Breslau Poland 2015 - etap I. Kopalnia sukcesów i... porażek

Zmienna pogoda przywitała off-roaderów na rajdzie Breslau Poland 2015. 14,5-kilometrowa pętla wyznaczona na terenie kopalni w Hohenmoelsen, którą w sobotę pokonywali pięciokrotnie, pozwoliła im skutecznie rozgrzać się i sprawdzić przygotowanie pojazdów do rajdu. Dla jednych etap pierwszy okazał się sukcesem, dla innych porażką, ale za wcześnie jest, by o czymkolwiek przesądzał. Do mety rajdowcy dotrą dopiero za tydzień.

Prawdziwy popis na inauguracyjnym etapie dali nasi quadowcy, którzy chcą wywalczyć wszystkie miejsca na podium w swojej klasie. Jak powiedzieli, tak uczynili i to pomimo padającego deszczu, których towarzyszył ich zmaganiom. Remigiusz Kusy został liderem klasy ATV Extrem, Andrzej Pieron wiceliderem, a Alina Kramer drugim wiceliderem. Mamy nadzieję, że za tydzień będzie podobnie. Michał Latoch uplasował się na 14. miejscu wśród motocyklistów.

Rywalizację w swoich klasach wygrali również nasi cieżarówcy, którzy do ostatniej chwili trzymali w tajemnicy swój występ w rajdzie. Grzegorz Ostaszewski postanowił jednak wystartować w klasie cross-country dla ciężarówek dużych, a jego ojciec Krzysztof - w analogicznej klasie ekstremalnej. Wywalczony dublet Ostaszewskich z pewnością podziała deprymująco na rywali.

W jak co roku silnie obsadzonej klasie ekstremalnej samochodów rywalizację na pierwszym etapie wygrał znakomity James Marsden, który niedawno triumfował (nie po raz pierwszy w swej karierze) w przeprawowym klasyku Croatia Trophy. - Stanęliśmy na starcie za czteroma innymi autami - mówi Anglik. - Wszystko było dla nas bardzo dziwne... Gdy opadła flaga, ruszyliśmy z kopyta. Całą czwórkę naszych rywali wyprzedziliśmy już na pierwszym zakręcie i rzuciliśmy się w pogoń za autami z klasy cross-country. Trasa była niesamowita; na każdym okrążeniu kilkukrotnie dobijaliśmy do prędkości 160 km/h. Na drugim kółku do rywalizacji włączyły się ciężarówki. Jazda obok nich sprawiała mi mnóstwo frajdy, bo chłopaki śmigają naprawdę szybko! Start uznaję za udany, a plotki głoszą, że pokonaliśmy nawet auta z klasy cross-country!

To nie plotki, ale fakty. Marsden, jadąc autem przeprawowym (!), na mecie był szybszy o kilkanaście sekund od izraelskiego duetu Heymann Raz Yehoshua - Segal Hillel startującego profesjonalną T-jedynką zbudowaną na bazie Mitsubishi Pajero!

Nasze ekstremalnej załogi, czyli Jarek Andrzejewski i Maciek Radomski etap ukończyli na 10. miejscu, a Maciek i Beata Pelcowie - na 31. - W tym całym zamieszaniu nawet nie zauważyłem, że używam tylko tylnego napędu - śmieje się kierowca Patrola. - Trasa była przygotowana pod auta cc,  więc jechało mi się bardzo dobrze. Tylko raz popełniliśmy mały błąd i zakopaliśmy się na chwilę w piasku, skąd trzeba było nas wyciągnąć. Deszcz, który spadł, gdy rywalizowały motocykle i quady, sprawił, że na na kopalni nie kurzyło się, ale czasem było ślisko, a w jednym miejscyu utworzyło się małe błotko. Niektórzy przesadzili dziś z prędkością - widzieliśmy kilka zesputych aut, pewna załoga zaliczyła dachowanie, a jedna z ciężarówek cudem go uniknęła. Jutro czeka nas dłuższa trasa, również zapętlona (tym razem pokonamy 7 okrążeń), a dla klas cross-country oraz extreme przygotowano już oddzielne roadbooki, więc spodziewać się możemy pierwszych przepraw.

Najlepszą polską załogą z klasy cross-country byli Mariusz Andrych i Michał Trzciński, którzy uzyskali 10. czas. Problemy techniczne spotkały niestety nasze dwa polskie duety rodzinne. Adam Bomba i Michał Bomba stanęli na trasie Bowlerem z powodu awarii sprzęgła. Zawiodła również technika w Mitsubishi Pajero Hanny Soboty i Adama Soboty. Oba auta zostały już jednak naprawione i w niedzielę pojawią się na starcie kolejnego etapu, który będzie liczył 180 kilometrów.

text: Arek Kwiecień, fot. Paolo Baraldi

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.