Alpha(nd) i Omega - sylwetka Luca Alphanda

Czegokolwiek dotknie, w jego rękach zamienia się w złoto. Luc Alphand w swym życiu kroczy od sukcesu do sukcesu.

Był dwuletnim bobasem i ledwo umiał chodzić, gdy po raz pierwszy rodzice przypięli mu do nóg narty. Lata dzieciństwa poświęcił na intensywny trening w szkółce narciarskiej i... chłopięce wybryki. „Kiedyś wszedłem do pralki, która z wyglądu przypominała statek kosmiczny. Mój brat zamknął za mną drzwi, których później nie mógł otworzyć. Z opresji wybawiła mnie dopiero mama” – wspomina po latach.

Jako narciarz mały Luc przeżywał wzloty i upadki, marzył nawet o porzuceniu treningów i zostaniu... strażakiem, aż wreszcie doczekał się potwierdzenia swego talentu – w wieku 18 lat na zawodach w Sestriere został Mistrzem Świata Juniorów w zjeździe. Od tego czasu Alphand zdominował zawody francuskie, jednak na arenie międzynarodowej po sukcesie juniorskim długo nie potrafił zaistnieć z powodu istnej plagi kontuzji. Złamany nadgarstek i uszkodzone wiązadła kciuka w roku 1987, otwarte złamanie kości strzałkowej (w czasie jazdy Jeepem!) w 1988, zerwane wiązadła kolanowe w 1989, uszkodzony kręgosłup w 1990 i łokieć w 1992, czy... dziura w brzuchu w 1993 to tylko skromny wybór dolegliwości, które go spotkały. Rozgoryczony niepowodzeniami Alphand wielokrotnie był bliski podjęcia decyzji o rzuceniu nart, jednak zawsze zwyciężała w nim wola walki. Katorżniczą pracą ponownie powracał do formy, by... znów coś sobie złamać lub zerwać, tracąc kolejną szansę na upragniony sukces w igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata.

Luc_AlphandPewien lekarz na podstawie kontuzji odniesionych przez Alphanda w młodości sporządził szczegółowy wykres ukazujący niemal wszystkie typowe dolegliwości zdrowotne narciarza – w tym okresie cierpliwość musiała być prawdziwą cnotą „Luccho”.

Pech opuścił go dopiero w połowie lat 90., gdy zaczął jeździć rozważniej, ale też coraz częściej myślał o przejściu na sportową emeryturę. W grudniu 1994 odniósł wreszcie swe pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata – zjazd w Val d’Isère. Choć miał już prawie 30 lat, jego kariera dopiero miała nabrać rozpędu... W latach 1995-97 „Luccho” trzykrotnie zajmował pierwszą pozycję w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata w zjeździe. W roku 1997 wygrał także klasyfikację supergiganta i w rezultacie zdobył najważniejsze trofeum białego sportu – Kryształową Kulę za zwycięstwo w alpejskim Pucharze Świata. U szczytu kariery, nareszcie „lucky”, postanowił rozstać się z nartami.

W ucieczce przed stagnacją, Alphand niemal natychmiast przesiadł się za stery rajdowego samochodu. „Myślę, że po prostu byłem uzależniony od dużych prędkości i adrenaliny” – uzasadniał swą decyzję. Już w roku 1997 wystartował Nissanem Micra w pokazowym wyścigu Stars Cup.

W kolejnych latach stawiał sobie coraz wyższe cele. Między innymi startował w zawodach Porsche Carrera Cup, Renault Megane Cup, Lamborghini Supertrophy, a nawet w jednym z wyścigów FIA GT Championship. Od roku 2001 nieprzerwanie bierze udział w 24-godzinnym klasyku rozgrywanym w Le Mans (najlepszy rezultat – 16. miejsce – osiągnął jak dotąd w roku 2004, startując Porsche 911 GT3 RS). Jakby tego było mało, w 2003 roku wziął udział (jadąc w jedynym zespole ze Stéphanem Peterhanselem!) w 12-godzinnym Mundialu Quadów w Pont de Vaux. Jedną z jego nowych pasji stała się jazda na skuterze wodnym, na którym przepłynął już z Francji do Korsyki, a także okrążył – owiany złą sławą wśród żeglarzy – legendarny południowoamerykański Przylądek Horn.

