Land Serwis

12 prac Heraklesa. Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik podsumowują sezon 2011

phoca_thumb_l_IMG_0522Tysiące kilometrów przejechanych po bezdrożach Europy i Afryki, setki przeszkód terenowych, niekończące się rosyjskie zimniki, miesiące spędzone w warsztacie, dni w podróży oraz na odcinkach specjalnych – tak w skrócie podsumować można miniony rok z życia Marcina Łukaszewskiego i Magdaleny Duhanik. Załoga Off-roadsport spędziła 57 dni na 12 różnych rajdowych imprezach.

ZOBACZ TAKŻE: Premiera SAM EVO3 - Łukaszewski i Duhanik ruszają na podbój Europy

Sezon 2011 w wykonaniu Marcina i Magdy był bardzo udany. Założenia sportowe zostały w pełni zrealizowane. Duet Łukaszewski/Duhanik z powodzeniem rywalizował na międzynarodowych imprezach, wzbudzał aplauz wśród publiczności i sześciokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium. Serwis działał bardzo profesjonalnie, samochód okazał się świetną konstrukcją, a cały zespół zgrał się logistycznie.

Spełniły się plany i marzenia o sportowych wyzwaniach. Słodkie zwycięstwa nie bardziej niż gorycz przegranych motywowały do jeszcze większych starań. Jedno jest pewne: zakończył się bardzo pracowity rok, a przygotowania do kolejnego idą już pełną parą. Sezon 2012 zapowiada się równie pracowicie, a plany wydają się jeszcze ambitniejsze. Pracom w serwisie towarzyszą intensywne poszukiwania sponsorów, niezbędnych do realizacji założeń.

Kalendarz imprez jest w trakcie ustaleń. W planach są starty w imprezach polskich i zagranicznych, m.in. MT Rally&Series, Magam Trophy, Drezno-Wrocław, Puchar Polski Off-road i Baja Poland. Pewniakiem jest rajd Ładoga Trophy, gdzie zespół ma osobiste "porachunki" z dzikimi i bezkresnymi terenami Rosji.

- Dziękujemy wszystkim sympatykom oraz kibicom za wsparcie w roku 2011 i zapraszamy do kibicowania w nowym sezonie. Zapraszamy na stronę www.off-roadsport.pl, a także profil na Facebooku - podsumowują Magda i Marcin.

text: Paweł Rosłoń, fot. Jacek Balkon, Mariusz Bodnar, Paweł Rosłoń, Arek Kwiecień / Sigma Pro

12 prac Heraklesa w wykonaniu Marcina Łukaszewskiego i Magdy Duhanik:

Great Escape Rally – "Wielki test"
GER miał być dla nas rozpoczęciem sezonu i premierą nowego samochodu. Wystartowaliśmy świeżo zbudowanym, zupełnie innym od poprzedniego autem. Głównym założeniem były testy w warunkach rajdowych. Tak też się stało, tym bardziej że impreza nie miała charakteru stricte sportowego. Dla większości była rozgrzewką po sezonie zimowym. Skupiliśmy się na badaniu wytrzymałości podzespołów, ćwiczyliśmy pilotaż i poznawaliśmy poligon żagański, arenę kilku etapów Rally Breslau. Jednocześnie przenieśliśmy się z formuły czysto przeprawowej do maratońsko/przeprawowej, z elementami Cross Country.

ZOBACZ TAKŻE: Przed MT Rally 2011: Interesuje nas sport – mówi Marcin Łukaszewski

MT Rally – "Wygraliśmy"

W naszych wstępnych planach na 2011 rok nie było MT Rally. Jednak po testach na GER stwierdziliśmy, że to wspaniała sportowa okazja, by porównać się z konkurencją, a także poznać kolejne rejony, na których odbywa się "Breslau". Przyspieszyliśmy od startu, szło wspaniale, nie popełnialiśmy większych błędów w nawigacji, samochód sprawował się znakomicie – w efekcie wyprzedziliśmy konkurencję.


Croatia Trophy – "Najlepszy wyjazd – mortadela, pizza i celebrity news kropki"
Miał być podbój Europy, a skończyło się podchodami i przygodą za niezwykle wysoką cenę. To był najdroższy wyjazd w sezonie, pochłonął dużo czasu i wymagał długich przygotowań. Świetne tereny, spora konkurencja z całej Europy, barwne towarzystwo w campie, ale formuła imprezy i trudności tras bardzo nas rozczarowały. Spodziewaliśmy się jazdy po górach, stromiznach i trawersach, a tym czasem podróżowaliśmy turystycznie w karawanie samochodów, szukając wspólnie kropek na drzewach. Podjęliśmy decyzję o wycofaniu z rajdu.


