Land Serwis

II runda Przeprawowego Pucharu Polski ATV PZM Dragon Winch 2013 – fortuna kołem się toczy

Pierwsza w historii polskich sportów motorowych runda o Puchar Polski w przeprawach quadowych zrobiła duże zamieszanie w polskim światku czterokołowców. Słabnący, a wręcz umierający śmiercią naturalną offroad quadowy w połowie kwietnia br. przeszedł defibrylację, kiedy to miała miejsce inauguracja Przeprawowego Pucharu Polski ATV PZM Dragon Winch. Wówczas do małej miejscowości Stężnica, położonej w Bieszczadach przybyło 126 pojazdów ATV! Zawody okazały się dużym sukcesem, ale w głowach organizatorów pozostały obawy, czy wysoki poziom organizacji oraz odpowiednią frekwencję uczestników uda się utrzymać również na zaplanowanych pozostałych dwóch rundach.

W miniony weekend, 7-9 czerwca 2013 roku odbyła się druga runda tejże imprezy. Czy była równie udana? Tego dowiecie się z lektury poniższej relacji.

3_Odprawa_przed_startem_PPPATV_PZM_DRAGON_WINCHZasady w pigułce

Zasady rywalizacji były niemalże takie same, jak podczas pierwszej rundy. Przygotowano dwie trasy – ATV Sport Adventure oraz ATV Sport Extreme, różniące się stopniem trudności pieczątek, o czym mówiła liczba punktów przypisana do każdej z nich. Zwyciężał ten team lub ta osoba, która zdobyła największą sumę oczek za zdobyte pieczątki. Dodatkowo każdy z uczestników zobowiązany był do pokonania odcinka nocnego cross country. Czas jego przejazdu, z powodów bezpieczeństwa, nie miał wpływu na ostateczny wynik, ale karą za nie stawienie się na jego starcie była dyskwalifikacja. Odmianą w stosunku do pierwszej rundy było wprowadzenie ograniczenia czasowego na przejazd nocą i ponowne otwarcie trasy rajdu rankiem.

Trasa i jej charakter

Cały tegoroczny cykl Przeprawowego Pucharu ATV PZM Dragon Winch zaplanowano tak, aby z każdą rundą dostarczyć uczestnikom nowych doświadczeń zarówno terenowych, jak i pogodowych. Pierwsze tegoroczne zawody odbyły się bardzo ciężkim górzystym terenie, na którym spoczywał jeszcze śnieg. W Biedrusku głównym wrogiem quadowców były bagna, które po wielu tygodniach ulewnych deszczów stały się jeszcze bardziej wymagające i zdradliwe, czego dowodem była powstająca w zawrotnym tempie długa kolejka zepsutych maszyn. Na szczęście w większości przypadków pojazdy powróciły na trasę, dzięki ciężkiej pracy Strefy Serwisowej, którą wspólnie tworzyły firmy Quad Klinika oraz Multimoto. Jak wyglądała ich praca, co najczęściej psuło się w quadach uczestników zawodów, opowiadają przedstawiciele tych firm.

„Do Biedruska, ze względu na to, że mamy blisko dotarliśmy już w piątek rano, a do południa mieliśmy już przygotowane stanowisko serwisowe do obsługi trzech maszyn w jednym czasie.” - mówi Bartek Buchert z Quad Kliniki. „Od samego początku ktoś zjawiał się z pytaniami i z awariami. Nie rozumiem, jak ludzie mogą przyjeżdżać z drugiego końca Polski na rajd quadami zupełnie nie przygotowanymi, a nawet uszkodzonym. Niestety takich maszyn było kilka, ale pomogliśmy wszystkim i każdy ruszył na trasę.

Do startu etapu nocnego był w miarę spokój. Maszyny wyruszyły na trasę o 21. a o 21:20 do strefy serwisowej zawitał pierwszy quad z awarią układu chłodzenia. Okazało się, że chłodnica była zabetonowana błotem, ale nie przez rajd tylko przez kolejne zaniedbanie kierowcy. Apeluję do wszystkich, dbajcie o swoje chłodnice. Umycie jej z wierzchu nie jest jednoznaczne z tym, że jest ona czysta i zapewnia odpowiednie chłodzenie silnika. Około północy zaczęły zjeżdżać quady naprawdę uszkodzone podczas rajdu. Awarie typu urwane sworznie, pogięte drążki kierownicze, czy inne elementy wymagające prostowania po rolowaniu quada, to rzecz normalna na tego typu imprezach. Nasza strefa serwisowa miała pracować od 21. do 2. w nocy. Jednak naprawa szesnastu quadów zakończyła się dopiero o 6:30. Nie udało się nam przywrócić do życia tylko dwóch pojazdów, ale tylko ze względu na brak części zamiennych. Na wyróżnienie zasługuje pewien znany w środowisku rider, który w ferworze walki zatankował do swojej hondy diesla. Po płukaniu układu ruszył na etap dzienny i zdobył pudło. Takie rzeczy nas cieszą, mamy wtedy świadomość, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy i dzięki nam zawodnicy mogą cieszyć się dłużej dobrą zabawą. Właśnie o to chodzi na rajdzie, by dojechać do mety.