Alphandnew2Prawdziwą miłość poczuł jednak dopiero do rajdów terenowych. Już rok po wycofaniu się ze startów w zawodach narciarskich, Luc Alphand stanął na starcie „Dakaru”. „Alphand? Ten narciarz?” – pytali rozbawieni kibice, nie dając mu większych szans w rywalizacji z profesjonalnymi rajdowcami. Faktycznie, do swojego pierwszego występu na pustyni Francuz do dziś niechętnie wraca myślami. „To był koszmar – mówi. – Pustynia była zupełnie innym światem niż góry, w których się urodziłem i spędziłem większość swego życia. Dwa dni przed końcem rajdu wycofałem się, obiecując sobie, że już nigdy więcej tutaj nie powrócę”. Ale słowa nie dotrzymał.

W roku 1999 ponownie zjawił się na starcie „Dakaru” – za sterami Mitsubishi Pajero dotarł do samej mety, zajmując 16. miejsce w końcowej klasyfikacji i zarazem zwyciężając klasę T1 Marathon. Jego talent znalazł uznanie w oczach – wówczas najlepszego – Jeana Louisa Schlessera, który zaproponował mu miejsce w swoim zespole w kolejnych edycjach imprezy. Starty Renault Kangoo 4x4 w „Dakarze” 2000 i 2001 okazały Alphandsię dla Alphanda jednak mniej szczęśliwe – oba zakończył, nie osiągając mety. W roku 2002 znowu zasiadł w kabinie Mitsubishi Pajero i po raz kolejny spisał się znakomicie, zajmując 7. miejsce w klasyfikacji generalnej rajdu. Wynik ten zaowocował kontraktem z zespołem BMW X-Raid, w którego barwach Alphand startował w „Dakarach” 2003 i 2004. Pierwszy występ BMW X-5 zakończył zdobyciem 9. miejsca w „generalce”. Rok później udowodnił, iż jest równie dobrym kierowcą, co narciarzem. Tym razem odniósł aż trzy zwycięstwa etapowe i ostatecznie zajął miejsce tuż za podium, przegrywając jedynie z takimi tuzami, jak Peterhansel, Masuoka i Schlesser. „Chyba powoli zacząłem się przyzwyczajać do pustyni...” – skwitował skromnie swój wyczyn.

Dla wszystkich stało się wówczas jasne, iż ten niedoceniany z początku mistrz „białego sportu” ma talent i umiejętności pozwalające mu zwyciężyć również w rajdach pustynnych. Do ofensywy przystąpiło natychmiast kierownictwo zespołu Mitsubishi Motorsport, które zaoferowało mu miejsce w kabinie Pajero Evolution. Alphand z propozycji skwapliwie skorzystał, a w roku 2005 pokazał, na co naprawdę go stać – w niezwykle trudnej edycji „Dakaru” zajął drugie miejsce tuż za swym kolegą z zespołu - Stéphanem Peterhanselem. W „Dakarze” 2006 na „Luccho” nie było już mocnych... W roku 2007 ponownie byl drugi, ustępując Peterhanselowi.

20Biegun Południowy? Mount Everest? A może Księżyc? Żadne z kolejnych wyzwań, jakie zdecyduje się w przyszłości podjąć Luc Alphand, raczej już nas nie zaskoczy. Pół żartem, pół serio „Lucky Luc” wspomina o zamiarze przepłynięcia skuterem wodnym... Oceanu Atlantyckiego. Niedawno podobno wydał okrągły milion dolarów na zakup Corvette’y CR6 firmy Pratt & Miller, którą zamierza wystartować w „Le Mans”. Znając już nieco Alphanda, jego zwycięstwo w tych legendarnych zawodach wydaje się tylko kwestią czasu...

text: Arek Kwiecień
fot. Mitsubishi Motorsport, BMW X-Raid, D.P.P.I/Renault Presse, Dan Ferrer/Dynastar, Jarosław Wiśniewski, Bruno Fouque/ACO/Nikon

Pierwsze starty w rajdach terenowych Luca Alphanda (rok 1999):

U boku Schlessera - lata 2000 i 2001

Za sterami BMW - Dakar 2003 i 2004

W zespole Mitsubishi - od 2005 roku


Artykuł opublikowany w miesięczniku "Auto Moto", nr 3 / 2006.

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.