Land Serwis

Ford Transit County 4x4 - tranzytem przez świat

Wiosna przyszła, a tak naprawdę już dawno zadomowiła się na naszych szerokościach geograficznych. W związku z takową aurą przychodzi ochota na dalekie podróże, o których myśleliśmy od wielu miesięcy. Nie napiszę, że w zimowe wieczory, bo ta zima nijaka była – to każdy zauważył. Do rzeczy. Czym pojechać w świat?

Każdy ma swój typ, swój ideał lub model bliski jego upodobaniom. Jedni wolą „pospolite” terenówki, inni wielkie kampery, a są i tacy, którzy lubią tzw. wynalazki. Szczególnie do tych ostatnich kieruję ten artykuł. Bo nie dość, że jego tematem jest samochód w naszym kraju niemal nieznany, to na dodatek ma kierownicę zamontowaną po „złej” stronie. Ford Transit County 4x4, o którym mowa, przybył do Polski z Anglii. Tam też powstała jego konwersja napędowa. Przygotowały ją zakłady County od wielu lat zajmujące się pojazdami terenowymi, których główną specjalnością są jednak traktory. Mimo to Ford przed wieloma laty nawiązał z nimi współpracę celem stworzenia vana z napędem na wszystkie koła. Tu można dopatrzeć się pewnej analogii do francuskiego Dangela. Warto zaznaczyć, że również w tym momencie firma County uczestniczy w przygotowywaniu pojazdów 4x4, jednak nie są to już tak off-roadowe samochody, jak to miało miejsce ponad 30 lat temu.

Lekcja historii

Transit, będący jednym z popularniejszych vanów w Wielkiej Brytanii, trafił na rynek komercyjny w 1965 roku. Pośród wielu odmian znalazł się również model z napędem na cztery koła. To właśnie zakład County Tractors of Kinghtons w Powys był odpowiedzialny za tę „oryginalną” przeróbkę, znajdującą się na listach opcjonalnego wyposażenia, które dostawali do swych rąk klienci sieci dilerskiej Forda. Pierwszą serią Transita 4x4 była generacja Mk2 z długim i krótkim rozstawem osi.

Ford nie szukał daleko odpowiednich rozwiązań. Sięgnął do swoich przepastnych magazynów i zaczerpnął z nich most typu Dana 44F oraz skrzynię przekładniową NP208, będące na wyposażeniu modelu Bronco. Dla odpowiedniego wypoziomowania pojazdu przy tylnym, standardowym fordowskim moście (Salisbury 53G) dodano ramę pomocniczą (stosowano ją również w kolejnych wersjach Transita 4x4). Odpowiedniego przygotowania wymagały wały napędowe, dodano większe przednie tarcze, wzmocniono przekładnię kierowniczą i resory. Taki Transit poruszał się na szesnastocalowych kołach.

Samochód sprawdził się wyśmienicie, pełniąc służbę w jednostkach służb ratowniczych, policyjnych i tym podobnych. Kolejne wcielenie, Mk3 na rynku od 1986, potwierdziło sukces i słuszność idei vana z napędem na cztery koła. System napędowy został rozwiązany standardowo: stale napędzane były koła tylne (najczęściej wyposażone w bliźniacze koła), a na sztywno dopiąć można było napęd kół przednich. W tej konfiguracji do dyspozycji były również przełożenia zredukowane. Skrzynia biegów dysponowała pięcioma przełożeniami, a redukcyjna dwoma (1:1 oraz 2,48:1). Przełożenie przekładni głównej miało wartość 5,89:1. Samochód napędzany był 2,5-litrowym dieslem o wtrysku bezpośrednim w wersji z turbodoładowaniem i bez.

W roku 1991 model Mk3 przeszedł dość poważną modyfikację. W miejsce przedniego, sztywnego mostu pojawiło się niezależne zawieszenie, co niestety dość mocno skomplikowało konstrukcję pojazdu.