W sumie przez dwa dni naprawiliśmy, przywróciliśmy do życia, zdiagnozowaliśmy 24 maszyny! To prawie ¼ wszystkich quadów na tej edycji . Było ciężko, ale warto. Podziękowania, jakie otrzymujemy od uczestników za pomoc są dla nas najlepszym motorem napędowym do jeszcze cięższej pracy. Pozdrawiam i dziękuję za współtworzenie strefy serwisowej firmom Multimoto, Szekal 4x4 oraz Mietkowi.”

„Ilość urwanych półosi przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.” - dodaje Michał Majchrowicz z Multimoto. „Na drugim miejscu był usterki natury elektronicznej i o ile w pojazdach Can-am dało się wszystko ustalić za pomocą komputera diagnostycznego, to w innych – bardziej analogowych – zadanie to było naprawdę trudne, zwłaszcza w warunkach polowych.

Wiele osób obawiało się utopienia sprzętu, a tu proszę, nikt nie zgłosił się za taką usterką. Usmażone paski, zerwane sworznie, przebicia opon, zalepione chłodnice – to nic dziwnego, kiedy impreza jest naprawdę wymagająca. Myślę, że kluczem do sukcesu jest wcześniejszy, rzetelny serwis i przygotowanie quada przed samym startem oraz zabezpieczenie zaplecza części zapasowych.

Chciałbym podziękować firmie Quad Klinika za perfekcyjne przygotowanie miejsca pracy i pomoc w naprawach oraz firmie Szekla 4x4 za zapewnienie części zapasowych.”

Choć po powyższych wypowiedziach można sądzić, że rajd był wręcz morderczy, to jednak spora liczba uczestników jest zdania, że trasa była łatwiejsza niż przed dwoma miesiącami w Bieszczadach. Nie jest to w żadnym wypadku ujmą dla organizatorów imprezy, ale najbardziej zapaleni Extremowcy, którzy z każdym rajdem chcieliby czuć go w mięśniach i kościach jeszcze przez przynajmniej tydzień po jego zakończeniu, mogli czuć mały niedosyt. Jednak biorąc pod uwagę bardzo małą liczbę miejsc w Polsce, gdzie można przeprowadzić rajd na ponad 100 quadów oraz chęć stworzenia za każdym razem innego charakteru trasy, zawody w Biedrusku możemy bez zawahania nazwać sukcesem. Podobne zdanie o rajdzie ma znany w środowisku quadowym, uczestnik wielu różnego rodzaju przeprawach, w tym tych najtrudniejszych, jeden z najlepszych offroadowców w Polsce, który dodaje wiary i sił wielu osobom niepełnosprawnym, pokazując, że można kierować quadem jedną ręką – Rafał Dunajski. Oto, co powiedział:

„Impreza była bardzo fajna i cieszę się z udziału w niej. Ogólnie to mam uznanie dla wszystkich organizatorów tego typu rajdów, bo wiem ile pracy w tą wkładają, aby wszystko działało jak należy. Osobiście wolę trudniejsze rajdy, a najlepiej z podziałem na odcinki specjalne. Niemniej jednak wiem, że przy takiej liczbie pojazdów, jaka stawiła się w na drugiej rundzie Przeprawowego Pucharu Polski byłoby to bardzo złe rozwiązanie. Kolejki do OSów powstawałyby w gigantycznym tempie, a my do ich pokonania czekalibyśmy godzinami. Stąd też osobom, które pracowały nad trasą tych zawodów należą się pochwały za to, że w pełni stanęły na wysokości zadania. Wracając jeszcze do poziomu trudności trasy, to nie była on dla mnie zaskoczeniem. W Wielkopolsce, na terenach poligonu i o tej porze roku trudno spodziewać się naprawdę ekstremalnie trudnych do pokonania miejsc. Taka jest tam specyfikacja terenu.”

Swoimi wspomnieniami z przebiegu rajdu podzieliła się z nami Alina Kramer – jedna z trzech kobiet biorących udział w rajdzie. Oto jak wspomina ubiegły weekend w Biedrusku.

