Krok po kroku... prosto na Dakar. Mitsubishi Pajero T2 Norberta "Walka" Walkiewicza

październik 17, 2012
Oglądając styczniowe zmagania podczas jednego z najsłynniejszych rajdów świata, często wydaje nam się, że jest to impreza zamknięta, niedostępna dla ludzi, którzy po prostu chcieliby wziąć w niej udział. Niestety bywa i tak, ale co zrobić, gdy chęć udziału w rajdzie staje się głównym celem w życiu i kiedy wszystkie plany powoli zaczynają układać się tylko w tym kierunku – w stronę Dakaru? Najlepiej iść krok po kroku do celu – celu, który obrał człowiek taki jak my sami. Czy jego zmagania okażą się  walką z wiatrakami, czy wręcz przeciwnie – wyjedzie na swój wymarzony rajd? Tego dzisiaj jeszcze nie wiemy, ale mamy okazję, aby przyjrzeć się nieco bliżej przygotowaniom i planom Norberta "Walka" Walkiewicza ze sQuadu Olsztyn Rally Team, które swój finał mają znaleźć w Ameryce Południowej.

Start w Dakarze był jego celem już od samego dzieciństwa, nie stał się nim pod wpływem mody czy nagłych aspiracji albo ambicji pokazania się w "wielkim świecie". Pomysł ten tkwił w jego głowie od zawsze, odkąd pierwszy raz zobaczył relację w czarno-białej telewizji u swojego dziadka. Po tym wydarzeniu, chcąc nie chcąc, życie obrało jeden (słuszny) kierunek. Jak sam przyznaje, wola realizacji i spełnienia tego marzenia jest tak wielka, że o porażce mowy być nie może. Oczywistą przeszkodą w wystartowaniu w Dakarze są finanse, czy raczej... ich brak. To czy uda znaleźć się odpowiednie wsparcie okaże się wkrótce, jednak znając własne możliwości w dążeniu do celu i konsekwencję w działaniu, pieniądze nie staną mu na drodze. Dakar 2015 – to cel za kolejne 3 lata.

Zejdźmy na chwilę na ziemię i przyjrzyjmy się temu, co już powstało i co udało się osiągnąć. Najnowsza realizacja sQuad Olsztyn Team to pierwszy krok, który jest już za nimi. Pomysł na budowę samochodu był z jednej strony idealnym sposobem na odskocznię od rzeczywistości , a z drugiej plany przyszłodakarowe zaczęły nabierać tempa. W rozmowie z pomysłodawcą i konstruktorem dowiadujemy się nie tylko o jego planach na lata 2013-2015, ale również problemach i przeciwnościach, które napotykał, budując prawie w pojedynkę samochód, którym przyjdzie mu się zmierzyć z trasami rajdów cross-country.

Natchnieniem, a później i samą podstawą w całej realizacji stał się oczywiście 7-krotny zwycięzca rajdów Dakar. Mitsubishi Pajero, bo o nim mowa, to samochód z potencjałem, który można wykorzystywać na wiele sposobów. Budowa pojazdu od początku była podyktowana chęcią startowania w rajdach pod egidą FIA i nadal tak jest. Pajero konstruowane było zgodnie z załącznikiem J w grupie T2. Jednak podczas budowy okazało się, że model ten traci swoją homologację z końcem 2012 (lub przynajmniej tak zostało to zinterpretowane). Od tego momentu sprawy musiały potoczyć się nieco inaczej niż zakładano na początku. Odstąpiono zatem od procedury uzyskania międzynarodowego paszportu i zrezygnowano ze startów w rajdach FIA, ale tylko w tym najbliższym sezonie.

