Land Serwis

I etap Magam Trophy 2008 - pierwsza krew

Magam2008_etap1Wydarzeniem dzisiejszego etapu było ostre rolowanie w dół zbocza Rafał Ciepłego i Tomasza Skiby, którzy nieopacznie wjechali swoim Jeepem na stromy trawers. Auto stoczyło się po około 30-metrowym zboczu, nadziewając się przy okazji na wystający  korzeń, który zdemolował nieco komorę silnika. Zawodnikom (na szczęście przypiętym jak Pan Bóg przykazał:)) nic się nie stało – Rafał po obserwacji w szpitalu, został już wypuszczony na wolność. Pechowcy zamierzają dać sobie jutro wolne, a jeśli będą się dobrze czuli, w czwartek znów pojawią się na starcie (uszkodzenia silnika nie są zbyt poważne).

Dzisiejszy etap był podzielony na dwa oesy. Pierwszy był typową miastecką przeprawówką, łączącą babranie się w błocie, grzęźniecie na torfowisku z przepastnymi trawersami. Dość szybko ukształtowała się czołówka złożona z trzech załóg, które naprzemiennie obejmowały prowadzenie. Raz był to Marek Schwarz i Adam Wolny, innym razem Jacek Ambrozik i Mariusz Borowski, a pola nie ustępował im oczywiście Zbigniew Popielarczyk z Rafałem Trwogą. Cała trójka oes ukończyła z podobnymi czasami, czwarta załoga – Roma i Paweł Cybulscy stracili już blisko 50 minut do prowadzącego.

O ile liderzy rajdu jechali sprawnie, szybko, a awarie ich omijały, o tyle wielu pozostałych zawodników zmagało się z przeciwnościami losu.  W Jeepie Wojtka Polowca konieczna była wymiana polibuszów w zawieszeniu (potem w wyniku "boka" ze skrzyni wyciekł olej), w Land Roverze Michała Kuśnierza szwankowała elektryka, a w Semaku Michała Kwiatkowskiego brakowało mocy. Rafał Płuciennik uszkodził silnik swojego Jeepa, Marek Żurek dachował Toyotą, a Piotrek Kowal zajęty szukaniem pieczątek nie wiedział, że minął regulaminowy czas ukończenia oesu i pomimo zgromadzenia kompletu stempli otrzymał taryfę.

Drugi odcinek polegał na widowiskowym przejeździe trasą wytyczoną na ogromnej, ogromnej górze piachu  powstałej w wyniku prac żwirowni. Niejedna pustynia afrykańska byłaby dumna z takiej megawydmy. Auta przygotowane pod ekstrem na piachu miewały problemy, mimo że wielu zawodników zmieniało opony na AT-eki, a także troszczyło się o niskie ciśnienie w oponach. Oes ten nie będzie mile wspominany przez Marka Schwarza i Zbigniewa Popielarczyka, którzy pogubili się na trasie wyznaczonej bramkami, tracąc sporo cennego czasu. Usprawiedliwia ich jednak fakt, że obaj przecierali trasę, gdy śladów na wydmie jeszcze nie było. Bardziej ucierpiał Zibi, ktory omijając dwie bramki otrzymał ponad 2-godziną karę (czas liczony był "razy dziesięć"), która zepchnęła go z 3 na 11. miejsce w "genaralce".

Dla publiczności (bardzo licznie zgromadzonej) atrakcją były popisy duńskiego mistrza formuły off-road, który swoim księżycowym autkiem wyczyniał cuda na przepastnych zboczach wydmy.

W rajdzie po I etapie prowadzi Jacek Ambrozik vel "Ambrozja" i Mariusz Borowski, którzy mają blisko 12 minut przewagi nad Markiem Schwarzem i Adamem Wolnym, oraz 53 minuty nad Romanem i Pawłem Cybulskimi.