Puchar Polski Off-Road – I runda Nowa Dęba – "Przeklęty Puchar"
W czasie tej edycji prysnął sen o obronie zeszłorocznego tytułu i ponownym sukcesie. Szło świetnie, ale niestety - wielka woda, niedopatrzenie mechanika i polegliśmy. Okazało się, że podczas testów nowego komputera przed rajdem, kaseta komputera nie została prawidłowo uszczelniona. Osuszenie trwało bardzo długo, później w sprinterskim tempie pokonaliśmy resztę trasy i tuż przed końcem limitu czasowego znaleźliśmy się na mecie. Bardzo złe wspomnienia.


Magam Trophy – "Druga wygrana"
Nie było nawet czasu świętować tego sukcesu, ale o tym później. Można powiedzieć, że od początku szło nam nieźle, uzyskaliśmy przewagę, którą później tylko powiększaliśmy. Do walki włączyli się: Robert Kufel, Artur Owczarek, Maciej Manejkowski, Paweł Kado i Zbyszek Pełczyński. Wspaniała impreza, świetna organizacja, po prostu klasyka gatunku przeprawowego. Pięć dni zmagań z terenem, sprzętem, rywalami. To był bardzo dynamiczny wyścig. Zachowaliśmy równe tempo, kontrolowaliśmy tyły i bezpiecznie dojechaliśmy do mety. W głowie cały czas było jednak to, co nas czekało za dwa dni. Po krótkiej fecie, następnego dnia rano odlecieliśmy do Rosji.


Ładoga Trophy – "Białe noce i ...niedźwiedzie"
Mistrzowski wyczyn logistyczny. Po zakończeniu ostatniego etapu Magam Trophy, samochód został umyty, spakowany na przyczepę i wraz z serwisem pojechał do St. Petersburga. Ładoga Trophy to z jednej strony legendarny rajd, który był dla nas od zawsze marzeniem, a z drugiej strony orientalna przygoda ze względu na tereny i sprzęty rywali. Odkąd zaczęliśmy interesować się off-roadem byliśmy zafascynowani rosyjską legendą. Naprawdę fajny rajd, ciężkie tereny, bezkresy bagien. Kilkunastokilometrowe pływające łąki i torfowiska to wrażenia nie do opisania. Wszystko wielkie - jak to w Rosji. Każdego dnia czekało na nas co innego: kamienie, błota, bagna, łąki, góry, wąwozy – było bardzo ciekawie. Świetna atmosfera, dobra organizacja i niestety pech na koniec. Ostatniego dnia, 3 km przed metą, pękł wąs przekładni kierowniczej i utraciliśmy II miejsce. Pomimo porażki miłe wspomnienia. Tereny, klimat, doping, atmosfera i krajobrazy były fantastyczne.


Rally Breslau (Drezno –Wrocław) – "Pierwszy start i wygrana"
Na odbudowę samochodu i odpoczynek po poprzednich imprezach było zaledwie 10 dni. Kolejny bardzo ważny i prestiżowy rajd wymagał skomplikowanej logistyki i solidnego przygotowania. O tym wydarzeniu myśleliśmy od początku sezonu. Starty w GER i MT to był rekonesans, poznawaliśmy tereny poligonów, ćwiczyliśmy szybką jazdę i nawigację. "Drezno" to rozmach i konkurencja, z jakimi nie spotkaliśmy się nigdzie wcześniej. W "europejskim Dakarze" (znane są takie określenia) startują profesjonalne międzynarodowe zespoły, wyposażone w dobry sprzęt z solidnym zapleczem serwisowym. Pojechaliśmy walczyć, oczywiście, o pierwsze miejsce. Zaczęło się nerwowo, od kilkukrotnego przenoszenia obozowiska ze względów organizacyjnych, ale szybko rozpoczęła się prawdziwa rywalizacja. Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, jak pojadą nieznani konkurenci, więc odnosiliśmy się do wyników faworytów poprzednich edycji – Roberta Kufla i Pawła Oleszczaka. Jechaliśmy czysto, szybko i rozważnie. Rywali spotkały awarie, a nasza przewaga powoli rosła. Wygrywaliśmy odcinki i zdecydowane zwycięstwo dowieźliśmy do mety. Mieliśmy namiastkę Cross Country w wydaniu maratońskim, gdzie każdy błąd mógł wiele kosztować. Wygrana w tym międzynarodowym rajdzie sprawiła nam wielką radość, cieszyliśmy się, że godnie rezentowaliśmy polską grupę w stawce europejskiej.


