, gdyż przyzwyczajenia z krótkich, kilkudziesięciokilometrowych rajdów przeprawowych, które zderzyli z rzeczywistością maratonów, szybko zweryfikowały ich Grata. Jednak otrząsnęli się z początkowych porażek, załapali, o co chodzi i w szaleńczym tempie zaczęli odrabiać pozycję w generalce, z dalekich lokat awansując tuż za podium. Przypieczętowaniem ich powrotu było zwycięstwo w ostatnim, najtrudniejszym etapie Drezna, honorowanym oddzielnym pucharem imienia Klausa, twórcy rajdu. Kowali cechuje to, że jak dostaną piany na oesie, to klękajcie narody: albo wynik , albo dzwon. Jeszcze muszą odwiedzić wykłady z taktyki:)

IMG 5587Waltery, jak nie oni, od pierwszego odcinka poszli na free style'u. Zostali liderami, zestresowali się strasznie zaistniałą sytuacją i dowieźli wynik do mety. Ich historia z początku sezonu, kiedy to im lepiej zaczynali, tym gorzej kończyli, spowodowała, że byli przerażeni początkową dominacją i czekali na wielkie kabum, które przekreśli wynik. Jednak nie tym razem. Równa, taktyczna jazda i sprawność oraz niezawodność Rumburaka w trudnym terenie dała im wymarzony wynik: 1. miejsce w generalce z 13-godzinną przewagą, co oznaczało, że byli najszybszą ekipą wśród wszystkich samochodów. Tak się chłopaki wyluzowali. Oczywiście, jak to Waltery, zapewnili też ciśnienie całej ekipie zarówno w serwisowych kompresorach, jak i w motywacji do walki na oesach. Kopara na wszystkie obawy zawodników miał jedną receptę „to się nie zdarzy” i życie było łatwiejsze. Kowale też usłyszeli od Walterów kilka haseł o ich napisach na koszulkach, kiedy już naprawdę było źle, czasami jest potrzebny przyjacielski liść od kolegi.

IMG 0303Jednak najważniejszym obrazem, jaki zachowaliśmy z tej przygody, jest współpraca ekip na campie. Mechanicy, którzy wspólnie reanimowali przyjeżdżające auta Squadu, nie patrząc, z którego teamu pochodzą, często do bladego świtu. Atmosfera wspólnoty, wieczorne pogaduchy, ciągłe, delikatne wkręty i wzajemna motywacja. Były momenty, kiedy rajdówki Squadu po grubych niepowodzeniach były pakowane na lawetę, ale postawa reszty ekipy nie pozwoliła na takie gry i zabawy. Wszyscy zaliczyliśmy metę tego najcięższego europejskiego maratonu. Takie działanie musiało przynieść sukces: 4 rajdówki, 3 pudła i puchar im. Klausa. To wszystko pomimo urwanych kół, zmielonych mostów, zagotowanych sprzęgieł, pogiętych amorów, dzwonów na trasie i pożaru rajdówki. Jest to dobry prognostyk na kolejne starty. Myślimy, że Poland Squad jeszcze nie raz zbierze się do walki z grubymi wyzwaniami. Obserwujcie, będzie się działo.

Text: Poland Squad, fot. Sandra Biegun / Xrepo, Arek Kwiecień / Sigma Pro