II edycja Pucharu Off Road Titanium Winch - Wiejskie Wertepy, czyli Spartanie atakują

Nienasyceni po Polandzie, gdzie oprócz suchych odcinków z trawersami nie przejechaliśmy nic więcej ze względu na awarie, zdecydowaliśmy się podjechać na te same tereny, tym razem przygotowane przez Stowarzyszenie Rasząg 4x4. Okazją ku temu była II edycja II edycja Pucharu Off Road Titanium Winch - Wiejskie Wertepy, która odbyła się w dniach 22-23 sierpnia 2014. Start oczywiście w ex.mechanik – to w sumie najłatwiejsza z klas...

Nienasyceni po Polandzie, gdzie oprócz suchych odcinków z trawersami nie przejechaliśmy nic więcej ze względu na awarie, zdecydowaliśmy się podjechać na te same tereny, tym razem przygotowane przez Stowarzyszenie Rasząg 4x4. Okazją ku temu była II edycja Pucharu Off Road Titanium Winch - Wiejskie Wertepy, która odbyła się w dniach 22-23 sierpnia 2014. Start oczywiście w ex.mechanik – to w sumie najłatwiejsza z klas.:)

Założenia przed rajdem – zero spinki, ma być totalny relaks i odpoczynek psychiczny. Wyjazd na rajd też bez pośpiechu. Na 20.30 zaplanowana była odprawa, więc zjawiamy się tuż przed 20-tą, a nie jak kiedyś przed organizatorami:). Miasteczko rajdowe rozświetlone banerami sponsorów, ognisko pod wiatą, ponad 40 załóg głodnych wrażeń zrobiło z tej małej miejscowości centrum offroadu Warmii i Mazur.

Program rajdu to 4-godzinna nocka i 8-godzinny dzień. Organizator na odprawie poinformował o limicie czasu i skrupulatnie tego przestrzegał. Znając większość miejsc, gdzie odbywają się odcinki na tych terenach, udaliśmy się na najdalej oddalony oes, czyli starą żwirownię w Giławach. Na drugim przejeździe na "Polandzie" odcinek ten zrobiliśmy w 4 minuty za dnia. W przeciwieństwie do lat poprzednich, organizator otaśmował odcinki i w nich umieścił pieczątki. Poza tym wolałem przejechać „na sucho” pierwszy odcinek (starzeję się:)).

biskupiecNa ten sam oes wybrały się auta z ekipy pawlak4x4 i 4 quady. Stanęliśmy grzecznie w kolejce, ale czas biegł... :( Auta szybko i sprawnie wiły się wśród iglaków i podbijały kolejne pieczątki. Niestety quadom nie szło już tak dobrze i musiałem mocno „negocjować”, aby nas wpuściły przed siebie. Niestety na odcinek wjechaliśmy po 1,5 godziny od startu, więc czasu uciekło bardzo dużo. Odcinek rewelacyjny, wymagający i techniczny, trudniejszy miejscami niż ten znany nam z PT. Zjechaliśmy z niego uśmiechnięci z kompletem pieczątek i bez rolki, jak to bywało w przeszłości.:) Kolejny oes, który zapowiedziany był przez organizatora jako miejsce wilgotne, ciasne, w którym spędzimy dużo czasu, to „ciasna szparka”.:):) Wszystko to okazało się prawdą, było ciasno, ale zamiast wilgoci było mokro i zamiast spędzać tam długie i miłe chwile po zdobyciu 4 punktów () ciasna szparka okazała się niedostępna do dalszej eksploracji.:) Czas uciekał a my pruliśmy dalej na słynne już „kołki” i „kurczaki”, czyli torfy u Błażeja. Na odcinku z PT z kołkami wyciągamy jakieś auto, ale sami nie decydujemy się wjechać, nie widząc po pierwsze pieczątek, a po drugie miejsca do podpięcia. Widząc, że obok na kurczakach prawie na kołach robią punkty, my też pakujemy się do reszty. Po pas w wodzie, dno twarde z koleinami. Założenie - bierzemy co łatwe i wypad. 3 punkty zdobyte przy czwartym, lina zawija się pod most i tylną windą wyciągamy się na twarde. Nasz stary Titanium Colorado dzielnie się spisuje, aż w końcu trzask – lina rozpruta.:)prologWnerw, czasu mało, a do twardego i do bazy jeszcze kawałek. Okazało się, że lina cała, a pękły mocowania liny do haka - dobrze, że nie gdzieś na trawersie. Kuraś skręca linę, wyciągamy się elektrykiem i rura na bazę. Na czas nie patrzę, żeby nie wprowadzać nerwowej sytuacji, a do bazy została nam najprzyjemniejsza szutrówka. Odcinek na którym załogi z rajdów płaskich testują zawieszenia przed szutrowymi rajdami. Poezja, genialny odcinek, zakręty przez szczyty i w polach, względnie bezpiecznie z daleką naprzód widocznością. Wpadamy pod namiot Titanium – 1 minutę przed limitem:) (według naszego zegarka było jeszcze dwie :)) szybko do jeziora (temperatura wody wyższa niż powietrza), lekkie przemycie i spać do busa.
Dzień przywitał nas waleniem deszczu w blachy naszego „motorhome'a":). Warunki spartańskie, ale nikt nie mówił, że offroad to tylko hotele, piękne kobiety i ciepła woda pod prysznicem.:)



