Rajd Budapeszt-Bamako – powrót do korzeni Afryki. Rozmawiamy z Andrew G. Szabo

Któryż z off-roaderów nie chciałby przeżyć przygody, jaką jest rajd Dakar? Zwłaszcza w jego klasycznej, afrykańskiej wersji? Niestety nie wszystkich stać na tak drogą wyprawę, która po wielu latach zamieniła się już w komercyjno-medialne przedsięwzięcie. Siedem lat temu węgierski radiowiec Andrew G. Szabo podjął próbę powrotu do korzeni „prawdziwego” Dakaru – pełnego przygód, niskobudżetowego, dostępnego dla wszystkich chętnych.

Tak zrodził się rajd Budapeszt-Bamako, którego pierwsza edycja rozpoczęła się pod koniec grudnia 2005 r. To rajd, w którym wystartować można zarówno wypasioną terenówką, jak i... zwykłym Małym Fiatem (pooglądajcie zdjęcia!). Hasło przewodnie brzmi: „Każdy, Czymkolwiek, W jakikolwiek sposób”. Nie ma żadnych wymagań odnośnie pojazdów czy zawodników. Nie ma pomiaru czasu, a jedynie punkty przyznawane za zaliczenie etapów we wskazanym limicie. I jest pomoc humanitarna, którą wiozą w swoich autach uczestnicy.

Zapisy na edycję 2013 dobiegają już końca. Specjalnie dla Was o rajdzie porozmawialiśmy z jego pomysłodawcą - Andrew G. Szabo.

SzaboTERENOWO.PL: - Jakie masz plany odnośnie edycji 2013 Budapeszt-Bamako? Jak idą przygotowania?
Andrew G. Szabo: - Wszystko wygląda dobrze. Niebawem już zamkniemy listę zgłoszeń. W tej edycji odnotowaliśmy najwyższą liczbę uczestników od 2010 roku. Zainteresowanie, jakie budzi nasz rajd, pokazuje, że duch starego Dakaru wciąż żyje i ma się dobrze. Afryka i Sahara wciąż fascynują – nic się nie zmieniło. Na tę edycję zaplanowaliśmy niezwykłą trasę. Będzie dużo więcej jeżdżenia po pustyni. W Mauretanii zawodnicy klasy Sportowej (Race) zmierzą się z bardzo wymagającym etapem Bou Lanoar Chinguetti wytyczonym wzdłuż linii kolejowej na Saharze. Po drodze odwiedzimy m.in. Szinkit - legendarne pustynne miasto wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, gdzie można znaleźć lub kupić meteoryty czy pamiątki po dinozaurach. Etapy z  Szinkit do  Tidjikja oraz z Chinuetti do Kiffa będą bardzo skomplikowane i wymagające zarówno dla kierowców jak i pilotów. 

- W poprzednich latach redukowaliście liczbę dni w Mauretanii. Ale w tym roku planujecie spędzić w  niej więcej czasu?

- Mauretania to jeden z najbardziej fascynujących krajów na świecie. Jej krajobrazy są nieziemskie! Ludzie są bardzo przyjacielscy, a pustynia surowa, nietknięta, jest taka sama jak przed tysiącami lat. Pod względem off-roadu nigdzie na świecie nie ma tak rozległego miejsca, gdzie można w sposób bezpieczny i nieprzerwany pokonywać tysiące kilometrów po piasku. Pod względem bezpieczeństwa sytuacja w Mauretanii uległa dużej poprawie, ściśle współpracujemy z miejscowymi służbami porządkowymi. Mauretańscy żołnierze, którzy ochraniają nasze obozy, co roku nie mogą się doczekać naszego przyjazdu.

- A jaka sytuacja jest obecnie w Mali? W kraju jest niespokojnie. Czy przejazd przez Mali jest bezpieczny?
- Podróżom przez Afrykę zawsze towarzyszyło poczucie zagrożenia i niepewności. Sytuacja nie uległa zmianie w również XXI wieku. Północna część Mali dostała się w ręce żołnierzy Kadafiego. Ale reszta kraju jest spokojna i bezpieczna. Obie strony nie znajdują się w stanie wojny. We wrześniu będziemy jeszcze w Mali, by na miejscu ocenić sytuację. Spodziewamy się, że warunki ulegną poprawie. Jeśli polityczny klimat ulegnie zmianie, skierujemy wówczas rajd do Senegalu. W Afryce zawsze trzeba mieć plan B.