„Patrząc oczami uczestnika, chylę czoła organizatorom za doskonałą organizację. Przyjechałam do Biedruska już w czwartek i mile byłam zaskoczona, gdy Dorotka Lechowicz–Gustab, Prezes ATV Polska wraz z resztą organizatorów powitała mnie osobiście. Okazało się, że organizatorzy czuwali już w prześlicznym Pałacu Biedrusko już od środy, tak bardzo im zależało, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Brawo! W czwartek dojechali pozostali, zaroiło się od maszyn. Byłam pod wrażeniem tak olbrzymiej frekwencji, a zebrać 126 quadów w jednym miejscu jest nie lada sztuką. Zaczęła się gorączka przygotowań do nocnego etapu. Niestety nie wszystkie maszyny były idealnie przygotowane na rajd. I tutaj mogliśmy liczyć (w tym ja również) na serwis Quad Kliniki i Multimoto. Po naprawach i zaplombowaniu musieliśmy odstawić quady na park maszyn, który w Biedrusku mieścił się na starym amfiteatrze i stopniowo od najniższego poziomu do najwyższego. Robiły niesamowite wrażenie! O 20:00 godz. odbyła się odprawa i rozdanie nawigacji z wgranymi trakami. O 21:00 rozpoczął się ten morderczy rajd. Ja z moją team partnerką Anką wystartowałyśmy o 20:24. Teren był zmienny, błotnisty, bagnisty, piaszczysty i górzysty. Patryk z Monią sprytnie umieścili pieczątki w z reguły dobrze ukrytych miejscach. Były trudne punkty. Musiałyśmy odbijać pieczątki w rzece, w olbrzymim błocie, na  bardzo stromych podjazdach i zjazdach, gdzie bez pomocy team partnera i jego wyciągarki nie byłoby możliwości ich zdobycia. W miejscach najtrudniejszych pieczątek było bardzo tłoczno. Zwłaszcza w klasie Adventure, gdzie startowało ok. 70 maszyn. Mile zaskoczyło mnie wyróżnienie, dla jedynego teamu kobiecego w rajdzie, które przyznano nam oficjalnie podczas bankietu. Muszę przyznać , że jest to jedyny taki rajd, gdzie organizatorzy nie zapominają o tak nielicznych zawodnikach płci żeńskiej. Później, w doskonałych muzycznych rytmach bawiliśmy się do białego rana. Rajd był dla mnie niesamowitym wyzwaniem. Obiecuję, że w przyszłym roku wraz z Anką zakończymy go w pierwszej dziesiątce. Zatem do zobaczenia za rok !”

Z perspektywy drugiego planu

Pozostawmy już trasę i rywalizację, przejdźmy natomiast do rzeczy, które stanowią co najmniej 50% sukcesu imprezy lub nawet więcej. Organizatorzy, po pierwszej tegorocznej eliminacji Przeprawowego Pucharu Polski ATV PZM Dragon Winch postawili sobie porzeczkę bardzo wysoko. Druga runda na jej świetle z pewnością wypadła równie dobrze. Wszystkich szczegółów składających się na całość nie sposób wymienić, ale poruszmy najważniejsze z nich.

Przede wszystkim najważniejsze jest zdrowie uczestników. To zadanie kolejny raz powierzono dwom załogom ambulansów offroadowych z ekipy Off-Road Rescue Team. W prezencie dla kierowców quadów ratownicy podarowali każdemu z nich apteczkę. Co do ich pracy to zawsze chciałoby się, aby nie mieli jej w ogóle. Tym razem jednak tak nie było, gdyż musieli interweniować po wypadku jednego z zawodników. Został on natychmiast przewieziony do szpitala, gdzie przeszedł wszelkie niezbędne badania. Na szczęście nie odniósł poważniejszych obrażeń, jednak pozostał w szpitalu na obserwację.

Nie tylko ratownicy medyczni dbali o bezpieczeństwo uczestników imprezy. Wyrazy podziękowania należą się strażakom ochotnikom z OSP Nieszawa, którzy podczas nocnego odcinka stali na przecięciach trasy z torami kolejowymi, sygnalizując możliwość przejazdu lub blokując drogę, gdy nadjeżdżał pociąg. Ich bezinteresowną chęć pomocy doceniała firma Yamaha Motor Polska, która podczas bankietu przekazała na ręce wszystkich strażaków pompę do wypompowywania wody.

Do Przeprawowego Pucharu Polski ATV PZM Dragon Winch dołączyła Drużyna Szpiku. Jej wolontariusze informowali przybyłych do Pałacu Biedrusko gości, dlaczego warto zgłosić się jako dawca szpiku kostnego, na czym polega badanie, sam zabieg itp.

„Uświadamiamy ludzi, czym jest szpik kostny, informujemy, jak wygląda badanie, które w powszechnej opinii polega na zabiegu wbiciu igły w kręgosłup, co nie jest prawdą. Wystarczy próbka krwi.” - mówi Zbyszek Zbroszko, wolontariusz Drużyny Szpiku, quadowiec. „Sam jeżdżę na quadzie i chcemy zachęcić do tego kolegów i zarazem pokazać społeczeństwu nas z dobrej strony. Staramy się walczyć ze stereotypami, które powszechnie panują. Zachęcam do odwiedzenia strony www.darszpiku.pl i przyłączenia się do nas.”