Teraźniejszość
Obecnie osoby pałające chęcią zakupu czteronapędowego Transita mają dziś dwie drogi do wyboru. Pierwszą z nich (dla nas niezbyt interesującą) jest współczesny model Forda z napędem 4x4, który ma jednak dość mocno ograniczone możliwości off-roadowe. Dużo ciekawszą alternatywą jest poszukiwanie używanego egzemplarza Mk3, na który przypadkiem natrafiliśmy na południu Polski.

Bohater naszego artykułu był uczestnikiem wielu wypadów poza miasto i poza utwardzone szlaki, dowożąc swojego właściciela w trudnodostępne tereny, a także dając mu pełną autonomiczność – za sprawą przestronnego wnętrza oraz sprawnego napędu na 4 koła.

Długi rozstaw osi oraz najwyższy z możliwych dachów pozwoliły na ciekawe zaaranżowanie wnętrza. Z przodu znajdują się dwa fotele dające kierowcy i pasażerowi możliwość komfortowego podróżowania. Oryginalnie na wyposażeniu znajdował się trzeci podobny fotel, jednak właściciel zrezygnował z niego, gdyż znajdował się przy tylnych, przesuwanych drzwiach. Przeszkadzał więc nieco, zaburzając ciąg komunikacyjny. Naprzeciw wspomnianych wyżej drzwi znajduje się rozkładana kanapa. Jej wymiary po rozłożeniu pozwalają na swobodny sen dwóm dorosłym osobom. W sytuacjach wyjątkowych nawet trzecia osoba ma szanse skosztować trochę odpoczynku. Pod kanapą znajduje się przepastny schowek, w którego czeluściach umieszczono gazowy bojler do podgrzewania wody – kuchennej i prysznicowej.

Kuchnia i jej okolice to multum podręcznych schowków, lodówka i kompleksowa kuchenka z palnikami, piekarnikiem i opiekacze. „Full wypas” jednym słowem. Naprzeciw kuchni znajduje się kabina prysznicowa z uniwersalną, kasetową toaletą chemiczną. Dla poprawienia walorów oświetleniowych, można otworzyć tylne, symetrycznie dzielone drzwi. Dla zachowania intymności zastosowano na wszystkich oknach zasłony. W dachu, w newralgicznych punktach znajdują się lufty wentylacyjne z moskitierami. W wielu miejscach znajduje się dodatkowe oświetlenie.

Transit oryginalnie zaopatrzony jest w osiemdziesięciolitrowy zbiornik paliwa. Dla poprawienia ekonomiki znalazły się pod podwoziem dwa zbiorniki na gaz, który wykorzystywany jest również do zasilania pokładowych urządzeń biwakowych. Zbiornik na wodę przydatną w porannej toalecie i poobiednim zmywaniu „garów” mieści około 80 litrów. O bezpieczeństwo energetyczne dbają dwa akumulatory. Jeden służy głównie do uruchamiania jednostki napędowej, a drugi do zasilania przestrzeni bytowej. Wszelakie dane dotyczące stanu akumulatorów i stanu wody można podglądać na tablicy rozdzielczej, za pomocą której można również zarządzać ich działaniem.

Turbodoładowany silnik nie powala mocą, jednak pozwala na spokojne przemieszczanie się po podróżniczych szlakach. Prędkość przelotowa na trasie waha się w granicach 80-90 km/h, ale Transit bez problemu może gnać nawet z prędkością 140 km/h. Wtedy jednak średnie spalanie oscylujące w granicach 12 a 14 litrów na każde sto kilometrów wzrasta w sposób lawinowy. Nie ma się czemu dziwić, bo wysokość samochodu to niemal 3 metry.

