Land Serwis

Mercedes 310D 4x4 kaczką zwany, czyli ogień i lód w jednym

Czy da się połączyć ogień i lód? Ten przewrotny tytuł nawiązuje do jednej z funkcji, jaką miała pełnić "kaczka"*
* kaczka - Mercedes T1 nazywany w Polsce pieszczotliwie „kaczką”

Założenia projektu, które przyjąłem przed budową:

- auto musi być trwałe i łatwo naprawialne - tutaj wybór "kaczki" wydawał się być naturalny. Wciąż dostępna jest bardzo duża baza części zamiennych w niskich cenach, a na dodatek auto jest popularne na wschodzie oraz w Afryce, gdzie zamierzaliśmy podróżować. Zasadniczo w każdym zakątku kuli ziemskiej te Mercedesy nadal ciężko pracują i cechują się wręcz legendarną trwałością. 5-cylindrowy silnik 2.9D bez turbo o mocy 95KM to może i mało, ale zapewnia trwałość na poziomie miliona kilometrów. Bardzo dużym atutem jest również fabryczna skrzynia 5-biegowa (model G1/18-5/4,7) - to samo co legendarna 711.116 w Gelendach, od której różni się tylko przełożeniami. Skrzynia uznawana w kręgach posiadaczy terenowych mercedesów za najtrwalszą w historii. Żeby silnik oddychał świeżym powietrzem podczas afrykańskich wypraw, otrzymał snorkel z filtrem cyklonowym, dzięki któremu głębokość brodzenia wzrosła do 1,5 metra, czyli do wysokości wlewów paliwa do zbiorników. Teoretycznie, bo nie sprawdzałem.

- warunek drugi: auto musi być pojemne. 2+2 = długa kaczka. To pozwala w niej mieszkać, podróżować i pracować. Wszystko w jednym.

- warunek trzeci: wyglądem nie powinna przypominać kampera. Bardzo mi na tym zależało, bowiem w wielu krajach czy docelowych, czy tranzytowych kampery są traktowane lekko po macoszemu. Przepisy zakazujące parkowania, wjazdu do miast, dodatkowe opłaty za promy, autostrady. Cel udało się osiągnąć. Po zasunięciu drzwi między przedziałami auto przy zaglądnięciu z zewnątrz nadal wygląda jak zwykły bus, a osoba śpiąca z tyłu jest niewidoczna. W rezultacie nie ma problemu z parkowaniem i spaniem w centrum.

- warunek czwarty: napęd 4x4. Tutaj sięgnięto po sprawdzone i trwałe podzespoły z Nissana Patrola - oba mosty i reduktor. Elementy te mają opinie idiotoodpornych i czołgowo-pancernych. Zmieniono przełożenia w mostach na 5,43, co pozwoliło wrócić do oryginalnych przełożeń „kaczki”. Reduktor Patrol Y61 otrzymał przystawkę wykonaną na zamówienie z dodatkowym łożyskiem i smarowaniem, która pozwoliła oddzielić reduktor od skrzyni biegów. Dzięki temu do auta można włożyć dowolny silnik z dowolną skrzynią biegów np. Musso 2.9TD, BMW M57, a nawet V8. W samochodzie nie dokonano żadnych przeróbek ani zawieszenia, ani oryginalnych elementów nadwozia czy podwozia. Mosty zostały podłożone pod oryginalne resory. W każdej chwili można je wyjąć i założyć oryginalne elementy „kaczki”, portale od Laplandera lub dowolnego stwora – jeśli ktoś lubi emocje albo mieszka w Rosji.

Projekt budowy rozpocząłem w 2015 roku, a wcześniej bardzo długo szukałem tego konkretnego samochodu, co zajęło mi dwa lata. Wersja długa, wysoka, zarejestrowana na DMC 3.5t z fabrycznym wspomaganiem kierownicy, niezmęczona katowaniem przez 40 wcześniejszych właścicieli okazała się prawdziwym rarytasem. Ostatecznie auto odkupiłem od PKP, gdzie jedynym jego zadaniem było wożenie delikatnej aparatury pomiarowej. Tanie nie było, mechanicznie nie było zmęczone, ale blacharka pozostawiała wiele do życzenia... No cóż. Jak mówił Rocky Balboa: „ życiu nie jest ważne jak mocno uderzasz. Ważne jest, ile ciosów jesteś w stanie przyjąć i dalej iść do przodu." Tych ciosów było sporo – głównie finansowych z powodu bezkompromisowej wymiany wszystkich części na fabrycznie nowe.