Kolejną kwestią, na którą kładziony jest bardzo duży nacisk, to ochrona środowiska. Dlatego, podobnie jak podczas pierwszej rundy, pojazdy przechodziły szczegółowe badania techniczne z pomiarem głośności wydechów. Miejsce odbioru technicznego pojazdów oraz strefa serwisowa były wyposażone w maty ekologiczne. Dla zapewnienia czystości wokół bazy rajdu Sponsor Główny  imprezy – firma Yamaha Motor Polska sprowadziła quada wyposażonego w sprzęt czyszczący.

Skoro mowa o bazie, to wybrano na nią piękny, mający ponad 130 lat Pałac Biedrusko. Niestety jego baza noclegowa nie była w stanie pomieścić łącznie około 200 osób, które przyjechały na tę imprezę. Dlatego cześć z nich musiała nocować w okolicznych miejscowościach, często oddalonych nawet o 20-30 km. Ale dla mieszkańców tych miejscowości, prowadzących noclegi, restauracje, sklepy itp. z pewnością nie był to minus.

Do plusów należy oczyw hottest celebrities iście wcześniej już wspomniana Strefa Serwisowa, choć z tej na szczęście nie wszyscy musieli korzystać, ale wszyscy za to korzystali z ciepłego i sycącego posiłku oraz gorących napojów. Przygotowano je na mecie nocnego etapu, która mieściła się na terenie poligonu. Tam też rozegrano nocny odcinek cross country, co było ciekawym doświadczeniem dla zwolenników szybszej jazdy.

Ostatnim z bardziej rzucających się w oczy elementów imprezy było wręczenie nagród. Sponsor Tytularny Dragon Winch oraz Sponsor Główny Yamaha Motor Polska zadbali o ciekawe i wartościowe nagrody. Ponieważ nie wszyscy mieli możliwość stanięcia na podium, a tym samym zgarnięcia ciekawych nagród dlatego wszystkich zebranych na rozdaniu nagród zawodników  ucieszyła możliwość wzięcia udziału w losowaniu nagrody – profesjonalnej kamery DRIFT HD720 - ufundowanej przez firmę  DRIFT INNOVATION. Losowania nagrody oraz wręczenia dokonywali Przewodniczący Rady Miejskiej w Murowanej Goślinie Konrad Strykowski, Prezes Zarządu Okręgowego PZM w Poznaniu Maciej Jankowski oraz przedstawiciele głównych sponsorów rajdu.

Sędzia Główny Przeprawowego Pucharu Polski ATV PZM Dragon Winch, Jacek Bujański:

„Każdy teren ma swój niepowtarzalny klimat i specyfikę, a tym razem udało się dzięki współpracy z klubem Unia Poznań to, że znaleźliśmy się na trasie w środku poligonu Biedrusko, po której następnego dnia rywalizowali zawodnicy MP w Cross Country. Smaczku dodawało to, że nasz odcinek był otwarty od 24:00 od 3:00 nad ranem. Sporo pieczątek wokoło Murowanej Gośliny Patryk powiesił na bagnach i w samym środku błota, więc nie było lekko, bo każdy przejazd pogłębiał koleiny. Trochę nasi uczestnicy zapomnieli o tym, że poruszamy się w środku cywilizacji i stąd kilka niepotrzebnych incydentów z mieszkańcami za co przepraszamy, jako organizatorzy. Runda na płaskim terenie też dostarczyła sporych emocji, a tradycyjnie, mimo zmęczenia po błotnych kąpielach, zabawa trwała do samego rana. Potem już tylko zostało nam zamiatanie połowy Biedruska z błota przy pomocy zamiatarki dostarczonej przez sponsorującą nas Yamahę i już myślami jesteśmy przy następnej rundzie kończącej sezon.”

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Czterokołowców ATV Polska Dorota Lechowicz-Gustab:
„Połączenie starań i wysiłków Polskiego Stowarzyszenia Czterokołowców-ATV Polska, Polskiego Związku Motorowego, władz gminy Murowana Goślina, Sponsora Tytularnego Dragon Winch oraz  Sponsora Głównego Yamaha Motor Polska daje wspaniałe efekty w postaci doskonale zorganizowanych rajdów, które zawodnikom przynoszą ogromną satysfakcję sportową, a gminie wspaniałą reklamę.”   
Wyniki dostępne są na http://www.pzm.pl/turystyka/wyniki oraz www.atvpolska.pl

fot. Dorota Zbroszko, Przemysław Kapalski oraz Krzysztof Sutkowski