×

Ostrzeżenie

JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/users/terenowo2019/public_html/www_terenowo2/images/Zmoty/Kylon.

×

Uwaga

There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/Zmoty/Kylon

Toyota Land Cruiser KJ70 (2003) - Krzysztof "Kylon" Franciszewski

- Na początku był Gazik – opowiada Krzysztof Franciszewski, w środowisku osób związanych z off-roadem bardziej znany pod pseudonimem „Kylon”. To jedna z tych osób, której miłość do samochodów 4x4 i jazdy w terenie nie objawia się jedynie w weekendy oraz podczas przerw urlopowych, ale wypełnia niemal całe jej życie, będąc jej codzienną pracą i obowiązkiem.

Początki terenowej pasji "Kylona" przypominają wiele off-roadowych biografii. Już jako bardzo młody chłopiec (To była chyba siódma-ósma klasa szkoły podstawowej...), będąc harcerzem, spędzał całe godziny na pielęgnacji i naprawach GAZ-a 69 należącego do jego drużyny. Harcerski Gazik był jego pierwszym samochodem, za którego kierownicą zasiadł, nie posiadając jeszcze prawa jazdy. Na szczęście odbywało się to poza drogami publicznymi...

Potem przyszedł „Wertep” – ostatnio często pojawiająca się na łamach „Giełdy Samochodowej” impreza, od której – zdaniem wielu osób - „wszystko się zaczęło”. - O organizowanym rajdzie usłyszałem przez radio CB, jadąc samochodem – wspomina Krzysztof Franciszewski. - Była to już druga edycja tej imprezy. Oczywiście pojechałem na poligon w Sulejówku, gdzie nawiązałem wiele znajomości, przez co już na następnym „Wertepie” wystartowałem w roli pilota. Od tego czasu, przez następnych kilka lat, „Kylon” nie opuścił żadnej z terenowych imprez organizowanych w kraju. Najczęściej jeździł jako pilota Roberta „Zielonego” Woźnickiego, tworząc doskonały duet, który odniósł wiele sukcesów. Między innymi, jako jedna z pierwszych polskich załóg, uczestniczyli dwukrotnie w prestiżowym rajdzie Berlin-Wrocław. A w roku 1996 Krzysztof Franciszewski zdobył Mistrzostwo Polski w rajdach nawigacyjnych, w klasie debiutanta.

Gazik

- Spróbuj sobie wyobrazić miny obcokrajowców widzących wycieczkę kilku ponad trzydziestoletnich, sowieckich terenówek wspinających się dziarsko na wysokość trzech tysięcy metrów... – śmieje się „Kylon”. – Podczas kilku wakacyjnych wypraw  zwiedziliśmy Alpy austriackie, włoskie Dolomity, Chorwację i Alpy Julijskie w Słowenii. Obowiązkowym finałem każdej podróży były kilkudniowe przeprawy terenowe, jakie odbywaliśmy w naszych Bieszczadach.

Kolejnym etapem off-roadowej pasji Krzysztofa Franciszewskiego było założenie firmy Wyprawa 4x4. - Działałem w myśl hasła „łączyć przyjemne z pożytecznym – wspomina. – Ponieważ uczestnictwo w rajdach i ich organizacja zaczęły pochłaniać większość mojego prywatnego czasu, postanowiłem zająć się tym zawodowo. Odtąd moim codziennym obowiązkiem stało się przygotowywanie rajdów, wypraw oraz imprez o charakterze przygodowo-wyprawowym. W międzyczasie zrodził się pomysł zorganizowania rajdu, który łączyłby elementy rywalizacji w terenie, zabawy i sprawdzianu umiejętności, czyli „Żelaznej”.