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro

Adam Wolny (pilot Marka Schwarza):

Etap wspominam bardzo miło. Nasze auto cierpi jeszcze na drobne dolegliwości „wieku dziecięcego”, pojawiają się rzeczy, które trzeba poprawić, ale to normalne – samochód przed rajdem jeździł dosłownie pół godziny. Nie powinno tak się robić, ale trudno nam było odpuścić taką imprezę. Pomyśleliśmy, że trudno – jak się coś zepsuje, najwyżej pojedziemy wcześniej do domu. Nie są to jakieś poważne usterki, ale tylko takie utrudniające życie – musieliśmy na przykład przez cały dzień rozwijać wyciągarkę za pomocą silnika, co mocno spowalniało nasze działania. To co nadrabialiśmy w innych miejscach, czasem przejeżdżając na kołach przeszkody, które innych zatrzymywały, to z kolei traciliśmy, gdy wyciąganie było już konieczne. Inni rozwijali liny w mgnieniu oka, a my – powolutku, tyle na co silnik pozwalał. Było ta nawet korzystne dla mnie jako pilota, bo nie musiałem biegać:), ale przy okazji nieźle mnie dołowało. Na szczęście sporo przeszkód pokonaliśmy dziś na kołach, co pozwoliło nam odrobinę uciec Jackowi Ambrozikowi i Zbyszkowi Popielarczykowi, z który „tarliśmy się” przez cały oes.
Niezbyt dobrze poszedł nam dzisiaj superoes na górze piaskowej. Pokonywaliśmy go jako jedni z pierwszych, gdy nie było jeszcze założonego śladu. Podobny problem miał Zibi, który w ogóle ominął dwie bramki. My na szczęście nie zgubiliśmy żadnej z bramek, ale chwilę to trwało, zanim zaliczyliśmy całą trasę – musieliśmy zawracać, kluczyć, etc... A niestety każda minuta straty mnożona była razy dziesięć, przez co trochę nam Jacek Ambrozik odskoczył. Szkoda, bo na pierwszym oesie to my byliśmy szybsi.
W naszym drugim aucie, którym kieruje Rafał Płuciennik, dziś awarii uległ czujnik koła zamachowego. Usterka jest już zdiagnozowana, z naprawą nie powinno być problemu. Rafał nie ma jeszcze dużego doświadczenia, a jedzie bardzo mocnym autem, więc uczuliliśmy go, aby jechał ostrożnie, nie cisnął na maksa. On wcześniej nigdy nie jeździł tak zaawansowaną rajdówką, a „nauczenie się” jej to wcale nie taka pestka. „Magam” będzie dla niego niezłą szkoła jazdy.

Rafał Ciepły:
Ciągle uczę się auta, a dziś doszliśmy do jednej z granic jego możliwości. Wiemy już, kiedy się wywraca! To dobrze:) Oczywiście popełniliśmy błąd – może byliśmy zbyt pewni siebie, chcieliśmy ciut szybciej pojechać. Trawers zamierzaliśmy pokonać na kołach, nic nie zapowiadało, że stracimy równowagę. Gdy staliśmy już na dwóch kołach, próbowałem się jeszcze ratować, wrzucając wsteczny, ale nic to już nie pomogło. Coś, stało się...
Szkoda, że rolowaliśmy, ale nie jesteśmy wcale załamani. Darek na pewno by się tu nie wywrócił. Nie sztuka jednak dostać dobre auto, sztuka nauczyć się nim jeździć. To dopiero nasz drugi rajd. Dziś dopiero zacząłem dużo lepiej „czuć” pedał gazu – wiem już, kiedy należy mocniej przycisnąć, kiedy koła zrywają przyczepność. W terenie jeżdżę już od wielu lat, ale tego auta naprawdę trzeba się nauczyć! Dostałem gotową maszynę, doskonałą, ale nie ja ją zbudowałem i dlatego jej po prostu nie znam.
Nie wiem jeszcze, jak jutro będę się czuł. Na razie wszystko mnie boli – zwłaszcza plecy, nawet skarpetek nie mogłem samodzielnie nałożyć w szpitalu! Do szpitala pojechałem na własne życzenie – po wypadku zacząłem odczuwać coraz mocniejszy ból, zaczęły mi się uginać nogi. W końcu zabrał mnie karetka, u lekarza przeleżałem plackiem 3 godziny, ale ortopeda zdiagnozował tylko potłuczenia. Trudno nie być poobijanym po trzykrotnym rolowaniu z takiego zbocza... Jeśli jutro będę się lepiej czuł, na pewno jeszcze pojedziemy w kolejnych etapach.


