Land Serwis

Jechać przed siebie - profesjonalna wyprawówka

Z jednej strony pełna niezależność i całkowita swoboda; możliwość dotarcia tam, gdzie mamy na to ochotę, oraz darmowy nocleg w miejscu, które sami wybierzemy; szansa na orzeźwiający prysznic na środku pustyni oraz ciepło, gdy wokół nas szaleje zimowa zawierucha, a z drugiej: spore koszty i ogrom czasu poświęcony przygotowaniom, narażanie się na okradzenie oraz ogromne kłopoty, jeśli na początku naszej podróży drogę przebiegnie nam czarny kocur. Tak w telegraficznym skrócie przedstawiają się zalety i wady podróżowania po świecie własnym samochodem.

Wybierając się na daleką wyprawę, podstawowym problemem jest odpowiedni dobór samochodu - takiego, który nas nie zawiedzie w miejscu, gdzie – być może – zdani będziemy na własne siły. Opinii na temat, który samochód sprawuje się na wyprawach najlepiej, jest niemal tyle samo, co samych podróżników. Ich poglądy można jednak streścić w jednym zdaniu: pojazd ten musi być niezawodny, funkcjonalny, pojemny, a przy tym powinien umieć jeździć w terenie. Największą popularnością wśród globtroterów cieszą się modele Toyot Land Cruiser oraz Land Roverów: 90, 109, 110 i Defender. Samochody te - mimo iż dzisiaj mogłyby wydawać się niekomfortowe i czasami przestarzałe – mają dużą zaletę: są stosunkowo małoawaryjne, a w razie uszkodzenia – łatwe w naprawie. Romuald Koperski, który od wielu lat podróżuje samochodem po świecie, a w roku 1994 przejechał dystans dwudziestu pięciu tysięcy kilometrów ze Szwajcarii, przez Syberię, Alaskę (!) do Nowego Jorku (!!!), tak opisuje swoją decyzję dotyczącą pojazdu: - Wybrałem Land Rovera. Samochód według mnie musiał odznaczać się prostotą konstrukcji. Czyli żadnej elektroniki, wtrysków, niezależnych zawieszeń, ABS-u czy poduszek powietrznych. Nic, co byłoby zbędne, mogłoby się szybko popsuć i byłoby trudno zreperować.

Toyota czy Land Rover to najczęstszy wybór globtroterów. Ale podróżować po świecie można nieomal wszystkim. Znana jest historia wyprawy dwóch Anglików, którzy trasę z Londynu do Kapsztadu w Republice Południowej Afryki przejechali maleńkim Citroenem 2 CV! Okazało się, że naprawa takiego samochodu – nawet w Afryce – to pestka, zaś przebycie nim piasków pustyni również nie musi okazać się niewykonalne. Gdy jego koła zakopywały się, wystarczało skrzyknąć kilka osób i... przenieść go w miejsce, gdzie grunt stawał się twardszy.

Nie polecając brania przykładu z postawy tych dwóch dzielnych – nazwijmy ich jednak po imieniu – szaleńców, warto samochód dodatkowo przygotować do wyprawy. Z racji zwykle ogromnego bagażu, jaki zabiera się w dalekie podróże, przydaje się wygospodarować w pojeździe miejsce na jego transport. Powierzchnia ładunkowa, nawet w długich wersjach np. Land Cruiserów czy Land Roverów, jest jednak ograniczona, dlatego dobrym rozwiązaniem jest zaopatrzenie samochodu we wzmocnione bagażniki dachowe, które udźwignąć mogą od kilkudziesięciu do kilkuset kilogramów (np. Braun Church firmy Safety Devices posiada udźwig 400 kg). Wyprawowka_D.jpg Na takim bagażniku przewozić możemy na przykład dodatkowe zbiorniki paliwa i wody (- Ale puste – zastrzega często wojażujący po świecie swoją Toyotą HZJ 78, potocznie zwaną „Bushtaxi”, Cezary Terlecki. - Pełne pojemniki z przemieszczającą się na dachu cieczą zwiększają niebezpieczeństwo wywrotki związane z podniesieniem środka ciężkości), sprzęt biwakowy, żywność długoterminową, a nawet nasz mały domek, czyli – ściślej się wyrażając – rozkładany namiot dachowy, na przykład włoskiej firmy Autohome. Zabranie w podróż takiego namiotu pozwala nam zaoszczędzić trudu codziennego wyszukiwania odpowiedniego miejsca i rozkładania biwaku. Spać można również we wnętrzu samochodu (o ile jego długość na to pozwala) – na podłodze lub zaimprowizowanej leżance, co jest dobrym rozwiązaniem, gdy na przykład wokół nas szaleje wichura. Możliwość nocowania w samochodzie docenimy również w sytuacji, gdy obawiamy się niepożądanych gości. – Z wnętrza auta za kierownicę można wskoczyć nawet bez spodni – mówi Cezary Terlecki. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli nie można spać w samochodzie, najlepiej spać na dachu, ale jeśli można w aucie, to lepiej w aucie.