Wierny kompan

Na co dzień Krzysztofowi Franciszewskiemu służy w pracy biała Toyota Land Cruiser KJ70, której jest on posiadaczem od trzech lat. Samochód ten został w dużym stopniu zmodyfikowany, tak aby służył swemu właścicielowi podczas wykonywania zawodowych obowiązków. Pierwszym testem, jaki przeszła w jego rękach, był start w rajdzie Berlin-Wrocław. Uczestnictwo w tym wyścigu pozwoliło jej właścicielowi poznać wszystkie słabe punkty samochodu: - Urwane zawieszenie, wyjący reduktor, zgięty przedni wał, głowica popękana z powodu przegrzania silnika... Od tego czasu przestałem wierzyć we wszystkie, tak zwane, „patenty”, czyli tanie i szybkie rozwiązania, typu sprężyny wyprodukowane w garażu u Pana Miecia i amortyzatory z przespawanymi mocowaniami, które w rezultacie powodują później jeszcze większe straty. Efektem tego stylu myślenia jest samochód zmodyfikowany w sposób przemyślany, w którego przebudowie wykorzystano części pochodzące od markowych producentów. Jego trzylitrowy, studwudziestopięciokonny silnik otrzymał snorkel, który dba o jego „oddech”. W miejscu standardowego, przedniego zderzaka pojawił się nowy – mocniejszy i lepiej chroniący przód samochodu, w tym między innymi jego reflektory. W zderzaku „wygospodarowano” miejsce na dowolny model, nawet bardzo dużej wyciągarki. Również z tyłu samochodu zamontowano nowy, bardzo mocny, stalowy zderzak dobrze zabezpieczający samochód na wypadek choćby jego przypadkowego kontaktu z drzewem. Na dachu pojawił się łatwo demontowalny bagażnik wyprawowy oraz oddzielny pałąk z dodatkowymi, czterema halogenami.

To tylko niektóre z modyfikacji, jakie w swoim samochodzie wykonał Krzysztof Franciszewski. Jak twierdzi, jego zamierzeniem nie było skonstruowanie terenowego „potwora”, którym jednak – gdyby kontynuowano przebudowę - Toyota z powodzeniem mogła by się stać, ale raczej stworzenie auta, którym dałoby się także jeździć na co dzień. Owa codzienność w życiu „Kylona”, to jednak nie tylko trasa: dom-praca-dom i wyjazdy do sklepu po zakupy, ale również często pokonywanie trudnych przeszkód terenowych podczas organizacji rajdów. Zanim przyjadą zawodnicy, to właśnie biała Toyota zmuszona jest wielokrotnie przebyć wytyczaną trasę, a podczas trwania zawodów musi dotrzeć wszędzie tam, gdzie organizator jest w danej chwili potrzebny. Trzeba przyznać – specyficzny to rodzaj samochodu służbowego...

Z Krzysztofem Franciszewskim rozmawia Arkadiusz Kwiecień.

- Jaka jest historia rajdu „Żelazna”?

- Już w połowie lat dziewięćdziesiątych, współorganizując rajdy samochodów terenowych Wertep wraz z kolegami z Wertep Klubu, który – moim zdaniem - był zalążkiem imprez przeprawowych, wprowadzaliśmy pierwsze elementy przeprawowe. W 2001 roku postanowiłem wraz ze znajomymi zorganizować imprezę przeprawową, na którą chcieliśmy zaprosić swoich znajomych. W ten właśnie sposób narodziła się „Żelazna”.

- Czy łatwo być organizatorem imprez off-roadowych?

- Przygotowanie rajdu niesie z sobą wiele wyrzeczeń. Trasę należy przejechać kilka razy, rozrysować itinerery i mapy, załatwić wszelkie wymagane zgody, zorganizować całą otoczkę... Na taką imprezę pracuje ciężko kilka osób. Jednym słowem to całe miesiące zmartwień. Do „Żelaznej” nie podchodzę komercyjnie. Przede wszystkim staram się tu stworzyć fajną atmosferę. Wbrew wszelkim opiniom na imprezach się nie zarabia.  

- Czy zostając organizatorem rajdów, zrezygnowałeś już definitywnie ze startów w zawodach?

- Oczywiście nie. Chociaż obecnie mam coraz mniej czasu. Wciąż zdarza mi się startować w krajowych przeprawówkach, gdzie wraz z moim pilotem Arturem Lutosławskim skupiamy się na zabawie w terenie w pełni tego słowa znaczeniu. Zapominamy o całej szarej codzienności i podczas rajdu nie istnieją dla nas ciepłe pokoje, odpoczynek i cywilizacja. Jesteśmy my, samochód i teren. W planie mam również powrót na trasę Berlin-Wrocław.

- Kiedy odbędzie się najbliższy rajd „Żelazna”?

- Już w czerwcu. A wcześniej zapraszam wszystkich na I Ogólnopolski Zlot Samochodów Terenowych Toyota, który odbędzie się już w maju. Szczegółowe informacje i kalendarium znajdują się na stronie www.wyprawa4x4.pl.


text: Arkadiusz Kwiecień
zdjęcia: archiwum Krzysztofa Franciszewskiego


Artykuł opublikowany w "Giełdzie Samochodowej" , nr 20/2003 (776) z dnia: 11 marca 2003 roku

{gallery}Zmoty/Kylon{/gallery}

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.