Land Serwis

Jeszcze o TLC Camp 2011 – rozmawiamy z „Kylonem”

O TLC Camp słychać same superlatywy. Z „Kylonem”, stałym Partnerem TLC Camp, rozmawiamy o prawdopodobnych przyczynach tego sukcesu.

Arek Kwiecień: - W tym roku odbyła się druga edycja TLC Camp – zlotu właścicieli terenowych Toyot. Zewsząd zbieracie same pochwały. Opowiedz proszę, jak zrodziła się idea Waszej imprezy.

Krzysiek „Kylon” Franciszewski, szef „Wyprawa4x4”: - Pomysłodawcą jest Toyota Land Cruiser Owners Club Poland, a sprawnym realizatorem imprezy, otwartej dla szerokiego grona użytowników terenowych Toyot, jest członek TLCoc, a zarazem komandor TLC Camp - Paweł „Pyrka” Jagodziński - Wielkopolanin. Nie ukrywam, że też maczam palce w przygotowaniu TLC Camp, ale występuję wyłącznie w roli pomocnika „Pyrki”, który jest głównym mózgiem całego przedsięwzięcia. Nie bez powodu wspominam o mieście, skąd pochodzi, bo nasz komandor to Poznaniak w każdym calu: miłujący porządek, troszczący się o najdrobniejszy szczegół, bardzo sumienny i dokładny. Perfekcjonista. To przede wszystkim dzięki niemu TLC Camp odnosi sukces. Z pomocą ludzi, „którym się jeszcze po prostu coś chce” ma ambitny plan, żeby TLC Camp w ciągu najbliższych lat stał się najważniejszą na świecie (tak, tak - na świecie) imprezą dla miłośników podróży spod znaku Toyoty. Pomysł nie jest nowy – od wielu lat podobny zlot odbywa się w Niemczech, gdzie na Buschtaxi Treffen spotykają się właściciele nawet 700 aut. Pomyśleliśmy, że w Polsce można zorganizować coś podobnego. W 2010 roku, na inauguracyjnym zlocie pojawiło się 101 aut. W tym roku było ich już 150.

- Aż boję się pomyśleć, ile ich będzie w 2012…

- Mamy nadzieję, że jeszcze więcej! Uważam, że ogromny wpływ na rosnącą frekwencję ma właśnie profesjonalizm „Pyrki”, który dba o uczestników, sponsorów, stale uaktualnia stronę internetową. Już w tej chwili znamy dokładny termin III edycji TLC Camp 2012 i już teraz mamy potwierdzonych 8 sponsorów, którzy zdeklarowali współpracę.

- Niektórzy wynajmują specjalistów od marketingu szeptanego. O was również wszyscy szeptają…


- … tyle że nie są to marketingowcy, ale uczestnicy zlotu! W tym roku odwiedziło nas blisko 500 osób, które obecnie dzielą się swoimi wrażeniami na forach. Nie tylko polskich. Dobrze o nas piszą w Niemczech, Włoszech, Czechach... Odwiedzili nas również off-roaderzy z Wielkiej Brytanii, Luksemburga, Norwegii… Wszystkim się podobało i wszyscy obiecywali, że w przyszłym roku wrócą wraz z kolegami.

- Tylko gratulować i trzymać kciuki za Wasz sukces! Zachodzę w głowę, co decyduje o Waszym powodzeniu.

- Na pewno naszym atutem jest „aktywny” charakter TLC Camp, który różni się od dość nieruchawego Buschtaxi Treffen ogromną liczbą atrakcji. Niemiecki zlot to ogromny kemping, z rozwiniętą częścią targową, ale na którym jest raczej mało dodatkowych zajęć. Dzieje się niewiele. Na dodatek przyjeżdża tam coraz więcej aut innych marek… Na nasz zlot mają wstęp wyłącznie auta marki Toyota. Jedynymi wyjątkami są samochody  partnerów imprezy – w tym roku był to np. Land Rover Marcina Gerca z Pasion4Travel, którego chcieliśmy upiec na ognisku… Jeśli ktoś nie jest szczęśliwym posiadaczem Toyoty, proszony jest grzecznie o pozostawienie auta na parkingu i oczywiście pieszo każdy może do nas dołączyć.

- Twierdzisz, że u Was o nudzie nie ma mowy. Jakie więc propozycje przygotowaliście w tym roku dla uczestników?

- Plan zajęć codziennie był zapełniony po brzegi. Oczywiście do niczego nikogo nie zmuszaliśmy, ale chętni do zabawy nie mieli chwili wytchnienia. Były konkurencje off-roadowe, jak przejazdy po torze 4x4 czy próby trialowe. W każdej chwili można było wyruszyć na trasę turystyczną, której roadbook (oprócz wersji tradycyjnej) dostępny był w formie aplikacji na komórkę. Uczestnicy raz bawili się w przepychanie ciężkiego Land Cruisera, a innym razem w jazdę „na oślep” – kierowcy z zasłoniętymi oczami musieli stosować się do poleceń swoich pilotów. Pokaz swych umiejętności dał Off-road Rescue Team; wieczorami odbywały się prezentacje dalekich wypraw oraz koncerty. Dużą popularnością cieszyły się zawody w budowaniu aut z kartonów, które później rywalizowały w wyścigu. Dzieci spędzały czas na placu zabaw i latały balonem. Wszystko w cenie 99 złotych od osoby!

- Nagrody były?

- A jakże, i to mnóstwo! Nie tylko gadżety, ale i rzeczy naprawdę wartościowe: dwie wyciągarki, chip tuning silnika, rower, a nawet wizyta w siedzibie McLarena. „Pyrka” zarządził, że dla każdej ekipy przygotowane zostaną po dwa okolicznościowe T-Shirty – od tej reguły, po poznańsku, odstępstw nie było! Limitowana seria ma swoją wartość.

- Nie wierzę, że byliście aż tak perfekcyjni… Na pewno zabrakło przynajmniej papieru w kiblu!

- I tu się mylisz! Kible cały czas lśniły czystością, sześć pryszniców również. Za posiłki należało płacić, ale w kuchni do wyboru były trzy dania obiadowe i nigdy dla nikogo nie zabrakło jedzenia. W czasie całej imprezy ani razu nie byłem świadkiem awantury czy – to warto podkreślić – pijaństwa. Wydaje mi się, że wszyscy świetnie się bawili i miło spędzali czas. Fajną atmosferę budowało miejsce, w którym zlot się odbywał – nocowaliśmy w starym sadzie, niemal wszyscy pod namiotami, niektórzy nawet na hamakach. Obok znajdował się autodrom ze wspomnianym torem 4x4 – dobrze przygotowany i wyposażony. Dla off-roadera – idealne miejsce do spędzenia kilku czerwcowych dni poza domem. W przesympatycznej atmosferze, tanio i bez grama nudy.

- Gratuluje imprezy i życzę dalszego rozwoju! W przyszłym celebrity news roku z pewnością nas na TLC Camp nie zabraknie.
Rozmawiał: Arek Kwiecień, fot. Kylon