Podróżnicy wyruszający na dalekie wyprawy świadomi ogromnego obciążenia, na jakie narażają zawieszenie swego samochodu (bywa, że auto takie wraz z bagażem waży nawet cztery i pół tony!), dokonują zwykle jego modyfikacji, zastępując seryjne elementy mocniejszymi wersjami resorów, sprężyn i amortyzatorów. Najpopularniejszym i najbardziej cenionym w podróżniczym światku rozwiązaniem jest zawieszenie australijskiej firmy Old Man Emu, które cieszą się opinią mocnego i niezawodnego.

Skoro jesteśmy przy podwoziu samochodu, trzeba wspomnieć o bardzo praktycznych osłonach jego najważniejszych elementów: famous people zawieszenia, mostów, dyferencjałów, skrzyni biegów czy zbiornika paliwa. Ich zastosowanie daje nam gwarancję, że nasz samochód niekoniecznie zepsuje się na pierwszej niezauważonej przez nas skale czy nawet grubszej gałęzi.
Dobrym rozwiązaniem jest montaż w samochodzie wyciągarki, dzięki której zyskujemy na niezależności. Najczęstszym wyborem podróżników są wyciągarki mechaniczne lub hydrauliczne, które są małoawaryjne i stosunkowo łatwe w naprawie. – Jeśli nie dysponujemy wyciągarką, pozostaje zdrowy rozsądek, żeby nie wjechać tam, gdzie można się zakopać – radzi Cezary Terlecki.

Jeśli zakopiemy się w piachu lub „wkleimy” w błocie, przydatne okazać się mogą najazdy, zwane inaczej „trapami”. Są to blachy stalowe lub aluminiowe o długości od półtora do dwóch metrów (zależy to od rozstawu osi samochodu), które podłożone pod koła, pozwalają im odzyskać trakcję i wydostać się z pułapki. Do samochodu warto zabrać z sobą także – opisywany w „Giełdzie Samochodowej” przed tygodniem – podnośnik typu „hi-lift”, który pomoże nam wywindować samochód, aby podłożyć pod niego „blachy”, jak również okaże się niezastąpiony, gdy będziemy zmuszeni zmienić koło.

Długie podróże... – a więc ogromna ilość paliwa, jaką trzeba zabrać „na pokład”. Romuald Koperski swojego Land Rovera doposażył w dwa osiemdziesięciolitrowe zbiorniki, które umieścił pod przednimi siedzeniami. Pomysłem Cezarego Terleckiego było zamontowanie stuosiemdziesięciolitrowego zbiornika Long Ranger pod podłogą, w miejscu koła zapasowego. Obaj podróżnicy zastosowali elektryczną pompę, która przetaczała paliwo z dodatkowych zbiorników do głównego.

Pomysłów na doposażenie samochodu wyprawowego może być jeszcze mnóstwo. Doświadczeni globtroterzy zazwyczaj montują w nim tzw. snorkel, który umożliwia dopływ do silnika czystego powietrza i zapobiega jego „zachłyśnięciu się” podczas pokonywania przepraw wodnych, kompresor odpowiadający za sprawne dopompowywanie kół (w terenie z powodu zmiany rodzaju nawierzchni bardzo często trzeba regulować ciśnienie w oponach), zapasowy akumulator, dodatkowe oświetlenie (przeciwmgielne i dalekosiężne), klatkę bezpieczeństwa chroniące życie pasażerów na wypadek, gdyby – odpukać! – samochód przewrócił się, ogrzewanie postojowe oraz urządzenia służące do komunikacji oraz nawigacji w terenie. Ważne jest również posiadanie odpowiedniego zapasu części zamiennych oraz narzędzi, którymi dokonamy koniecznych napraw.

Każda wyprawa jest inna, stwarza inne potrzeby, każdy samochód posiada inne możliwości. Dlatego, kto marzy o dalekich wojażach, niech posłucha rady Romualda Koperskiego: - Nie słuchaj „specjalistów”, i tak zza biurka nie zdołasz niczego w pełni zaplanować. Trzeba jechać, jechać i jeszcze raz jechać. Wszystko i tak „wyjdzie” po drodze. Nie przeciążaj samochodu, bądź przyjaznym dla napotkanych ludzi – zawsze z uśmiechem! Nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet w syberyjskiej głuszy coś się zaradzi – to nie księżyc, gdzie prócz kraterów niczego nie ma.

text: Arkadiusz Kwiecień, foto: Arkadiusz Kwiecień, arch. Cezary Terlecki, Romuald Koperski


Artykuł opublikowany w "Giełdzie Samochodowej" , nr 6/2003 (762) z dnia: 21 stycznia 2003 roku