Fizycznych sierpowych również nie brakowało. „Kaczka” w okresie, gdy zaczynaliśmy się dopiero poznawać, też się broniła - udało jej się zrzucić mnie do kanału, wbić opiłek w oko, podpalić palnikiem, porazić prądem oraz zatruć chemikaliami. Ale jak to mówią, trudna miłość wzmacnia, ale ta natomiast wzbudziła dodatkowo zazdrość mojej żony, która w pewnym momencie zaczęła się irytować, że więcej czasu spędzam z „kaczką” niż z nią (w sumie i tak muszę docenić jej wyrozumiałość, bo niewyniesiona choinka do śmieci została mi wypomniana pół roku po świętach, a temat Mercedesa zaczął przewijać się po roku mojego wybywania cichcem do garażu).

W założeniu "Kaczka" miała służyć dwojako. W pierwszej kolejności jako komfortowy autobus dla klientów potrafiący dotrzeć do najdalszych zakątków legalnego interioru w Islandii, jednocześnie pozwalając mieszkać w nim kierowcy. A w późniejszym okresie jako wyprawówka właściciela, który chciał zrealizować swoje marzenie objechania świata dookoła, jak tylko zobaczy na horyzoncie emeryturę. Dlatego nieprzypadkowy był wybór auta, który już w wersji fabrycznej był wyposażony i zarejestrowany na 7 miejsc. To bardzo duży plus dla pojazdu łączącego parę funkcji  (aktualnie zmiana liczby siedzeń w samochodach dostawczych w OSKP i urzędzie graniczy z cudem). 

Na początku prac została wykonana kompleksowa odbudowa blacharska auta przy wykorzystaniu fabrycznie nowych, ocynkowanych elementów. Po długiej i kosztownej walce całość pokrył lakier Raptor. Dach został pomalowany grubą dyszą i jest odporny na wszelkie uderzenia i porysowania.  Boki samochodu pokryte są bardziej rozlaną warstwą raptora, żeby nie przypominał najeżonego koralowca. Kolor mógł być tylko jeden słuszny, czyli RAL1016 zwany Sulfur Yellow. Kto z Was nie bawił się w dzieciństwie w wannie małą gumową kaczuszką w kolorze Yellow Duck?

Wewnątrz kabiny, za zasuwanymi drzwiami, znajduje się miejsce na bagaże oraz część mieszkalno-sypialna dla kierowcy. Niezależne ogrzewanie powietrzne posiada tryb przewietrzania, dzięki któremu wydajność zależna jest od ustawionej temperatury (nawet gdy ogrzewanie nie jest potrzebne nadal wentyluje kabinę). Pozwala to spokojnie spać przy stałej temperaturze regulowanej przez elektroniczny termostat. Dla bezpieczeństwa zainstalowano jeszcze czujnik CO2. Za sprawą  rozdzielacza powietrza cały strumień ogrzewania można w razie potrzeby skierować tylko do przedziału sypialno-mieszkalnego, co naprawdę pozwala na komfortowe spanie w niskich temperaturach. Przetestowane osobiście do -16 stopni Celsjusza. Sam podkoszulek w zupełności wystarcza.

