Jeszcze niedawno w telewizji często gościły obrazki skutych lodem rzek, przez które z trudem przebijały się dzielne lodołamacze. W sobotę na Great Escape Rally przeżywaliśmy deja vu, tyle że w roli lodołamaczy wystąpiły… quady oraz samochody. Wiosna wprawdzie już zawitała, ale w głębi lasu Dziadek Mróz wciąż trzyma się mocno.
Przeprawa przez Ruską Drogę, leśną przecinkę na szerokość czołgu upstrzoną niezliczonymi dziurami z wodą, zapewne na długo zapadnie w pamięć wielu zawodników. Tylko nie „Krecika”, który pojawił się na niej jako pierwszy. Krzysiek nie zastanawiając się długo, przemknął po lodzie, którym wciąż skute były kałuże, i… zniknął w oddali. Kolejni zawodnicy mieli już mniej szczęścia. Wystarczyła chwila wahania na lodzie, a ten natychmiast pękał, wciągając do wody maszyny. Co było dalej, łatwo sobie wyobrazić. Mozolna walka z krami i zimną wodą przy pomocy wyciągarek i kolegów. Najtrudniej było wyjechać z dziur, gdy przed pojazdem piętrzyły się prawdziwe góry lodu. Szybko utworzył się korek, bo o wyminięciu przeszkody czy kolegi nie było mowy. W niektórych miejscach było naprawdę tłumnie… Niestety tutaj już po raz kolejny sprzęgło zawiodło Rafała Płuciennika, który zmuszony był wycofać się z jazdy. Inni zawodnicy zalewali silniki, lub uszkadzali wyciągarki.
Ruska Droga była atrakcją pierwszego z sobotnich oesów. Drugi był łatwiejszy (choć zaczynał się serią zdradliwych stawów) – polegał na pokonaniu pięciu okrążeń pętli po czołgówkach poligonu w Świętoszowie. Ostatnim akcentem dnia (i rajdu) była kilkudziesięciokilometrowa przebieżka, na której można było mocniej wcisnąć pedał gazu. Finałem była długa prosta po kałużach – wyśmienita okazja, by wziąć błotny prysznic.
Wieczorem w żagańskim pałacu tłum najedzonych po uszy zawodników (jedzenie pierwsza klasa!) zgromadził się na ogłoszeniu wyników. W klasie Open w GER 2010 triumfował Marcin Sobiech, przed Tomaszem Sernickim i Piotrem Żogałą. W klasie Open Sport (do której wcielono również załogi klasy Sport) najlepsza okazała się braterska załoga Baronów z Extrem4x4, która wyprzedziła Daniela Kanię (Rajdos Ekipos) i Jarka Fijołka. Kolejne dwie lokaty również zajęły załogi Rajdos Ekipos. W klasie „osiek” ubiegłoroczny sukces powtórzył Maciej Albinowski, a w klasie quadów 4x4 wygrał – mimo długiego postoju na piątkowym etapie – Krzysztof Kretkiewicz. Najlepszym motocyklistą był Michał Trzciński; w klasie UTV najszybciej pojechał Muszyński. Zwycięzcy wystartują za darmo w RMF Morocco Challenge.
Rajd Great Escape Rally 2010 przeszedł do historii, ale to jeszcze nie koniec off-roadowego weekendu w Żaganiu. W niedzielę o 10 rozpoczyna się Memoriał Karoliny, który rozegrany zostanie według formuły H4x4.
Text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro
|