Bałtowskie Bezdroża 2015. Brawo Wy!

październik 11, 2015

Zanurzając się w środku październikowej nocy w lodowatej wodzie pełnej szlamu i wodorostów, trzeba albo kochać off-road, albo mieć przed oczami nagrodę główną Bałtowskich Bezdroży, jaką jest wyjazd do gorącego Moab, gdzie w rockcrawling od lat bawią się nasi amerykańscy koledzy. Dwudniowy rajd zgromadził na starcie 160 załóg specjalizujących się w ekstremalnej formie pokonywania przestrzeni, których nie wystraszyła niska temperatura powietrza, wysoki poziom trudności i duża liczba przeszkód na trasie, ani również ogromna konkurencja.

Tradycyjnie zmagania rozpoczęły się od prologu w kopalni Sudół położonej niedaleko Bałtowa. Bywalcy imprez off-roadowych zgodnie twierdzą, że jest to najlepsza miejscówka na prolog, jaką spotkać można w Polsce (jej atrakcyjność porównać można z kopalnią Hohenmölsen, gdzie zwykł startować maraton Breslau Poland). Stosunkowo niedługa, ledwie parokilometrowa trasa, w całości wytaśmowa, pozwala rozegrać widowiskowe pojedynki, w których rywalizują na raz cztery auta. Dla każdej klasy (Extreme, Adventure, Wyczyn i Turystyk) trasa jest lekko modyfikowana, aby jej trudności odpowiadały poziomowi zawodników. Przeszkody w tym roku wymagały przede wszystkim dobrej techniki i... opanowania. Zbyt mocne wciśnięcie pedału gazu czy niechęć do wcześniejszego zapoznania się trasą (a można to było uczynić na piechotę) skutkowały kilkoma "figurami" (boki, dachy, a nawet "stójki" na przednim zderzaku). Jedna z załóg z klasy Turystycznej swą szarżę przypłaciła niegroźnym (na szczęście) w skutkach rolowaniem.

Zaraz po prologu padł sygnał do startu etapu nocnego. Warto było nie tracić czasu, bowiem przeszkody o groźnie brzmiących nazwach takich jak "Wąwóz Killera" czy "Bałtowskie Moczary" szybko ginęły w ciemnościach. A o taryfie ulgowej nie mogło być mowy - Bałtowskie Bezdroża to rajd nieomal sprinterski (prolog + etap nocny + etap dzienny), więc od samego początku walka toczyła się na całego. Dość powiedzieć, że już na pierwszym oesie jazdę zakończyły 4 samochodów z klasy ekstremalnej, w tym faworyci, ubiegłoroczni zwycięzcy rajdu - Marcin Małolepszy i Łukasz Kożuchowski (awaria sprzęgła). W klasie Adventure w trakcie nocy z dalszej jazdy zrezygnowało aż 12 załóg. Jeśli zaś myślicie, że w klasie Wyczyn musiało być łatwo, spójrzcie na zdjęcia - przeprawa przez błotne odcinki w poszukiwaniu pieczątek wymagała dużej odwagi i samozaparcia.

Bohaterem nocnego etapu była załoga Ignacy Lenkiewicz - Przemek Biegański, która jako jedyna zaliczyła komplet pięciu odcinków specjalnych w klasie ekstremalnej. W klasie Adventure kompletem czterech oesów mogło poszczycić się 6 załóg.

Grubo po północy zawodnicy zaczęli zjeżdżać się do bazy w bałtowskim Jura Parku, gdzie w trakcie tego weekendu byli najważniejszymi gośćmi. Tradycyjnie o wypoczynku czy bardziej zaawansowanych naprawach mowy nie było, ponieważ już o 8 rano w sobotę rozpoczynał się rozstrzygający etap dzienny, na który składało się aż 9 oesów. Przeróżnych - od wodowania na "peryskopową" (czy raczej "snorkelową"), przez torowanie sobie drogi w bagnach i błotach, przeprawy przez rzeki i jeziora po "tańce i łamańce" na pionowych zboczach wąwozów. Bałtowskich Bezdroży nie można ot tak sobie zaszeregować, że jest to przeprawowy rajd "pod wyciągarkę" czy techniczny wyścig na trawersach. Tu trzeba być specjalistą w każdej z off-roadowych dziedzin, a wymagający teren szybko ujawnia braki w wyszkoleniu czy niedostatki techniczne maszyn. Osłodą dla coraz bardziej zmordowanych zawodników było bezchmurne niebo i perspektywa zbliżającego się Wieczorku Off-roadowca.

Wszystkie dziewięć oesów "dziennych" pokonały tylko pojedyncze załogi z klasy Adventure oraz Extreme. Wśród "przygodowców" klasą samą dla siebie byli Mariusz Piętka i Krzysztof Piętka, którzy zaliczyli wszystkie oesy przygotowane przez organizatorów rajdu, dzięki czemu na mecie uzyskali ponad 5 godzin przewagi nad rywalami (ominięcie oesu karane było dwugodzinną karą). W klasie Extreme komplet dziennych oesów zaliczyli tylko Sławomir Kowalski i Kamil Kowalski, którzy jednak po awarii w nocy mieli na koncie aż 7 godzin karnych i nie liczyli się w walce o zwycięstwo (wielkie brawa należą się Kamilowi zwłaszcza za pokonanie - miejscami wpław! - oesu, który zwał się - nomen omen - Kanałem Mistrzów, a w rzeczywistości był kilkusetmetrowym starorzeczem wypełnionym zieloną młaką, pełnym zatopionych konarów i drzew). Najlepszymi ekstremalistami rajdu zostali bardzo sprawnie i szybko jadący Marcin Szewczuk i Mirosław Szewczuk, którzy jako jedni z pierwszych ruszyli o poranku do walki z oesami i... tyle ich widzieliśmy. W najliczniejszej klasie Wyczynowej (aż 65 aut!) triumfowali Kamil Konefał i Paweł Assman; wśród Turystów zwycięstwo odnieśli Olaf Chłopek i Piotr Jastrzębski.  

Bardzo dobra organizacja (dawno nie widziałem tylu sędziów na oesach), nieprzeciętna oprawa, komfortowa baza, a przede wszystkim przemyślane i trudne przeszkody sprawiają, że Bałtowskie Bezdroża od kilku lat biją rekordy popularności. W krainie dinozaurów off-roaderzy czują się jak w domu.

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

Bałtowskie Bezdroża 2015 - wyniki końcowe
EXTREME    
 1.  Marcin Szewczuk / Mirosław Szewczuk  8:54:10'19
 2.  Mariusz Niemiec / Tomasz Janik  9:39:56'69
 3.  Sławomir Jabłoński  10:42:58'75
ADVENTURE    
1. Mariusz Piętka / Krzysztof Piętka 5:20:05'81
2. Roman Junka / Rafał Solich 10:08:24'19
3. Jacek Szczęch / Tadeusz Michalec 13:15:25'22
WYCZYN    
1. Kamil Konefał / Paweł Assman 00:40:00,09
2. Piotr Jankowski / Marcin Jankowski 00:51:40,34
3. Marcin Pacułt / Marcin Hajdas 00:52:17,78
TURYSTYK    
1. Olaf Chłopek / Piotr Jastrzębski 00:04:33,22
2. Paweł Chodorek / Tomasz Schlosser 00:05:08,62
3. Dominik Misiek Kurzępa / Kaczorowski 00:05:15,37
Prolog:
Noc:
Dzień:

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.