Land Serwis

Jeep Wrangler 4.0 (2003) - Wojciech Polowiec

- Po szaleństwach w piasku i błocie postanowiłem sprawdzić, jak moja nowiutka Toyota RAV-4 poradzi sobie z niewielkim jeziorkiem. Wjechałem do wody, auto chwilę jeszcze mieliło kołami, po czym bezradnie ugrzęzło. Do środka zaczęła wlewać się woda. Zmieniarka płyt zarzęziła i znieruchomiała. "Ciekawe, czy uznają mi gwarancję?" - pomyślałem w duchu... - wspomina po sześciu latach Wojciech Polowiec, obecnie jeden z najlepszych polskich kierowców startujących w rajdach ekstremalnych.

Swój egzamin na off-roadera Toyota oblała, ale na jej kierowcy zdarzenie to wywarło ogromne wrażenie. Wkrótce potem pojawiła się okazja kolejnej terenowej wyprawy. Na wypad w góry namówili go koledzy, którzy już od dawna jeździli w terenie i posiadali dobrze przygotowane auta.

- Szybko się zakochałem w off-roadzie... - wspomina z nostalgią W. Polowiec. - Wtedy postanowiłem, że moim następnym autem musi być Jeep Wrangler.

Szukając okazji do jego nabycia, nietrudno było poznać Macieja Majchrzaka z Łodzi, postać-legendę polskiego off-roadu, który w tych czasach intensywnie promował wyprawy terenowe. Za jego radą W. Polowiec kupił wymarzonego Wranglera z silnikiem 2,5 l, którym zaczął odtąd jeździć w terenie.

- Najwięcej czasu spędzałem w Bieszczadach - mówi. - Tam Maciek organizował swe słynne rajdy, na które jeździła grupa entuzjastów. Podróżowaliśmy dla przyjemności, nikt nie zawracał sobie głowy liczeniem punktów czy mierzeniem czasu. Najważniejsze było pokonanie wyznaczonej trasy. Całe dni spędzaliśmy w lesie, przeprawialiśmy się przez rzeki, wieczorem rozbijaliśmy obóz i rozpalaliśmy ognisko...

Rywalizacja

Z czasem Wojciech Polowiec zaczął brać również udział w rajdach, w których prowadzona była klasyfikacja. - Mniej więcej co dwa tygodnie wyjeżdżałem na zawody. Startowałem w niemal wszystkich organizowanych wówczas rajdach. Zaczęły pojawiać się pierwsze sukcesy... - wspomina. Było ich niemało, a świadczy o tym ogromny zbiór dyplomów i pucharów, które kolekcjonuje.

 Znajomość z M. Majchrzakiem zaowocowała także startami w rajdach zagranicznych. Pierwszym z nich była rumuńska Transsylvania, która W. Polowcowi zapadła w pamięć nie tylko z powodu trudnej trasy, prowadzącej przez dzikie Karpaty, ale również przez kilka spotkań z niedźwiedziami. Jeden z nich, sapiąc ociężale, odwiedził nawet nocą obozowisko śpiących pod namiotami Polaków (w rajdzie uczestniczyły trzy polskie załogi), ale ponieważ dźwięki, które wydawał, przypominały chrapanie jednego z kierowców, wizyta nieproszonego gościa została zlekceważona przez nieświadomych niebezpieczeństwa zawodników.

Kolejnym rajdem zagranicznym była chorwacka Supersylvania. - Stosując się do rad Maćka, przed tym rajdem po raz pierwszy zamontowałem w swym samochodzie wyciągarkę - opowiada W. Polowiec. - Bez niej, jak się okazało, nie mielibyśmy szans dotrzeć do mety, co i tak przyszło nam z ogromnym trudem. Jako chyba jedyni startowaliśmy bez serwisu. Całe wyposażenie wieźliśmy w aucie. W dodatku pogoda była bardzo zła - ciągle padało, było okropnie zimno. Z powodu awarii i niedostatków naszego samochodu, wracaliśmy często z trasy o 3-4 nad ranem. A o 8 był już start do kolejnego etapu. Nic dziwnego, że pod koniec zawodów mój pilot przeżył krótkie załamanie nerwowe.