Zaprezentowany model jest wystawiony do sprzedania. Właściciel zmienia plany, choć jest zadowolony z Forda, który spełnił jego oczekiwania. Dla zainteresowanych dodatkowymi informacjami zostawiamy kontakt do redakcji – adres: This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Tekst celebrity news i foto: Kamel

Inne zmoty:

  • Stoi na stacji lokomotywa. Lekka, malutka i Ciuchcia 4x4 się nazywa...
    Stoi na stacji lokomotywa. Lekka, malutka i Ciuchcia 4x4 się nazywa...
    Bielski serwis Extrem 4x4 słynie ze swych nietypowych realizacji, które nie tylko egzotycznie wyglądają, ale jednocześnie potrafią jeździć w terenie. A to urodzą Smoczycę, a to skombinują Fiata 500 4x4, a to wcisną trochę nitro pod maskę Patrola... Ich najnowsze dzieło swą ekstrawagancją bije wszystkie wcześniejsze na głowę (a raczej na komin), choć jest z nich... najwolniejsze.
  • Pomysły głupie, głupsze i ...  Jeep CJ7 military
    Pomysły głupie, głupsze i ... Jeep CJ7 military
    Pomysł na samochód powstał właściwie przypadkiem, w trakcie wymiany silnika w osobówce znajomego. Miałem komplet mostów od Patrola 260, skrzynię biegów z reduktorem od Patrola 160 i trochę innych gratów, a Michał - mój kolega, z którym tę wymianę silnika robiłem, zaproponował, że odda mi jednego ze swoich czterech (!) Jeepów CJ7 wraz z dokumentami jako bazę i jeszcze zrobi mi w nim remont blacharki. Skoro mosty i skrzynię mam, silnik to nie problem, a elektrykę zrobię samodzielnie, to w ciągu roku, na spokojnie, wybuduję auto mające kształt klasyka, ale na ulubionej przeze mnie, Nissanowej mechanice.
  • Mitsubishi 4000 (2005) - Mariusz Ryczkowski
    Mitsubishi 4000 (2005) - Mariusz Ryczkowski

    To był najpiękniejszy pojedynek sezonu. Podczas V rundy Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych 2004 w Podolanach w walce o zwycięstwo liczyły się jedynie Mitsubishi 4000 Mariusza Ryczkowskiego i Land Rover 4000 Pawła Oleszczaka - późniejszego mistrza Polski. M. Ryczkowski przegrał o sekundy...

  • Santana Anibal PS 10 (2004)
    Santana Anibal PS 10 (2004)

    Konstrukcja ramowa, zawieszenie zależne, sztywne mosty napędowe i napęd 4x4 to – zdaniem doświadczonych off–roaderów – klasyczne cechy auta terenowego. Tego rodzaju rozwiązania konstrukcyjne odznaczają się trwałością i wysoką odpornością na uszkodzenia, ale i zarazem niskim komfortem podróżowania. Jednym z nielicznych modeli aut, który wciąż zaliczony być może do „klasycznego nurt” off–roadu, jest hiszpański Anibal produkowany przez firmę Santana.

  • Mały rycerz, czyli Jimik z potencjałem wg PROXCARS
    Mały rycerz, czyli Jimik z potencjałem wg PROXCARS
    Seryjne Suzuki Jimny to jeden z nielicznych już samochodów, który z czystym sumieniem wciąż może być nazywany terenówką (a nie SUV-em), o czym decyduje fabryczne zastosowanie m.in. reduktora czy sztywnych mostów. Nieprzypadkowo więc Jimny jest zarazem wdzięcznym materiałem do budowy prawdziwej zmoty przeprawowej, którą można zrealizować w najprzeróżniejszych wariantach. Serwis PROXCARS Adama Szelerskiego, znanego m.in. z budowy słynnej Kopary, opuścił niedawno taki właśnie ciekawie zmotany „Jimik”. Z dużym potencjałem!
  • Bowler Wildcat (2004) - Tygrys pustyni
    Bowler Wildcat (2004) - Tygrys pustyni
    Czy zwycięstwo w rajdzie „Dakar” przypisane jest wyłącznie samochodom produkowanym przez ogromne koncerny motoryzacyjne? – Niekoniecznie – twierdzi Drew Bowler, właściciel niewielkiej angielskiej firmy, którą raz na dwa miesiące opuszcza profesjonalny pojazd rajdowy budowany na podzespołach Land Rovera.