Podwyższenie podłogi pełni trzy funkcje. Pierwsza to konstrukcja mocowania foteli - tutaj zastosowano oryginalny system z Renault Espace, gdzie szyny wpuszczone w podłogę oraz pojedyncze fotele pozwalają uzyskać dowolne konfiguracje. Bardzo dużą zaletą są również indywidualne 3-punktowe pasy bezpieczeństwa – osobne dla każdego fotela. Muszę przyznać, że fotele te są ekstremalnie wygodne na długich przelotach i pasażerowie nie narzekają. Na dodatek każdy ma osobną regulację. Pasażerowie mają nawet własne gniazda USB do ładowania telefonów, w razie gdybyśmy musieli złapać wiele pokemonów. Funkcja druga podniesionej podłogi to miejsce na kanały ogrzewania rozprowadzające gorące powietrze na nogi pasażerów oraz na tylne kratki nawiewu. Pod centralną częścią podłogi w tylnej części jest miejsce na trójnik regulujący dopływ gorącego powietrza do schowka, w którym można wysuszyć ubrania za pomocą nadmuchu z „Webasta” 4 kW. Ostatnia, trzecia funkcja to pojemne schowki. Podwyższenie pozwoliło uzyskać pośrodku oraz z tyłu samochodu skrytki na bagaż, w tym również miejsce na ukryty pod podłogą prysznic. Aby z niego skorzystać wystarczy wyjąć z brodzika kolistą zasłonkę prysznicową, zawiesić ją pod sufitem i już można cieszyć się z dobroci przenośnego prysznica ręcznego. Schowki pod podłogą w części centralnej służą do przechowywania części zamiennych na dłuższych wyprawach oraz narzędzi. Wystarczy miejsca nawet na zapasowy wał napędowy, gdybyśmy chcieli wybrać się do Mongolii albo w inne bezwarsztatowe miejsce pośrodku niczego. Wał został wykonany na zamówienie – jest pancerny, dzielony, z dużymi łatwo wymienialnymi krzyżakami. Bez zagniatanych wynalazków Mercedesa.

Za przedziałem pasażerskim powstał przedział bagażowo-biurowo-sypialny, w którym nie brakuje licznych schowków. Pod blatem roboczym znalazło się miejsce dla lodówki oraz toalety chemicznej. Podczas noclegów do spania służy rzeczony blat, który ma długość 200 cm oraz szerokość 60 cm. Przy moich 197 cm bez problemu wysypiam się na tej konstrukcji, oczywiście na piankowym materacu.

Wnętrze jest widne za sprawą oświetlenia LED-owego korzystającego z akumulatora  100Ah. Ponadto auto posiada zewnętrzne przyłącze prądowe, gdybyśmy jednak zjechali na kemping lub chcieli wykorzystać auto jako mobilne biuro (np. na zawodach jako punkt sędziowski). Jest blat do pracy, miejsce na drukarkę, oświetlenie. Wystarczy podłączyć agregat lub uruchomić przetwornicę, aby wewnątrz uzyskać 230V. Co warte podkreślenia, cała instalacja elektryczna pozostała oryginalna! Wszystkie dodatkowe obwody są zasilane z akumulatora hotelowego. Pod prawym przednim fotelem jest całe centrum "prądowe" - bezpieczniki, przekaźniki, miejsce na przetwornicę. Tutaj łączą się wszystkie dodatkowe obwody, również włączniki na desce rozdzielczej. Oryginalna instalacja jest wieczna i niezawodna i niech tak pozostanie.

Zajrzyjmy „kaczce” pod sukienkę. Opony Hankook MT mają rozmiar 265/75x16 i zostały osadzone na felgach Dotz Dakar. To bardzo popularny rozmiar opon, ale w razie problemów, szczególnie na Wschodzie, ostatecznie można zamienić je na 235/85x16 lub 7.50 x16. Spory prześwit auta, wynoszący po podniesieniu zawieszenia na poduszkach pneumatycznych aż 70 cm (mierzony do krawędzi drzwi), zabezpieczać miał przed wlewaniem się do środka auta wody przy pokonywaniu niezliczonych islandzkich brodów.

Mercedes jest wyposażony w dwa oryginalne, lustrzanie umieszczone zbiorniki paliwa. Nie jest to żadna przeróbka pospawana ze starej beczki od oleju. Dzięki temu dysponujemy zapasem 2x75l oleju napędowego przewożonego w pełni legalnie, tak jaka zaplanował to producent.

Żeby dopełnić obrazu doskonałości, samochód został wyposażony w dwucalowe gniazdo do mocowania dowolnego osprzętu: od haka holowniczego, ucha do szarpania po demontowalną wyciągarkę.  Identyczny system znajduje się z przodu i z tyłu auta, pozwalając na pełną zamienność – możemy np. – po włożeniu haka holowniczego z przodu – manewrować przyczepą po placu. Z przodu dodatkowo wzmacnia podłużnice i stanowi mocowanie stabilizatora przechyłu. Dzięki temu „Kaczka”, która zachowała oryginalne zderzaki, nie posiada żadnych elementów, które mogłaby zakwestionować policja w dowolnym kraju. Wyciągarka zazwyczaj jest schowana w środku auta, nie gnije, nie niszczeje, nikt jej nie ukradnie. Przed wjazdem w teren montujemy podstawę z wyciągarką i podłączamy się do prądu poprzez złącza spawalnicze umieszczone zarówno z przodu, jak i z tyłu samochodu. Sterowanie jest bezprzewodowe, kodowane.

