Finał Poland Trophy 2011 – walka w pionie

Czasem wyzwaniem w off-roadzie jest pokonanie 200 kilometrów, czasem 200 - ba! - nawet 20 metrów. Przekonałem się o tym wyraźnie w ostatni weekend, gdy z długich prostych Transgothica Maraton przeniosłem się na spadziste trawersy finałowej, III rundy Poland  Trophy w Walimiu.

Trasa wyznaczona w Walimiu miała ledwie 40 kilometrów, ale kilometry te oznaczały głównie dojazdówki. Najważniejsze były próby, wyznaczone na stromych zboczach, niektóre tak ciężkie, że wymagały od zawodników rozsądnej, wręcz ślamazarnej jazdy i wielokrotnych przepięć wyciągarki. Każdy nieprzemyślany ruch, zbyt mocne dodanie gazu, źle ustawione koła mogły być brzemienne w skutkach. Na własnej skórze przekonali się o tym zwłaszcza Mariusz i Jarek Godzicowie, którzy w nocy zaryzykowali przejazd - zdawałoby się - niegroźnym trawersem bez asekuracji, co skończyło się fatalnym rolowaniem i prawdopodobnie końcem kariery ich Suzuki.

- Na rajd jechaliśmy z wiarą w sukces, choć wiedzieliśmy, że czekają na nas bardzo groźni rywale, jak choćby Zbyszek Peczyński – mówi Roman Popławski, pilot Artura Owczarka. – Założenie było takie, by przejechać wszystkie odcinki, mieszcząc się w wyśrubowanym limicie czasu.

Noc była wyjątkowo ciemna, choć niektórzy widzieli podobno na nieboskłonie gwiazdy… Nie były one jednak żadną pomocą w momencie, gdy załogi wjeżdżały na słynny „trawers sołtysa” (lub wójta – mówi się o nim różnie:). – Wydawało nam się, że nigdy nie dojedziemy do jego końca – wspomina Roman. – Niewiele można było dostrzec, ale czuliśmy jak strome jest zbocze, po którym się przemieszczamy, co było dla wszystkich ogromnym obciążeniem psychicznym. Jakby tego było mało, drogę zagradzały nam chaszcze, przez które musieliśmy się przedzierać.

W ciemnościach załoga Black Tanka nie mogła zauważyć, że drzewko, do którego podpięła linę, było słabo osadzone w gruncie. Samochód wyrwał je z korzeniami i rolował w dół zbocza. Na szczęście dla załogi, która nie ucierpiała, mógł kontynuować jazdę. – Było to dla nas jednak ostrzeżenie, aby jechać jeszcze spokojniej, rozważniej, stosując więcej asekuracji - mówi pilot rajdówki.

Kolejną trudną przeszkodą na trasie była podmokła łąka, którą należało pokonać bez używania wyciągarki mechanicznej. Załodze Black Tanka sztuka ta się udała (z pomocą tylnego „elektryka”), dzięki czemu mogła przyjść z pomocą rywalom: Zbigniewowi Peczyńskiemu i Łukaszowi Chołujowi, których wyciągarka elektryczna  była uszkodzona. Godnym pochwały heroizmem wykazała się również załoga Scarab Teamu, holując przez połowę oesu konkurencyjną załogę, która wcześniej rolowała. Pechowcy "po rolce" zajęli ostatecznie III miejsce w klasie Adventure, a ich wybawcy... IV. Na pocieszenie uhonorowani zostali jednak nagrodą Fair Play.

Gdy nastał przepiękny dzień, a załogi wyruszył na drugi etap polegający na pokonaniu nocnej trasy w przeciwnym kierunku, wyszło na jaw, że strach ma wielkie oczy. Łączka, z którą niektórzy w ciemnościach zmagali się przez 2 godziny, teraz była do pokonania w 3… minuty. Trawersy, choć niezmiennie spadziste, również nie były aż tak wielkim wyzwaniem.

- Na Poland Trophy moc silnika nie ma znaczenia – mówi Roman Popławski. – Tu trzeba myśleć, kombinować, używać techniki. Dużą rolę odgrywają piloci. Dlatego bardzo cieszymy się, że udało nam się dotrzeć cało do mety, pokonując trudnych rywali.

Za Arturem Owczarkiem i Romanem Popławskim, którzy w triumfowali w klasie No Limit, finiszowali Jakub Kuśmierczak i Krzysztof Kwiatkowski. Trzecie miejsce zajęli Robert i Sławomir Bednarzowie. W Advance zwyciężyła załoga numer 211: Tomasz Nowakowski i Maciej Nowakowski. Najlepszy w Quad Extreme okazał się Kamil Podolak z numerem 302.

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

PT2011_Walim1_wyniki

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.