Wprowadzenie w życie planu budowy samochodu rajdowego zgodnego z wytycznymi FIA nie było jednak takie proste, zważywszy na to, że realizacja nie była prowadzona przez profesjonalną firmę, a przez samego kierowcę – pasjonata. Cały proces rozpoczął się od zakupu samochodu Mitsubishi Pajero, jako bazy pod dalszą budowę. Jednak zanim to nastąpiło, należało rozebrać cały pojazd, poddać go piaskowaniu i zespawaniu podwozia oraz nadwozia. Kkolejnym etapem było wzmocnienie wahaczy, wózków zawieszenia i wykonanie klatki bezpieczeństwa.

Załącznik J regulujący budowę samochodu w grupie T2 precyzuje bardzo dokładnie, co można przerabiać i co można zrobić w kwestii bezpieczeństwa. I tak klatka została wykonana zgodnie z tymi wytycznymi, osłonięta ognioodporną otuliną. Sama jej budowa została zlecona zewnętrznej firmie i był to podstawowy błąd. Jak przyznaje "Walek": - Człowiek uczy się na błędach. W moim mieście rodzinnym, którym jest Olsztyn, buduje się takie klatki. Nie powstydziłby się ich żaden kierowca profesjonalnego teamu fabrycznego. Niestety dowiedziałem się o tym nieco za późno. Prace w wybranej przeze mnie firmie przeciągały się w nieskończoność, a ich jakość była - delikatnie mówiąc - żenująca. Niemniej po kilku "odbiorach" w końcu klatka jak i wzmocnienia budy oraz zawieszenia można było uznać za zakończone i dokonać ostatecznego odbioru.

Samochód został wyposażony w fotele z homologacją, 5-cio punktowe pasy bezpieczeństwa, również homologowane i przystosowane do systemu HANS, przegrodę ognioodporną, wzmocnione hamulce oraz podstawowy osprzęt pierwszej pomocy w razie wypadku i pożaru. W niedalekiej przyszłości zostanie wprowadzony elektryczny system gaśniczy. Co do bezpiecznego zbiornika paliwa podejście załogi jest nieco bardziej sceptyczne. Wydatek rzędu 5-6 tys. zł na zbiornik na olej napędowy na razie nie jest brany pod uwagę, nie jest on też wymagany bezwzględnie przez regulamin, więc pozostaje w dalszych planach. W przypadku budowy samochodu z silnikiem benzynowym decyzja taka zostałaby podjęta dużo szybciej. Jednak mając do dyspozycji jedynie swój prywatny i niestety ograniczony budżet, należy ważyć zamiary na możliwości. Każda złotówka jest ważna, więc trzeba podejmować decyzję, co należy zrobić najpierw, a co można zostawić na później.

Na pytanie, co sprawiło mu najwięcej trudności podczas budowy Pajeraka, "Walek" stwierdził: - Jednym z najtrudniejszych problemów w budowie samochodu przez amatora takiego jak ja, był dobór, montaż oraz ustawienia zawieszenia. Dlatego w tym momencie musiałem skorzystać z pomocy z zewnątrz. Po rozmowach na temat samego samochodu, moich celów i planów uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będą amortyzatory amerykańskiej firmy Radflo, fabrycznie dostosowane do mocowań w podwoziu mojego Pajero. Drugi komplet dodatkowych amortyzatorów dopuszczonych w specyfikacji T2 wybrałem z firmy Profender.

Być może na tym etapie pojawia się u czytelnika pytanie, w takim razie co odróżnia ten samochód od innych realizacji tego typu? Dlaczego o nim piszemy? Odpowiedź jest dość prosta: niewiele samochodów w  Polsce, w klasie T2 samodzielnie buduje sam kierowca. Samodzielnie od samego początku do końca. Rzadko kiedy pojazd tej klasy konstruowany jest przez amatora i to jeszcze z całkiem dobrym rezultatem.

Pierwszym poważnym sprawdzianem dla Pajero i jego załogi okazał się maraton Transgothica 2012. Uczestnicy mieli okazję sprawdzić zawieszenie jak i całą realizację. Samochód egzamin zdał celująco. Oprócz "gumy" na dojazdówce absolutnie nic się nie zepsuło. To całkiem spory sukces!

