Land Serwis

Africa Eco Race 2014 – z metą w Dakarze

Africa Eco Race to rajd, którego trasy biegną po szklakach dawnego afrykańskiego rajdu Dakar. Dla wielu jego fanów, którzy nie pogodzili się z przeprowadzką do Ameryki Południowej, to właśnie tam nadal rozgrywany jest „prawdziwy” Dakar. 11 stycznia 2014 w Dakarze zakończył się już szósta edycja SONANGOL AFRICA ECO RACE.

W tym roku zawodnicy mieli do pokonania trasę o długości 5 497 km, składającą się z 2 997 km odcinków specjalnych. Szlak rajdu wiódł przez trzy afrykańskie państwa, którymi były Maroko, Senegal i Mauretania. Jak zawsze od czasu pierwszej edycji, która to odbyła się w 2010 roku, ostatni odcinek "Lac Rose" wiódł po złotych piaskach plaży Kayar. Tam też odbyła się uroczysta ceremonia zakończenia całego rajdu. Do mety dojechało 30 samochodów (z 33 na starcie), 5 ciężarówek (komplet), 20 motocykli (z 23) i jedno auto Classic (z 2).

Jedną z najbardziej znanych postaci rajdu Africa Eco Race jest Francuz Jean Louis Schlesser – dwukrotny zwycięzca Dakaru i jedna z najlepiej rozpoznawalnych postaci światowego cross-country. „Lis pustyni” od lat firmuje swoim nazwiskiem zawody, które zastąpiły afrykański Dakar. I do lat zwycięża – Schlesser nie przegrał żadnej z sześciu edycji AER, choć wielu rzucało mu rękawicę – w tym takie tuzy jak Mirek Zapletal, Jacky Loomans czy Stephane Henrard. Jak sam ogłosił podczas tegorocznej ceremonii rozdania nagród, w przyszłym roku nie będzie już jednak próbował zatrzymać swojej korony mistrza. "THE BOSS" w tegorocznej edycji AER miał więc wystarczający powód, żeby wygrać 5 z 11 odcinków specjalnych. Jego teoretycznie najgroźniejszy rywal Jean Sabatier wygrał 3 oesy, ale szansę na wygraną zaprzepaścił na etapie 7., gdy do mety dotarł na odległym, 26. miejscu, po tym jak przez 3 godziny nie mógł uwolnić się okowów „wielbłądziej trawy”.

W tym roku Schlesser zasiadał w fotelu lidera już od drugiego odcinka specjalnego i nie zwolnił tego miejsca aż do mety Africa Eco Race. „Boss” był zachwycony całym rajdem, ale na finiszu pierwszą osobą, o której pomyślał, był Michael Schumacher – wielokrotny Mistrz Świata Formuły 1, ranny w wypadku na nartach. - To mój przyjaciel i mam nadzieję, że jego stan zdrowia się poprawi i wróci do ścigania – mówił Schlesser. – Liczę, że wróci do formy i kiedyś będę miał okazję pokazać mu Africa Eco Race...

Schlesser nie szczędził również ciepłych słów pod adresem pilota Thierry'ego Magnaldiego (nota bene jednego z najlepszych motocyklistów rajdu Dakar w latach 90.), organizatorów AER oraz partnerów swojego zespołu.

Drugie miejsce w rajdzie zajęli Jacky Lommans i Frits Driesmans jadący Toyotą Hilux, którzy okazali się zwycięzcami klasy T1 4x4 (Schlesser tradycyjnie startował tylnonapędowym buggy). Natomiast Stephane Henrard i Bruno Barbier wspięli się na trzecie miejsce podium, wygrywając swoim buggy Dunbee klasę Open.

W klasie T1 4x2 diesel triumfowali ojciec i syn - Yves i Jean Fromont, startujący VW Tarek, co dało im zarazem 10. pozycję w klasyfikacji generalnej. Z kolei Remy Chapot i Michael Paget w swoim debiucie w klasie auto zostali sklasyfikowani na pozycji 14., równocześnie wygrywając klasę samochodów... ze sztywnymi mostami. Pierwszy w klasie T2 (25. w generalce) byli Philippe Thiolat i Jean Louis Juchault. Warto również wspomnieć o najlepszej afrykańskiej załodze: Thierry Maury i Jean Sagar Malouf uplasowali się na 35. pozycji. Do mety z powodu awarii silnika w swoim Oplu nie dotarł Węgier Balazs Szalay – Mistrz Polski RMPST 2011.

Czołowe miejsca w przypadku wagi ciężkiej również nie przyniosły dużych niespodzianek. Faworyci z Czech: Thomas Tomecek i Vojtech Moravek jadący Tatrą nie czuli zagrożenia (przy okazji zajęli 5. miejsce w „generalce” samochodów i ciężarówek), za to ich rywale deptali sobie po piętach. Finalnie drugie miejsce zajęła węgierska załoga dowodzona przez Miklosa Kovacsa, która o niecałe 13 minut wyprzedziła ekipę Portugalki Elisabete Jacinto.

W klasie motocykli rajd zwyciężył (na Hondzie!) Francuz Michael Pisano, który podobnie jak Schlesser prowadził niemal od samego początku. Po drodze zadowolił się jednak tylko jednym zwycięstwem oesowym: - Z przyjemnością jechałbym szybciej, ale priorytetem było wygranie rajdu – mówił na mecie. – Dlatego nie chciałem podejmować głupiego ryzyka. Jeszcze do mnie nie dotarło, że wygrałem swój pierwszy rajd. Rajd był trudniejszy niż się spodziewałem – zwłaszcza w Maroku, nie przewidziałem jego skali trudności. Jednak udało mi się przystosować i jakoś w jego trakcie funkcjonować. Dużo się nauczyłem i zyskałem doświadczenie. Wrócę tu za rok wraz ze swoimi kumplami. Jego równa i zachowawcza jazda była najbardziej opłacalna i przyniosła zasłużone zwycięstwo.

Africa Race od sześciu lat próbuje zapełnić miejsce po Dakarze, który przeniósł się na inny kontynent. Choć organizowany jest bliżej Europy, z udziałem wielu znakomitości, jego trasa prowadzi po prawdziwych śladach Thierry'ego Sabine'a, a udział w nim jest dużo mniej kosztowny, rajd nie potrafi zdobyć rozgłosu, który pozwoliłby mu konkurować z amerykańskim Dakarem. W styczniu wzrok wszystkich skupiony jest na Argentynie i państwach z nią sąsiadujących. I może tak właśnie powinno zostać?  Africa Race to alternatywa dla tych, którzy od lat marzyli o Dakarze, ale nie stać ich na tak drogie przedsięwzięcie, a czasem zniechęca ich blichtr i rozgłos jemu towarzyszące. A tu na śmiałków, w większości amatorów, wciąż meta czeka... w Dakarze.

Text: D.Polak celebrity news / bushtaxi.pl, AK, fot. Alan Rossignol / africarace.com