"Przewrotne" Poland Trophy 2012 - relacja by Scarab Team z rundy w Walimiu

październik 08, 2012
Walimska edycja Poland Trophy jest najtrudniejszą i najbardziej wymagającą - dla samochodów, jak i załóg - rundą w całym cyklu. Mały błąd kosztuje sporą stratę czasową, duży przynosi bardziej brzemienne skutki – uszkodzenie auta czy przedwczesne zakończenie rywalizacji.

Z pokorą i pewną obawą, ale również pełni nadziei stajemy na starcie rajdu. Przeróbki, jakie wykonaliśmy w samochodzie, właśnie w Walimie zostaną przetestowane w 100%, a my poznamy graniczne możliwości trakcyjne naszego Defa i… nasze własne.

Prolog został ułożony na delikatnie pochylonym stoku, a w połowie trasy ukryta została niespodzianka – rozlany po powierzchni, wijący się wśród traw strumyczek, który utworzył około pięciometrowy pas rozmokniętej ziemi, w którą  nogi zapadały się powyżej kostek. Zwiastowało to spektakularnymi wklejkami już na starcie zawód!

I tak się dzieje w przypadku niektórych załóg. Nam na szczęście strumyk nie przeszkadza i przejeżdżamy trasę prologu bez używania wyciągarki. Efekt – 4. miejsce.

Do „nocy” startujemy ok. godz. 18.30. Pierwsza próba w Walimiu polega na przejechaniu ok. 500-700 metrów wzdłuż strumienia wijącego się w wąskiej dolince z kleistym błotkiem i wypłukanym korytem rzeczki. Jedziemy szybko i skutecznie, tylko z jednym podpięciem spowodowanym wtopionym przed nami Patrolem. Całość zajmuje nam jakieś 4 minuty.

Walim2012_Scarab_02Ruszamy na kolejny OS - Hałdę. Na starcie stoi kilka aut, wszystkie ekipy zwiedzają trasę, my idziemy w ich ślady. Po kilkunastu minutach zwiedzania OS-u w bardzo słabej widoczności plus stromizna zbocza hałdy, sypkość podłoża i rachityczność drzewek powodują, że podejmujemy decyzję o nie startowaniu do tej próby. Podobnie jak większość obecnych załóg. Jedziemy na kolejną - Bezdomny Trawers. Trochę ponadkilometrowej długości trasa biegnie wzdłuż zbocza między drzewami, nachylenie wynosi miejscami ponad 60%. Ciemności już egipskie, trudno ocenić trasę i wybrać optymalny tor jazdy. Miejscami między drzewami jest bardzo, bardzo ciasno, dlatego poruszamy się powoli i z mozołem, często się asekurując i podciągając przednią wyciągarką. Nie idzie nam dobrze, wręcz zaczynamy się złościć, że trasa nam się nie układa, ale w końcu docieramy do mety OS-u. Strat zero, co napawa optymizmem przed kolejną próbą.

Po wyjeździe z próby podjeżdżają do nas chłopcy z Rzeszowa („Zegarki”) i pytają, czy mamy w zapasie ATF. Zdecydowali się zaatakować Hałdę, ta jednak odgryzła się awarią wspomagania. Ale pieczątkę na mecie zdobyli! Wspieramy ich butelką płynu, by mogli jechać dalej.

Pozostał nam już tylko ostatni OS na torze w Dzikowcu. Mnóstwo zjazdów i podjazdów, trochę trawersów, długość to ponad 3 km. Tutaj jedziemy trochę sprawniej, ale chwilami blokuje nas jadąca przodem załoga. Na szczęście przy dość trudnej przeszkodzie chłopcy nas przepuszczają i możemy jechać swoim tempem. Docieramy do mety, Karol jest cały mokry od potu. Przed nami już tylko 25 km powrotnej drogi na metę. Powietrze ma ze 4 stopnie, a my bez okien. Dodatkowo miejscami rozpościera się duża mgła. Na szczęście mamy na wyposażeniu kurtki – zakładamy je i już nie marznąc, docieramy na metę. Walim2012_Scarab_05Na bazie okazuje się, że na Hałdę wjechały 3 załogi, jedna zrobiła ją w 1 h 20 min., dwie pozostałe utknęły na trasie na kilka godzin i nie ukończyły trasy w limicie.

Rano czekają na nas wyniki - lądujemy na 4. miejscu. Może jednak trzeba było zaryzykować i zaatakować Hałdę? Pierwszy jest oczywiście „Zegarek” Rubikonem, za nim klan Nowakowskich w Samuraju, na trzecim pojazd UTV, czyli K. Pietruszka. Aby poprawić wynik, etap dzienny musimy pokonać w całości i liczyć na to, że któraś z wyprzedzających nas załóg odpuści Hałdę.