Poprawki w Wranglerze

Przed kolejnymi zawodami w Chorwacji W. Polowiec postanowił odpowiednio przygotować swój samochód. Resory zostały zastąpione wahaczami, pojawiły się podwójne amortyzatory, zamontowany został czterolitrowy silnik oraz automatyczna skrzynia biegów. Możliwości auta znacząco zwiększyły blokady ARB, dwie wyciągarki oraz duże, 35-calowe ogumienie.
Odnowionym "starym" Wranglerem i wraz z nowym pilotem Robertem Muchą, Wojciech Polowiec startował blisko trzy lata. Samochód jednak wciąż nie spełniał jego oczekiwań. Najbardziej newralgicznym elementem był przedni most, który nie wytrzymywał ogromnych obciążeń. Mimo iż duet Polowiec-Mucha stał się jedną z najlepszych i najbardziej zgranych krajowych załóg, po niepowodzeniu na Croatii Trophy 2002 obaj zawodnicy postanowili zerwać współpracę. W. Polowiec stawiając sobie za cel tegoroczny występ na chorwackim rajdzie, rozpoczął poszukiwanie doświadczonego pilota posiadającego zmysł techniczny. Spotkanie z Pawłem "Szwagrem" Przybyłowskim okazało się momentem przełomowym. Obaj ustalili założenia, jakie miało spełniać zupełnie nowe auto, a "Szwagier" rozpoczął od podstaw budowanie pojazdu.

Samochód "Szwagra"

- Chcieliśmy mieć samochód w pełni przygotowany do rajdów ekstremalnych. Dlatego stary samochód został całkowicie rozebrany i przy wykorzystaniu tylko niektórych jego elementów powstał nowy Wrangler - wyjaśnia kierowca.
Czy wciąż jest to Wrangler? To kwestia sporna. Samochód został zbudowany na nowej ramie, która otrzymała zawieszenie w dużej części pochodzące z Nissana Patrola GR (oba mosty, przednie wahacze, tylny dyfer). Cała koncepcja zawieszenia została samodzielnie opracowana przez "Szwagra". Według jego patentu powstała również przystawka odbioru mocy, która napędza mechaniczną wyciągarkę z ciężarowego Stara. Pozostał stary silnik i automatyczna skrzynia biegów Jeepa Cherokee. Konieczne było zamontowanie reduktora z Wranglera CJ. Istotnym rozwiązaniem było również zwiększenie rozstawu osi, tak aby samochód "zaczynał się" i "kończył" kołami, co zwiększyło jego kąty natarcia i zejścia.

Zgrany duet

Autem tym duet Polowiec-Przybyłowski wziął udział w dwóch tegorocznych rajdach. Generalnym testem była Croatia Trophy 2003 - rajd czerpiący tradycje z pamiętnej Supersylvanii - na którym pojechali rewelacyjnie, zajmując m.in. raz pierwsze, a raz trzecie miejsce na etapie i plasując się ostatecznie na dziewiątym miejscu w "generalce". Jeszcze lepiej poradzili sobie na eliminacji Pucharu Polski OFF-ROAD PL Trophy 4x4 w Miastku, gdzie zwyciężyli, pokonując całą krajową czołówkę.

text i foto: Arkadiusz Kwiecień

Artykuł opublikowany w "Giełdzie Samochodowej", nr 56/2003 (812) z dnia: 14 lipca 2003 roku.

{artsexylightbox autoGenerateThumbs="true" celebrity news path="images/stories/Zmoty/Polowiec" previewHeight="67"}{/artsexylightbox}

 

- Po szaleństwach w piasku i błocie postanowiłem sprawdzić, jak moja nowiutka Toyota RAV-4 poradzi sobie z niewielkim jeziorkiem. Wjechałem do wody, auto chwilę jeszcze mieliło kołami, po czym bezradnie ugrzęzło. Do środka zaczęła wlewać się woda. Zmieniarka płyt zarzęziła i znieruchomiała. "Ciekawe, czy uznają mi gwarancję?" - pomyślałem w duchu... - wspomina po sześciu latach Wojciech Polowiec, obecnie jeden z najlepszych polskich kierowców startujących w rajdach ekstremalnych.

 
 
 

 Swój egzamin na off-roadera Toyota oblała, ale na jej kierowcy zdarzenie to wywarło ogromne wrażenie. Wkrótce potem pojawiła się okazja kolejnej terenowej wyprawy. Na wypad w góry namówili go koledzy, którzy już od dawna jeździli w terenie i posiadali dobrze przygotowane auta.
- Szybko się zakochałem w off-roadzie... - wspomina z nostalgią W. Polowiec. - Wtedy postanowiłem, że moim następnym autem musi być Jeep Wrangler.
Szukając okazji do jego nabycia, nietrudno było poznać Macieja Majchrzaka z Łodzi, postać-legendę polskiego off-roadu, który w tych czasach intensywnie promował wyprawy terenowe. Za jego radą W. Polowiec kupił wymarzonego Wranglera z silnikiem 2,5 l, którym zaczął odtąd jeździć w terenie.
- Najwięcej czasu spędzałem w Bieszczadach - mówi. - Tam Maciek organizował swe słynne rajdy, na które jeździła grupa entuzjastów. Podróżowaliśmy dla przyjemności, nikt nie zawracał sobie głowy liczeniem punktów czy mierzeniem czasu. Najważniejsze było pokonanie wyznaczonej trasy. Całe dni spędzaliśmy w lesie, przeprawialiśmy się przez rzeki, wieczorem rozbijaliśmy obóz i rozpalaliśmy ognisko...

