Great Escape Rally 2010: Piątek dobry początek



To był pierwszy dzień prawdziwej wiosny. Ze słońcem, błękitnym niebem i ciepłymi podmuchami wiatru. Zarazem był to pierwszy dzień (a przynajmniej jeden z pierwszych, bo kilka imprez już się odbyło) nowego off-roadowego sezonu 2010. W Żaganiu na starcie Great Escape Rally 2010 spotkała się śmietanka terenowych rajdowców – w sumie ponad 130 maszyn.

Aby off-roaderzy nie przeżyli gwałtowanego szoku po wielu miesiącach zimowej bezczynności przerywanej dłubaniem przy autach w garażu, Albert Gryszczuk na rozgrzewkę zaaplikował im 100-kilometrową przejażdżkę po poligonie w Żaganiu. Zdaniem wielu Albertowe kilometry mierzone są standardem afrykańskim, gdzie kilkadziesiąt kilometrów w tę czy w tamtą nie robi większej różnicy… Piątkowa „setka” miała więc w rzeczywistości około 160 km:) Trasa klasy sport prowadziła niemal wyłącznie po piaszczystej czołgówce, na której "proste" miały po kilka kilometrów. Trudniejsze zadanie miała klasa open, która oprócz piasku musiała zmierzyć się z długim odcinkiem błotnisto-wodnym.

Dla niektórych nie miało to żadnego znaczenia. „Na oko” bardzo dobry występ zaliczyli m.in. rozważnie jadący Paweł Oleszczak, szybki Marek Mazur i auta Rajdos Ekipos czy też wielu kierowców quadów. Zaskakująco wiele maszyn opuściło jednak poligon na tarczy. Najbardziej spektakularnym wydarzeniem było dachowanie „przez dziób” Grata Roberta Kufla i Dominika Samosiuka, z którego zawodnicy na szczęście wyszli obronną ręką. Z awariami borykały się auta RMF Morocco Challenge – w Jeepie Rafała Płuciennika padło sprzęgło, a w UAZ-ie Mirka Kozła – skrzynia biegów. Długi postój zaliczył (tradycyjnie) Krzysiek Kretkiewicz, który urwał wahacz. Poległ słynny Henrik Strasser, którego nieco strupieszała Toyota doznała przegrzania silnika… (choć na jego usprawiedliwienie trzeba dodać, że podobno zdecydował się na start w rajdzie w ostatniej chwili bez żadnego przygotowania). Wieczorem w obozie wiele samochodów stało już na lawetach lub szykowało się do generalnego, nocnego remontu.

W sobotę na zawodników czeka danie główne, czyli ponad 150 kilometrowa trasa (w rzeczywistości wyjdzie pewnie z 300:), na której czai się między innymi owiana złą sławą „Ruska Droga”. Jak tak dalej pójdzie, niewiele maszyn dotrwa do niedzielnego Memoriału Karoliny…

Text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro
 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

SERWISY SPECJALNE:






POLECAMY:


RMF Caroline Team


Motoracer Rally Team

RAJDOS EKIPOS