- Jak sądzisz, dlaczego tak wiele osób chce uczestniczyć w Twoim rajdzie? Skąd bierze się popularność Budapeszt-Bamako?
- To duch przygody i wolności. W Europie czy Ameryce nie możesz ot tak sobie jeździć po bezdrożach. W tym celu potrzebujesz specjalnych pozwoleń. Nie możesz rozbić namiot na plaży obok samochodu i oglądać zachód słońca. We współczesnym świecie rzadko ma się okazję, by spędzić 2 tygodnie wraz z przyjaciółmi. Na Bamako wszystko to jest możliwe. To również swoista podróż w czasie. Im dalej w głąb Afryki, tym bardziej cofasz się w historii. Pod koniec podróży spotykasz plemiona, które żyją tak samo jak ich przodkowie przed 2000 – 3000 lat. Rajd staje się wówczas przeżyciem duchowym.

- W tym roku rajd będzie miał dwie mety. Dlaczego?
- Klasa „sportowa” oficjalnie finiszuje w Bamako. Ale stąd zaplanowaliśmy jeszcze 4 dodatkowe dni, podczas których  przejedziemy do Republiki Gwinei Bissau. To bardzo małe państwo położone na brzegu Oceanu Atlantyckiego. Ostatnio tam właśnie mieliśmy metę i wszystkim miejsce to bardzo się podobało. Tak więc zdecydowaliśmy, że tym razem wydłużymy naszą przygodę o 4 dni i po oficjalnej ceremonii zakończenia, każdy, kto będzie miał na to ochotę, może pojechać z nami przez Gwineę do  Gwinei Bissau. Nigdy jeszcze nie gościliśmy w Gwinei, więc podróż zapowiada się ekscytująco.

- Czy same zawody ulegną zmianom w 2013 roku?
- Rywalizacja w klasie sportowej jest zawsze będzie wymagająca. Na rajdzie  Budapeszt-Bamako nie ma jednak pomiaru czasu czy prędkości. To zawody o charakterze przygodowo-nawigacyjnym. Zespoły posługują się GPS-ami, mapami i muszą być gotowe, by wysiąść z samochodu w poszukiwaniu właściwej drogi przejazdu. Nie ma Itinerara. Ale w tym roku rajd będzie trudniejszy pod względem nawigacji i bardziej wymagający fizycznie. O wynikach zdecyduje z całą pewnością część mauretańska. W 2009 roku byliśmy zmuszeni odwołać jeden z etapów, ponieważ wielu zawodników, w tym również nasz zespół medyczny, utknęło na Saharze.

- Czy na Budapeszt-Bamako bywa niebezpiecznie?
- Zagrożenie zawsze towarzyszy rajdom takim jak ten. Na ostatniej edycji dwóch norweskich kierowców quadów utknęło w głębokim błocie u brzegu oceanu. Nadciągnęła noc. Jednemu z nich udało się wydostać z pułapki, ale drugi tkwił w niej przez całą noc. Był przerażony. Dzieliła ich odległość 150 kilometrów od najbliższego miasta. Innym razem pewien wkurzony strażnik lasu zaczął strzelać do zawodników. Na szczęście nikomu nie zrobił krzywdy. Każdego roku zdarzają się wypadki, są ranni i rozczarowani z powodu niespełnionych marzeń. Dwa lata temu polski kierowca ciężarówki posadził za kierownicą swą niedoświadczoną koleżankę. Na krótkiej, prostej dojazdówce pojazd przez nią prowadzony dachował, a jej kolega nieomal zginął.

- Jakie masz najmilsze wspomnienia z dotychczasowych edycji rajdu Budapeszt-Bamako?

- Mógłbym o nich napisać całą książkę. Tak wiele mam przyjemnych wspomnień. Każdego roku ogromne wrażenie wywiera na mnie gościnność mieszkańców Afryki. Pewnego wieczoru zgubiłem się w okolicach Smary w Zachodniej Saharze. A tamte rejony są gęsto zaminowane... Nie chciałem wylecieć w powietrze. Wówczas natknąłem się na rodzinę nomadów podróżującą starym Land Roverem. Spytałem ich o właściwą drogę. Odpowiedzieli mi, że to zbyt niebezpieczne podróżować nocą. Zaprosili mnie na wieczerzę przy ich ognisku. Piekli dla mnie chleb, a rano wskazali drogę do Smary. Taka przygoda pozostaje w pamięci na całe życie. Podobnych historii było tysiące...

Tłumaczył: Arek Kwiecień, fot. Archiwum Andrew G. Szabo

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.