 
 
 
 

 Rywalizacja
Z czasem Wojciech Polowiec zaczął brać również udział w rajdach, w których prowadzona była klasyfikacja. - Mniej więcej co dwa tygodnie wyjeżdżałem na zawody. Startowałem w niemal wszystkich organizowanych wówczas rajdach. Zaczęły pojawiać się pierwsze sukcesy... - wspomina. Było ich niemało, a świadczy o tym ogromny zbiór dyplomów i pucharów, które kolekcjonuje.
 Znajomość z M. Majchrzakiem zaowocowała także startami w rajdach zagranicznych. Pierwszym z nich była rumuńska Transsylvania, która W. Polowcowi zapadła w pamięć nie tylko z powodu trudnej trasy, prowadzącej przez dzikie Karpaty, ale również przez kilka spotkań z niedźwiedziami. Jeden z nich, sapiąc ociężale, odwiedził nawet nocą obozowisko śpiących pod namiotami Polaków (w rajdzie uczestniczyły trzy polskie załogi), ale ponieważ dźwięki, które wydawał, przypominały chrapanie jednego z kierowców, wizyta nieproszonego gościa została zlekceważona przez nieświadomych niebezpieczeństwa zawodników.
Kolejnym rajdem zagranicznym była chorwacka Supersylvania. - Stosując się do rad Maćka, przed tym rajdem po raz pierwszy zamontowałem w swym samochodzie wyciągarkę - opowiada W. Polowiec. - Bez niej, jak się okazało, nie mielibyśmy szans dotrzeć do mety, co i tak przyszło nam z ogromnym trudem. Jako chyba jedyni startowaliśmy bez serwisu. Całe wyposażenie wieźliśmy w aucie. W dodatku pogoda była bardzo zła - ciągle padało, było okropnie zimno. Z powodu awarii i niedostatków naszego samochodu, wracaliśmy często z trasy o 3-4 nad ranem. A o 8 był już start do kolejnego etapu. Nic dziwnego, że pod koniec zawodów mój pilot przeżył krótkie załamanie nerwowe.

 
 
 

 Poprawki w Wranglerze

Przed kolejnymi zawodami w Chorwacji W. Polowiec postanowił odpowiednio przygotować swój samochód. Resory zostały zastąpione wahaczami, pojawiły się podwójne amortyzatory, zamontowany został czterolitrowy silnik oraz automatyczna skrzynia biegów. Możliwości auta znacząco zwiększyły blokady ARB, dwie wyciągarki oraz duże, 35-calowe ogumienie.
Odnowionym "starym" Wranglerem i wraz z nowym pilotem Robertem Muchą, Wojciech Polowiec startował blisko trzy lata. Samochód jednak wciąż nie spełniał jego oczekiwań. Najbardziej newralgicznym elementem był przedni most, który nie wytrzymywał ogromnych obciążeń. Mimo iż duet Polowiec-Mucha stał się jedną z najlepszych i najbardziej zgranych krajowych załóg, po niepowodzeniu na Croatii Trophy 2002 obaj zawodnicy postanowili zerwać współpracę. W. Polowiec stawiając sobie za cel tegoroczny występ na chorwackim rajdzie, rozpoczął poszukiwanie doświadczonego pilota posiadającego zmysł techniczny. Spotkanie z Pawłem "Szwagrem" Przybyłowskim okazało się momentem przełomowym. Obaj ustalili założenia, jakie miało spełniać zupełnie nowe auto, a "Szwagier" rozpoczął od podstaw budowanie pojazdu.

 
 
 

 Samochód "Szwagra"

- Chcieliśmy mieć samochód w pełni przygotowany do rajdów ekstremalnych. Dlatego stary samochód został całkowicie rozebrany i przy wykorzystaniu tylko niektórych jego elementów powstał nowy Wrangler - wyjaśnia kierowca.
Czy wciąż jest to Wrangler? To kwestia sporna. Samochód został zbudowany na nowej ramie, która otrzymała zawieszenie w dużej części pochodzące z Nissana Patrola GR (oba mosty, przednie wahacze, tylny dyfer). Cała koncepcja zawieszenia została samodzielnie opracowana przez "Szwagra". Według jego patentu powstała również przystawka odbioru mocy, która napędza mechaniczną wyciągarkę z ciężarowego Stara. Pozostał stary silnik i automatyczna skrzynia biegów Jeepa Cherokee. Konieczne było zamontowanie reduktora z Wranglera CJ. Istotnym rozwiązaniem było również zwiększenie rozstawu osi, tak aby samochód "zaczynał się" i "kończył" kołami, co zwiększyło jego kąty natarcia i zejścia.