Po wszystkich modyfikacjach udało się uzyskać wagę oscylującą wokół 2480 kg. To pozostawia duże pole manewru, gdyby ktoś chciał wykończyć środek u szkutnika okrętowego na wysoki połysk za pomocą marmurów i szlachetnej stali, nie zważając na ciężar.

Samochód mimo swoich gabarytów zapewnia normalną, wygodną jazdę. Najchętniej przepycha powietrze z prędkością 90 km/h, chociaż jazda ze 120 km/h na liczniku również jest możliwa. Trzeba jednak pamiętać, że nie takie jest przeznaczenie „kaczki” i nie do takich warunków autostradowych go zaprojektowano w dawnych czasach, gdy priorytetem była trwałość. Nawiasem mówiąc, Mercedes z powodu T1 oraz W123, czyli popularnej „beczki”, znalazł się swego czasu na skraju bankructwa. Klienci zadawali sobie pytanie: po co kupować nowy samochód skoro w starym po milionie kilometrów dopiero kończy się płyn do spryskiwaczy?

Nic nie zmieni faktu, że samochód ma opór powietrza cx porównywalny do drzwi od stodoły. Ten egzemplarz jednak „w młodości się obijał", wożą oscyloskopy lampowe, zamiast tyrać jak jego koledzy na budowie. Dzięki temu dziś nie skrzypi, nie trzeszczy i miękko pokonuje kilometry. Pomagają mu w tym również stopniowane wygłuszenie: grube maty butylowe od sufitu po podłogę oraz pianka wygłuszająca wycinająca wysokie tony. Wszystko z atestami niepalności do zastosowania w motoryzacji. O cenie nie wspomnę, bo do dzisiaj mnie kieszeń boli...

Niestety pewne względy nie pozwalają mi ukończyć tego projektu. Aktualny stan oceniam na 90%, przy czym samochód celeb news jest w pełni jeżdżący (na liczniku ma oryginalne 444 tys. km) i gotowy do użycia, a brakujące elementy to kontrolki sterowania, przewody, prysznic, szafki. Np. system poduszek z tyłu jest aktualnie regulowany ręcznie, a nie – tak jak miało być docelowo – automatycznie, pozwalając wypoziomować samochód na trawersie lub do spania za pomocą jednego przycisku. Część mieszkalna również pozostała w stanie surowym (brak podsufitówki oraz szafek) – zakładam, że kolejny właściciel i tak przemebluje cały tył po swojemu.

„Kaczka” ma tylko jedną wadę - wręcz kosmicznie pozytywne reakcje KAŻDEJ osoby, która ją widzi. Od machania i lajkowania po trąbienie i robienia sobie zdjęć. W mieście nie ma co zamykać okna kierowcy, gdyż każdy z kim staniemy razem na czerwonym świetle, natychmiast otwiera okno i wykrzykuje słowa pozytywnego wrażenia niekoniecznie zapisane w Słowniku Języka Polskiego. Najczęściej: Ale zaje.....sta!!! 

text i foto: Kazimierz Bocian

Kontakt w sprawie sprzedaży: This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

 
 
Budowa:

Inne zmoty:

  • Suzuki Samurai 1.3 (2004) - Rafał Ciepły
    Suzuki Samurai 1.3 (2004) - Rafał Ciepły

    Czy autem wartym 15 tysięcy złotych można w rajdach przeprawowych udanie rywalizować z potworami kosztującymi dziesięciokrotnie więcej? Okazuje się, że tak, czego dowodem jest Suzuki Samurai Rafała Ciepłego, który w ubiegłym roku zajął 2. miejsce na finałowej rundzie Pucharu Polski w Ekstremalnej Jeździe Samochodami Terenowymi.