Magam Trophy – informacja prasowa (po I etapie)
Tylko nieliczni kierowcy biorący udział w rajdzie Magam Trophy 2008 pomyślnie ukończyli wtorkowy etap, który zainaugurował ich zmagania w zawodach. Wielu powróciło do bazy na holu, kilku na pewno już nie zobaczymy na trasie, ponieważ uszkodzenia w ich pojazdach okazały się zbyt poważne. Błędy popełniali nawet najlepsi. Choć etap był stosunkowo krótki (pierwszy oes miał około 30 km, drugi – zaledwie kilka), kumulacja najrozmaitszych, niezwykle wymagających przeszkód była zabójcza.
Przekonał się o tym między innymi stawiany w roli faworyta Rafał Ciepły, który wraz ze swoim pilotem Tomaszem Skibą z rozpędu wjechał bez asekuracji na odcinek stromego trawersu w lesie. To wystarczyło, aby samochód stoczył się, niebezpiecznie rolując, w dół 30-metrowego zbocza. Na szczęście obaj zawodnicy wyszli z tarapatów bez szwanku i są tylko mocno poobijani. Po dniu przerwy na rekonwalescencję i doprowadzenie do porządku auta zapowiadają powrót na finałowe etapy rajdu.
Rolowanie Jeepa Rafała Ciepłego to niejedyne dramatyczne wydarzenie w czasie drugiego dnia zawodów. Na tym samym trawersie dachowała też Toyota Marka Żurka, wielu zawodników zmagało się z awariami samochodów, które mocno się natrudziły na niezwykle „treściwej” trasie Magam Trophy. Awarie nie omijały nawet najlepszych, jak choćby jadącego w ścisłej czołówce Marka Schwarza, który nie mógł w pełni wykorzystać potencjału swojej mechanicznej wyciągarki.
Od początku dnia w czołówce stawki trwała walka pomiędzy trzema autami, prowadzonymi przez Marka Schwarza (Jeep), Jacka Ambrozika (Suzuki) i Zbigniewa Popielarczyka (ZibCar, czyli – oficjalnie – UAZ, który z rosyjską terenówką niewiele celeb gossip jednak ma wspólnego). Zawodnicy co rusz zmieniali się prowadzeniem, tocząc zacięty bój o każdy metr trasy. Cała trójka ukończyła pierwszy oes z podobnymi czasami, wyraźnie dystansując pozostałych rywali, z których ponad połowa otrzymała kary czasowe.
Po południu polscy oraz duńscy rajdowcy mieli niepowtarzalną okazję zakosztowania smaku „Dakaru”, a to za sprawą widowiskowego oesu wyznaczonego na ogromnej piaszczystej wydmie w okolicach Białego Boru, która powstała w efekcie kilkudziesięciu lat pracy tamtejszej żwirowni. Ta niezwykła piaskownica z 8 milionami ton piachu usypanego na wysokość 250 metrów była areną kilkukilometrowego superoesu, na którym zawodnicy popisywali się przede wszystkim szybkością jazdy. Ich zmagania obserwowała liczna widownia, której nie powstydziłby się niejeden mecz piłkarski. Dodatkową atrakcją były loty śmigłowcem oraz popisy duńskiego mistrza formuły off-road, który pojazdem o wyglądzie łunochodu szalał na zboczach góry.
Zwycięzcą superoesu został Duńczyk Johny Bisgard Jensen, startujący Jeepem Wranglerem W8; tuż za nim finiszował ES (zbudowany od podstaw Land Rover) Piotra Kowala. Ponieważ wyniki tego odcinka były mnożone przez dziesięć, niezbyt zadowolony ze swego występu mógł być – zajmujący dotąd trzecią lokatę – Zbigniew Popielarczyk, który pomylił trasę, za co otrzymał karę niewspółmierną do przewinienia – blisko dwóch godzin, która zepchnęła go na 11. miejsce w klasyfikacji.
Po prologu i pierwszym etapie w rajdzie prowadzą Jacek Ambrozik i Mariusz Borowski, którzy mają blisko 12 minut przewagi nad Markiem Schwarzem i Adamem Wolnym, oraz 53 minuty nad Romanem i Pawłem Cybulskimi.
Dziś zawodników czeka mordercze zadanie. Najpierw będą rywalizować na trasie etapu dziennego, a o 22 rozpoczną zmagania na etapie nocnym.  
Arek Kwiecień, rzecznik prasowy rajdu Magam Trophy 2008