Na dzień organizator przygotował więcej odcinków, w tym kilka nowych. Przed wyjazdem na oesy, do przejechania był prolog dla kibiców. Szybka partia wyznaczona na polach Sołtysa wsi Rasząg, bez którego ta impreza by się nie odbyła. Klasyfikacji czasowej na odcinku nie było. Jeden z quadów zaliczył boczka, część agresywnie pod publiczkę, inni w ramach porannego rozruszania zawieszeń...
 
motorhomePo prologu po kartę na bazę i przygotowany na tę okazję przez oraniaztora prowiant na rajd (z jabłkiem oczywiście:) My do Biskupca. Do startu dojechaliśmy pierwsi, ale nie działały interkomy i wjechały przed nami dwie załogi Pawlak4x4. Dobrze było podpatrzeć bardziej doświadczonych zawodników i już trzymaliśmy się im na zderzaku. Za nami kolejna załoga i tak w czterech brnęliśmy po pas w lagrze.
 
Pierwsze „toczki” cały czas na mechaniku, wyjazd i trawers – pięknie, twardo, technicznie, jest gdzie się podpiąć i będzie gdzie strzelić rolkę:) Jedna załoga zaklinowała się na drzewku, więc postanowiłem ich wyprzedzić, wzorem walki najlepszych na PT czy innym pucharze:) i to na trawersie!!! Szybko Bozia pokarała niecierpliwego żółtodzioba, całe szczęście bez konsekwencji:) Strat w ludziach i sprzęcie nie było:)
Dachówka tym razem strzeliła w osłabionym wcześniej miejscu.:( Po tym incydencie głowy w dół i pokorne stanie w kolejce. Okazało się, że na dole przeoczyłem pieczątkę, więc załoga, która była za nami, wyprzedziła nas i zostaliśmy sami i ostatni na tym odcinku. Ale po ogarnięciu lin trawers był samą przyjemnością. Fajny kąt nachylenia, twarde podłoże dawały dużo pewności kierowcy, a ja mogłem tylko asekurować auto na progach. Takie odcinki uwielbiam. W międzyczasie słońce prażyło i z deszczowego poranka zrobił się piękny słoneczny dzień. Po trawersach kilka dołków w lesie i dalej w taśmach lagier. Lina rozwijana na maksa i ciąganie po 50 metrów. Każdy krok w brei po pas to koszmarny dla mnie jeepwysiłek, ale świetna siłownia na przyszłość. Niestety auta nie omijają przygody. Co jakiś czas spada nam pasek od wspomagania, na którego naprawę tracimy dużo czasu i tak już będzie do końca dnia. Wyjazd już po lesie i koniec odcinka Biskupiec. Ruszamy na kolejny trawers znowu w Giławach. Ma być ciekawie. 50 km dojazdówki, czas ucieka. Na miejscu okazuje się, że jest fajny, ale nasze umiejętności są zbyt słabe, aby robić pieczątki i mieścić się w taśmach, nie zrywając ich. Jeżeli jakieś auto tak uczyniło to mogę śmiało nazwać ich mistrzami trawersów. Trochę wkurzeni jedziemy na „ciasną szparkę”, mając nadzieję na trochę więcej czułości.:) A na miejscu zassana w objęcia biała Toyota. Nie zastanawiając się chwili podejmujemy próbę wyrwania załogi, której pospadały wszystkie paski – to pewnie z wrażenia...:) Zajmuje nam to sporo czasu. Toyota ciężka, a zacisk ciasnej szparki mocny:) Po dobrych 40 minutach Toyota stoi z boku, a my wbijamy się aż do słynnego punktu (którego wszyscy szukają:)), a jest z tej strony niedostępny. Więc po sugestiach organizatorów wbijamy się od tyłu. Idzie dobrze, zdobywamy co się da, omijając słynny punkt. Chyba jedyną załogą, która miała przyjemność i odwagę zdobyć słynny punkt, byli zwycięscy tej rundy, czyli załoga Borowski/Soboń. Gratulacje!!! Po tych przyjemnościach wracamy wyciągnąć do końca Toyotę i ruszamy do bazy bo limit czasu dobiega końca. W wiosce rajdowej już impreza na całego. Zdajemy kartę, mycie wstępne w jeziorze i na obiadzik serwowany przez organizatora. Pyszny trzeba dodać.

startPo 20 wyniki. Każdy załoga niezależnie od zajętego miejsca dostała dyplom i pamiątkę. Nam udało się wskoczyć na najniższy stopień pudła:) a na nim już prawie jak w F1 – szampan, co prawda nie Mumm, ale równie efektowny do celebrowania zajętych miejsc.

Stowarzyszenie Rasząg 4x4 wychodzi na pozycję lidera, jeżeli chodzi o organizację rajdów terenowych na Warmii i Mazurach. Mariaże z Maćkiem Rachtanem (PT), własne doświadczenia i pomysły, zgrana ekipa zaowocowały najlepszą imprezą terenową, w jakiej uczestniczyłem od lat. Tak trzymać!

Text: Rafco (relacja pochodzi z blogu RAFCO na forum.terenowo.pl); zdjęcia w artykule - Rafco, galeria poniżej - Karolina Rychlewska


Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.