  • Umarł król, niech żyje król, czyli narodziny Króla Juliana
    Umarł król, niech żyje król, czyli narodziny Króla Juliana
    Prawie 500 godzin – tyle zajęła kompleksowa przebudowa auta, które już kiedyś odnosiło duże sukcesy w rajdach przeprawowych, a które w swym nowym wcieleniu ma być jeszcze lepsze niż dotychczas. Marcin Stebel wraz z synem spędzili w swoim warsztacie bardzo pracowitą zimą, a efektem ich wysiłku jest nowy monarcha. Panie i Panowie – przed Wami Król Julian!
  • Traskowóz, czyli narodziny Grata NR 4
    Traskowóz, czyli narodziny Grata NR 4
    I oto jest. Kolejny Grat na off-roadowym firmamencie, a za jego kierownicą Trasek, czyli Tomek Traskiewicz – szef gdańskiego Trasek Off-Road. Jeśli dobrze liczymy, to już czwarty egzemplarz rajdówki zbudowany według przepisu Dominika Samosiuka, który parę lat temu zaprojektował konstrukcję Grata – samochodu, który obecnie niemal całkowicie zdominował rajdy maratońskie i przeprawowe w Polsce i Europie. Trasek nie byłby sobą, gdyby wspomnianego przepisu nie doprawił podług własnego gustu – jego auto choć wygląda niemal identycznie jak jego poprzednicy, w rzeczywistości skrywa kilka istotnych różnic.
  • BMW GPR Seria1 (Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik) - ujarzmiona bestia
    BMW GPR Seria1 (Marcin Łukaszewski i Magda Duhanik) - ujarzmiona bestia

    Po wygraniu niemal wszystkiego, co było do wygrania w zawodach przeprawowych i maratońskich, dwa lata temu podjęli decyzję o wyemigrowaniu do świata cross-country. Mistrzowska pozycja, którą sobie wcześniej wypracowali, sprawiła, że ich poczynania były pilnie śledzone zarówno przez polskich kibiców, jak i rajdowych konkurentów. Pomysł, by nowe auto zbudować w dalekiej Portugalii, niektórzy uznali za chybiony, znajdując potwierdzenie w częstych awariach, które gnębiło je w początkowym okresie startów. Dziś krytycy muszą uznać swą pomyłkę. Po wielu uczciwie przepracowanych miesiącach w warsztacie BMW GPR Seria 1 Marcina Łukaszewskiego i Magdy Duhanik stało się pierwszoplanowym aktorem polskiej sceny cross-country. Rajdówka - jak każda - nie jest bezawaryjna, ale gdy jest w pełni sił, walczy o najwyższe lokaty i coraz częściej wygrywa. Ostatnio przed tygodniem - na Polskim Safari 2015.

  • Atleta z Brodnicy, czyli jak dłubnąć Patrola
    Atleta z Brodnicy, czyli jak dłubnąć Patrola
    Startująca niebieskim Patrolem „ekipa z Brodnicy” to jedna z najlepszych załóg Polskiej Ligi Przeprawowej, mająca na swym koncie również wiele innych sukcesów. Dotychczasowy samochód nigdy ich nie zawiódł, ale w tym roku zapadła decyzja o budowie jego następcy. W nowym projekcie dominującym elementem stały się mosty Unimoga, na które założone potężne, rolnicze „jodły”.
  • Autokreacja, czyli buggy w pięciu odsłonach
    Autokreacja, czyli buggy w pięciu odsłonach
    Łatwo jest zbudować dobrą terenówkę, gdy ma się duże fundusze, a do dyspozycji doświadczony serwis off-roadowy. O wiele trudniej – gdy miesiącami pracuje się samemu, przy ograniczonym budżecie, po drodze ucząc się na błędach. Znój takiej pracy później wynagradzany jest jednak przyjemnością, jaką czerpie się z jazdy pojazdem zbudowanym własnymi rękami, i satysfakcją z ukończonego dzieła. Konrad Wiktorowski wraz ze swoim bratem są tego najlepszym dowodem. Oto nadesłanych przez nich do naszej redakcji wieloletnia historia pracy nad pojazdem typu buggy, zakończona niedawną premierą kolejnej, piątej już ewolucji terenówki. Kolejne... w przygotowaniu!;)