 
 

Zgrany duet
Autem tym duet Polowiec-Przybyłowski wziął udział w dwóch tegorocznych rajdach. Generalnym testem była Croatia Trophy 2003 - rajd czerpiący tradycje z pamiętnej Supersylvanii - na którym pojechali rewelacyjnie, zajmując m.in. raz pierwsze, a raz trzecie miejsce na etapie i plasując się ostatecznie na dziewiątym miejscu w "generalce". Jeszcze lepiej poradzili sobie na eliminacji Pucharu Polski OFF-ROAD PL Trophy 4x4 w Miastku, gdzie zwyciężyli, pokonując całą krajową czołówkę.

autor: Arkadiusz Kwiecień
zdjęcia: Arkadiusz Kwiecień

 

 

 

 

 

Artykuł opublikowany w "Giełdzie Samochodowej", nr 56/2003 (812) z dnia: 14 lipca 2003 roku.

Inne zmoty:

  • Nissan Navara EnGuard Concept – terenowy ratownik
    Nissan Navara EnGuard Concept – terenowy ratownik

    Na tegorocznym Salonie Samochodowym w Hanowerze Nissan zaprezentował Navarę w wersji EnGuard Concept, wyposażoną w sprzęt wykorzystywany w akcjach ratunkowych, a także prototypowy, przenośny zestaw akumulatorów.

  • Toyota Tacohil - amerykański sen zespołu RaceCars
    Toyota Tacohil - amerykański sen zespołu RaceCars

    Janusz Ellert i Tomek Kwaśniewski po dwóch latach nieobecności na rajdowej scenie wracają na trasy w nowym aucie. Toyota Tacohil zbudowana w warsztacie ProXcars to prototypowa rajdówka wykorzystująca elementy m.in. Tacomy, Hiluxa, Land Cruisera 120 oraz licznych podzespołów stosowanych na co dzień przez amerykańskich off-roaderów. Premierowy start już za tydzień na Baja Drawsko, a dla rozbudzenia apetytu posłuchajcie opowieści Janusza o niepowtarzalnej Toyocie Tacohil.

  • Suzuki Samurai 1.3 (2004) - Rafał Ciepły
    Suzuki Samurai 1.3 (2004) - Rafał Ciepły

    Czy autem wartym 15 tysięcy złotych można w rajdach przeprawowych udanie rywalizować z potworami kosztującymi dziesięciokrotnie więcej? Okazuje się, że tak, czego dowodem jest Suzuki Samurai Rafała Ciepłego, który w ubiegłym roku zajął 2. miejsce na finałowej rundzie Pucharu Polski w Ekstremalnej Jeździe Samochodami Terenowymi.

  • Toyota Land Cruiser 2.4 TD (2004) - Mariusz Reweda
    Toyota Land Cruiser 2.4 TD (2004) - Mariusz Reweda

    Ponad 20 tysięcy kilometrów pokonanych na kołach w 138 dni - to osiągnięcie, jakim niewielu może się pochwalić. Tym większe zdumienie budzi fakt, iż wyczynu tego dokonała 15-letnia Toyota Land Cruiser 2.4 TD, która podczas ubiegłorocznej wyprawy do Indii służyła za środek transportu parze podróżników: Iwonie Kozłowiec i Mariuszowi Rewedzie.

  • Jeep EVO II Darka Luberdy (2009) - wejście smoka
    Jeep EVO II Darka Luberdy (2009) - wejście smoka
    Jego dotychczasowe auto, którym wygrywał Puchar Polski, Puchar Europy, Croatię Trophy, Magam Trophy, a na Rainforest Challenge wywalczył III miejsce, miało najpierw 220 KM, a potem 345 KM. Ważyło 2100 kilogramów. Jego nowe auto (a może już bolid?) ma 420 KM i waży o 400 kilogramów mniej. Posiada mosty portalowe, wyciągarkę BRDM-a i podwójne Ohlinsy przy każdym kole. Zabrakło Wam oddechu?
  • Ził 131 Rally (2006) - Sebastian Hornik - waga ciężka
    Ził 131 Rally (2006) - Sebastian Hornik - waga ciężka
    Rosyjska dusza i niemiecka precyzja – Ził 131 Rally Sebastiana Hornika stanowi mieszankę iście wybuchową.