Puchar Polski Off–road - II runda Choczewo - "Poszło dobrze"
Odcinek nocny wygraliśmy, a w dzień zdeklasowaliśmy stawkę, bo jako jedyni pokonaliśmy całą trasę. Najtrudniejsza edycja, limity czasowe były bardzo wyśrubowane, o czym świadczy fakt, że skończyliśmy tylko 30 minut przed czasem. To była najcięższa i najbardziej przeprawowa runda. Pamiętam taką sytuację, kiedy po starcie w dzień (pierwsi ruszaliśmy do odcinka) wjechaliśmy w głębokie błoto, a tam stał zakopany samochód. Okazało się, że załoga utknęła tam w czasie nocnego odcinka – czyli spędzili w bagnie prawie 10 godzin. To w jakiś sposób obrazuje eliminacje w Choczewie.


Baja Poland - V runda FIA CEZ Cross – Country - "Wyścig z Peterhanselem i Hołowczycem"
Ze Szczecina mamy same miłe wspomnienia. Samochód wytrzymał, a wyniki okazały się dobre. Wygraliśmy Klasę Otwartą, która ze względów regulaminowych nie była ujęta w generalce, ale porównując nasze rezultaty, osiągnęlibyśmy 6. miejsce w rajdzie. Odnotowaliśmy kilka niezłych czasów, a to dobrze wróży na przyszłość. Formuła zwodów jest ściśle określona przez regulamin, zawodnicy mogą się skupić na ściganiu i to jest kwintesencja rywalizacji. Jednym słowem świetny rajd i dobry wynik.


Puchar Polski Off–road - III runda Olsztyn – "Rajd pod domem"
Runda w Olsztynie była ciekawa, obfitowała w piękne drogi szutrowe, żwirownie, tereny podmokłe i trawersy. Według wszelkich wyliczeń, aby zdobyć Puchar sezonu musielibyśmy zdobyć pierwsze miejsce w rundzie, a największy rywal – Robert Kufel musiał być trzeci. Wygraliśmy prolog, ale w nocy, startując jako pierwsza załoga, straciliśmy dużo cennego czas na szukanie drogi. W konsekwencji zdarzeń drugie miejsce ex aequo z jeszcze dwoma załogami zabrało nam cenne punkty. Mimo zwycięstwa na odcinku dziennym nie udało się wygrać rundy i tym samym zajęliśmy drugie miejsce w rajdzie i zarazem klasyfikacji generalnej Pucharu Polski 2011.


MT Series – "Sportowe zakończenie sezonu"
Kolejna, nieplanowana edycja MT, okazała się szczęśliwa. Wygraliśmy wszystkie odcinki specjalne, dzięki czemu zajęliśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Trasy na poligonie w Drawsku są naprawdę zróżnicowane i ciekawe. Raz jedziesz szeroką czołgówką, a kiedy indziej wyboistą leśną ścieżką, lub po bardzo szybkich i krętych partiach między drzewami. Krótkie przeprawy wodno-błotne dodatkowo urozmaicały rywalizację. Świetna organizacja i międzynarodowa obsada sprawiają, że rajd stworzony przez zespół MT jest wyjątkowym wydarzeniem sportowym.


RMF Morocco Challenge – "SAM zobaczył piach"
Szkoleniowy czas w Afryce. Mieliśmy kilkakrotnie okazję jeździć po terenach, gdzie kiedyś przebiegały odcinki specjalne rajdu Dakar. Wydmy, piasek, góry z kamieni, długie dojazdówki to była nowość. Nasz SAM Evo 3 nie do końca został stworzony do tego rodzaju terenu. Wielokilometrowe dojazdówki oraz twarde kamienne podłoże kilkukrotnie weryfikowało samochód zbudowany na sztywnych mostach z twardo zestrojonym zawieszeniem. Bardzo urzekły nas wydmy, jeździliśmy po nich trzy dni, i nawet jeden dzień nadprogramowo. Coś pięknego i bardzo wyjątkowego, trzeba wyczuć gaz i dynamikę, żeby się nie zakopać lub nie skończyć na dachu. To tak jak jeździć na kołach po ciężkich i dobrze otaśmowanych trawersach. Kolejne nowe doświadczenie, być może zaowocuje w przyszłości.

ZOBACZ TAKŻE: Wyprzedaż Gratów. Rozmawiamy z Marcinem Łukaszewskim