W przyszłości Mitsubishi ma zostać doposażone w bumpstopy i pasy ograniczające skok zawieszenia. Dodatkowo planowany jest tuning silnika przez wymianę wtryskiwaczy i komputera sterującego. Jeśli już mowa o usprawnieniach, to warto w tym miejscu wspomnieć o zapleczu serwisowym, jakie posiada cały team. W jego skład wchodzi specjalnie zbudowany warsztat, który powstał ze względu na realizację rajdówki terenowej. Jest w nim wszystko co niezbędne, a co więcej cały serwis można w niedługim czasie zapakować na terenówkę serwisową i wyruszyć na rajd. "Walek" sam zajmuje się serwisem swojego Pajeraka – będąc mechanikiem samochodowym, nie stanowi to dla niego większego problemu. Jednak podczas rajdów wsparcie oferują mu koledzy ze sQuadu Olsztyn Rally Team, którzy znają ten samochód równie dobrze jak on sam. Na dziś nie potrzebuje więc specjalnie wynajętych mechaników, ale pewnie za jakiś czas taka potrzeba się pojawi. Co do samych części, systematycznie kompeltowany jest "drugi" samochód, który będzie jeździć jako support. Jak to sam, dyplomatycznie ujął: - Reasumując, nie mam czasu i pieniędzy, aby bawić się dłużej w amatorkę, bo szkoda mi życia na półśrodki. Jadę "po bandzie" i póki co sił mi na razie starcza.

Maraton Trangothica stał się prawdziwym sprawdzianem dla samochodu jak i całej ekipy. Rok 2012 można zatem zakończyć z pozytywnym nastawieniem na kolejne rajdy. A dalsze plany wyglądają poważnie. - Transgothica jest już za nami, a Dakar jeszcze daleko przed, więc trzeba będzie tą pustkę jakoś wypełnić – mówi "Walek". - Na początek MTRally 2013, czyli bardzo dobry trening przed występami już na płaszczyźnie Mistrzostw Polski, czyli RMPST. Do tego walka w co najmniej trzech, a może czterech bajach w tym: Carpathia, Węgry, Słowacja, Czechy, Poland lub ich kompilacja. Jeśli wszystko uda się zrealizować bez większych problemów to sQuad Olsztyn Rally Team w roku 2014 oglądać będzie można na rajdach afrykańskich. Africa Eco, Rajd Faraonów i przedbieg wymarzonego Dakaru, czyli Silk Way Rally. Dalej jest już tylko jeden cel...Dakar.

Do budowy typowo dakarowego pojazdu przewidziane jest Pajero. – Po co wyważać otwarte drzwi – pyta retorycznie Norbert Walkiewicz. - To siedmiokrotny zwycięzca tego rajdu, nie nie myślę o żadnym innym samochodzie na dzień dzisiejszy.

Byłby to jednak zupełnie inaczej przygotowany samochód, znoszący wysokie temperatury i piekielne piachy pustyni, jak i również bardzo długie odcinki wymagające tytanowego zdrowia samochodu. Ale... - Mieszkam przecież w Olsztynie, mieście najsłynniejszego polskiego Dakarowca startującego samochodem, czyli Krzysztofa Hołowczyca – mówi "Walek". - Dlatego mam się od kogo uczyć budowy samochodu i liczę na takie wsparcie w jego osobie. Jednak jest jeszcze na to czas, teraz najważniejszy jest sezon przed nami, czyli rok 2013.

Miejmy więc nadzieję, że finał tej historii faktycznie znajdzie się na dakarowych bezdrożach. Byłby to piękny dowód tego, że w off-roadzie najważniejsza jest pasja i zaangażowanie, a reszta... reszta sama jakoś się ułoży.

Tekst: Dorota Polak, rozmowa z Norbertem "Walkiem" Walkiewiczem (sQuad Olsztyn Rally Team)
Zdjęcia: Michał Gudecki i Norbert Walkiewicz (sQuad Olsztyn Rally Team)


Akcja:

Budowa:

 

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.