W dzień trasa biegnie w drugą stronę – od tyłu. Zaczynamy od Dzikowca i też „pod prąd”. Przy świecącym słońcu wszystko wygląda inaczej, auto prowadzi się pewnie i baz wahania robimy strome zjazdy i podjazdy. Jedziemy bardzo płynnie i sprawnie. Kolejny OS to znowu Bezdomny Trawers, ten sam, który w nocy tak ciężko nam się jechało. Tym razem robimy go szybko i prawie bez asekuracji. Przed nami największe wyzwanie - Hałda. Zostawiamy auto i idziemy oglądać trasę. Za dnia widać ją calutką. Lekko nie będzie. Chłopcy z Suzuki przed nami, zastanawiają się, czy jechać, jednak widząc naszą determinację, decydują się i ruszają między taśmy. Po kilku minutach startujemy i my. Trasa rozpoczyna się 30-metrowym podjazdem po sypkim podłożu. Karol ledwie może się wspiąć na czworakach na górę! Rachityczne drzewka nie stanowią zbyt pewnego zapięcia do wyciągarki, ale nie mamy wyboru. Winda i koła, i po chwili def ląduje na górze. Teraz taką samą stromizną na dół, ale auto świetnie sobie z tym radzi i spokojnie Piotrek wykręca samochód pod kolejny podjazd. I znowu podjazd i zjazd. Te same stromizny, takie samo luźne podłoże. Po chwili czeka nas trzeci równie stromy podjazd. Ale największe atrakcje dopiero się zaczynają - teraz jedziemy dookoła hałdy po trawersie. Idzie nam dość sprawnie aż docieramy do ostatniego zjazdu. Walim2012_Scarab_03Do wyboru albo trasa trawersem u góry, albo ostro w dół. Obieramy kierunek na dół. Tu czeka na nas przeszkoda w postaci ponadmetrowego wybetonowanego uskoku wzdłuż, po którym należy jechać prawymi kołami, a na dokładkę lewą stronę blokują dwa potężne drzewa. Cała operacja przebiega bardzo widowiskowo, widzowie mają co oglądać. Jeden, drugi maksymalny wykrzyż, auto pięknie balansuje. Jeszcze metr na kołach i delikatnie, z gracją i elegancją najwyższych lotów Def... kładzie się na boku. Chwila dla reporterów, zapinamy trawersówkę i stawiamy auto na koła. Dwa prawe oczywiście, bo po lewej stronie przejazd blokują drzewa i lewe koła muszą wisieć w powietrzu. Chwilka przeciskania się i ponownie odpinamy trawersówkę. Zaczynamy jechać dalej, przednia oś pokonuje rów, koła znów cudnie się krzyżują, nos auta idzie w górę, widownia klaszcze i robi zdjęcia naszym figurom. Jest naprawdę widowiskowo! Kolejny metr i z uśmiechem na ustach i przy wielkiej owacji publiczności Piotrek... ponownie kładzie Defa na boku. I ponownie reporterzy szaleją, robiąc setki zdjęć. Atmosfera jest cudna, ale zaraz, przecież jesteśmy na OS-ie! Wystarczy zabawy, stawiamy auto i po 10 metrach meldujemy się na mecie. Całość zajmuje nam 58 min., tylko 10 min. gorzej od najlepszej załogi.

Odtąd sprawa już jest prosta, pozostaje nam „niby bagno” w Walimiu. Pokonujemy je w 3 minuty i dwa podpięcia po tym, jak auto wyskoczyło przodem z koleiny i stanęło bokiem do kierunku jazdy. Na mecie zdajemy kartę. Wiemy, że na etapie dziennym zrobiliśmy maksimum jak na takie warunki i auto. Często na pograniczu rolki lub boka. Nie udało nam się odrobić strat po nocy. Jesteśmy na 4. miejscu klasy Advemture. Przed nami dwie świetnie jadące załogi oraz UTV.

W Walimiu poznaliśmy możliwości Defa po ostatnich modyfikacjach... Teraz ogranicza nas już "tylko" brak mocy i gabaryty auta.

Text: Karson (Scarab Team), fot. Paweł Storto (Medyk4x4)


Walim2012_Scarab

 

I Ty również możesz zaprezentować swoją firmę, zespół, imprezę lub samochód na portalu TERENOWO.PL! Wejdź na forum.terenowo.pl - załóż bloga i dodaj swoją terenówkę do garażu. To nic nie kosztuje, a zapewnia rozgłos w off-roadowym świecie. Najciekawsze wpisy będą prezentowane na głównej stronie TERENOWO.PL.

 

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.