Breslau Poland 2015 - etap II. Off-roadowe akrobacje

- To była najtrudniejsza jazda w całej mojej rajdowej karierze! - mówił na mecie II etapu Breslau Poland 2015 Jim Marsden, lider samochodowej klasy Extreme. - Zaczął się piękny rajd; zobaczymy, co będzie dalej! - wtórował mu Remigiusz Kusy, najlepszy quadowiec w stawce. W niedzielę zawodnicy musieli zmierzyć się ze 180-kilometrowym oesem, na który złożyło się siedem okrążeń pętli wyznaczonej na terenie kamieniołomu.

Podobnie jak w sobotę ukształtowanie trasy oesu sprzyjało szybkiej jeździe. Dla niektórych nawet zbyt szybkiej - jedna z załóg przy prędkości 170 km/h rolowała, na szczęście wychodząc cało z opresji, ale niestety kompletnie dewastując swój samochód.

Gwoździem programu były trudne, niemal trialowe partie techniczne, które - zwłaszcza dla załog 8-kołowych ciężarówek - stanowiły niebagatelne wyzwanie. - To były przeszkody, jakich w życiu jeszcze nie widziałem! - opowiada "Remi". - Trasa prowadziła między innymi przez pionową ścianę o wysokości mniej więcej 6 metrów. Przede mną jako pierwsi dotarli do niej Francuzi na quadach, którzy stracili mnóstwo czasu na opuszczanie się w dół, asekurując się linami wyciągarek. Ja postanowiłem nie tracić na to czasu i zaatakowałem przeszkodę na kołach, co wzbudziło przerażenie kibiców. Ale udało się i pomknąłem dalej przed siebie.

Stromizna kończyła się przeciwstokiem, który skutecznie blokował pojazdy o większych gabaratach. By pokonać ją, każdy musiał opracować własną strategię, odpowiednią dla jego pojazdu. Najmniej roztropnym kierowcą okazał się Włoch Marino Mutti, który zjechał swym Unimogiem prosto na "dziób" i... tak już się zatrzymał.

Zawodnicy z dumą w głosie wspominają również ogromną 30-metrową "zjeżdżalnię" o niemal pionowym nachyleniu, która kończyła się jednak łagodnym wypłaszczeniem. Kto chciał, mógł popuścić na niej wodze fantazji, rezygnując świadomie z naciskania pedału hamulca. 

Na trasie pojazdów z klasy cross-country nie było trudnych przeszkód, ale kurz, błoto i zadania nawigacyjne również nie ułatwiały życia zawodnikom. Drugi etap z rzędu wygrał Izraelczyk Raz Heymann w rajdówce Segal, za którym finiszował jego rodak - Aviv Kadshai w Desert Warriorze. Trzecie miejsce wywalczył Frank Stensky w Lennsonie CC, a piąte - Hanna Sobota pilotowana przez swego syna Adama. 8-godzinne taryfy zostały niestety dziś dopisane  do wyników dwóch naszych pozostałych załogach CC: Adama i Michała Bombów oraz Mariusza Andrycha i Michała Trzcińskiego.

W samochodowej klasie extreme rywalizację wygrał oczywiście James Marsden, który powiększył swą przewagę nad konkurentami. Polskie duety: Pelc-Pelc i Andrzejewski-Radomski dzień zakończyły niestety również z taryfami.

W klasie quadów Remigiusz Kusy musiał uznać wyższość Francuza Jean-Marca Meuniera, który dysponując mocniejszym Scramblerem 1000, przegonił naszego zawodnika o 29 sekund. 53 min. do zwycięzcy straciła Alina Kramer, a 1h 14 min. - Andrzej Pieron. Nasz jedynak w gronie motocyklistów - Michał Latoch na mecie zameldował się z bardzo dobrym 4. rezultatem.

Krzysztof Ostaszewski i Leon De Wit toczą pasjonujący pojedynek w klasie cieżarówek extreme. W niedzielę o 1 min. 35 sek. szybszy okazał się nasz reprezentant, pomimo tego że Holendrom udało się pokonać kluczową przeszkodę, na której utworzył się korek, alternatywną drogą. Z kolei w klasie cross-country pojedynkują się: ojciec Tilo Suptitz w Kamazie z synem Tomem Heuerem w Tatrze. Górą na razie jest młodość, ale Heuer musi pamiętać o naszym (równie młodym) Grzegorzu Ostaszewskim, który dziś finiszował na 2. pozycji.

W poniedziałek zawodnicy wjadą do Polski, gdzie późnym wieczorem staną na starcie nocnego etapu w Biedrusku. Zanim to tego jednak dojdzie, przed południem będą musieli pokonać jeszcze etap-niespodziankę w Senftenberg.

text: Arek Kwiecień, fot. Paolo Baraldi

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.