Ekstremalna pigułka - 22. KCS Int. KCS 4x4 Offroad Tage 2004

Wspinając się po niemal pionowym zboczu, co rusz tracąc grunt pod nogami i modląc się w duchu, aby w razie upadku (do którego zresztą w końcu doszło) nie uszkodzić aparatu fotograficznego, zachodziłem w głowę, jak wiele odwagi trzeba posiadać, by zaatakować ów pion samochodem. Zawodnicy startujący w 22. edycji słynnego rajdu przeprawowego KCS Offroad Tage (6-8.08.), który odbył się na Węgrzech, nie znali jednak strachu.
Wspinając się po niemal pionowym zboczu, co rusz tracąc grunt pod nogami i modląc się w duchu, aby w razie upadku (do którego zresztą w końcu doszło) nie uszkodzić aparatu fotograficznego, zachodziłem w głowę, jak wiele odwagi trzeba posiadać, by zaatakować ów pion samochodem. Zawodnicy startujący w 22. edycji słynnego rajdu przeprawowego KCS Offroad Tage (6-8.08.), który odbył się na Węgrzech, nie znali jednak strachu.

Na starcie rajdu w miejscowości Tata, położonej kilkadziesiąt kilometrów od Budapesztu, stanęło ponad 80 aut (głównie Mercedesów G, Jeepów, choć znalazł się i jeden UAZ), podzielonych na klasy: Hardcore i Fun. Ich załogi w zdecydowanej większości pochodziły z Niemiec i Austrii, ale nie zabrakło również osamotnionych reprezentantów innych krajów.

Po krótkim prologu przyszedł czas na prawdziwą walkę. Już po zapadnięciu zmroku, w odstępie minutowym, na trasę wyruszyli zawodnicy – najpierw zawodowcy z klasy Hardcore, po czym amatorzy z klasy Fun. Na etapie nocnym organizatorzy zrezygnowali z wytyczania trudnych przeszkód, ale by jednak nie było zbyt łatwo, zawodnicy musieli na trasie odnaleźć punkty kontrolne, na których umieszczono pieczątki – wbicie stempla do karty drogowej oznaczało wykonanie zadania. O tym jak wymagająca była ta próba najlepiej świadczy fakt, iż na 23 sklasyfikowanych zawodników z klasy Hardcore, tylko 2 odnalazło wszystkie pieczątki. - Ominięcie choć jednej oznaczało 50-minutową karę! Dodatkowym utrudnieniem była ponadto ogromna ulewa, która przed północą rozpętała się nad trasą – wspominali na mecie. – O dziwo, bardzo zadowoleni z tego faktu - zawodnicy. Maruderzy finiszowali dopiero nad ranem...

Na etapie dziennym atrakcji również nie brakowało. Przed południem zawodnicy zmagali się z ogromnym, błotnym rozlewiskiem, na którym swego Pucha wywrócił między innymi jeden z faworytów – Harold Seyfried. - Wystarczyło jednak kilku chętnych do pomocy kibiców i już po chwili samochód, na szczęście nieuszkodzony, stał na czterech kołach. – komentował zawodnik. Zdumienie widzów i burzę oklasków budzili kierowcy, którzy z impetem wpadali w błoto, po czym nie zatrzymując się, na pełnym gazie, przedzierając się po drodze przez porośnięte chaszczami zbocze, docierali w bezpieczne miejsce.

Najtrudniejszym zadaniem był wspomniany już stromy podjazd, poprzedzony dwoma niewielkimi jarami. Choć niemal co chwilę wydawało się, że balansujące nawet na dwóch kołach samochody zaraz się wywrócą, wszystkim jednak udało się wyjść z opresji obronną ręką. Dużo cennych sekund można było zyskać, sprawnie pokonując stromiznę – mało kto jednak zdecydował się uczynić to bez pomocy wyciągarki. Znalazło się jednak kilkoro śmiałków, którzy nie zważając na niebezpieczeństwo dachowania, atakowali (z powodzeniem!) przeszkodę, wierząc w moc silnika samochodu i jego blokady.

Ostatecznie najlepszą załogą rajdu w klasie Hardcore okazał się duet Walter Hillebrand – Markus Schartner (Puch G), którzy od pięciu lat nie opuścili ani jednego rajdu KCS (było to jednak ich pierwsze zwycięstwo). Wśród amatorów również najszybszy był Puch G z załogą: Johann Greifensteiner –  Wolfgang Fluch.

 W odróżnieniu od innego klasyka wśród europejskich rajdów ekstremalnych – trwającej ponad tydzień Croatii Trophy, organizowany przez austriacki klub KCS, którego prezesem jest Werner Breitler (ze względu na swój zaawansowany wiek zwany „dziadkiem KCS”), rajd KCS Offroad Tage jest ledwie 2-dniową „pigułką”. Dla zawodników przyzwyczajonych do wielodniowych zmagań z błotem, wodą i leśnymi jarami węgierski ekstrem, który każdego roku odbywa się dwukrotnie - w okolicach Wielkanocy oraz w okresie letnim, postrzegany jest w kategoriach sprintu – niektórzy z jego uczestników nie kwapią się nawet do zorganizowania sobie serwisu. Na ewentualne naprawy i tak nie byłoby czasu...

Na 22. edycji rajdu zabrakło niestety Polaków, którzy wcześniej wielokrotnie walczyli na nim o czołowe lokaty. Zawodnicy i organizatorzy do dziś z estymą wspominają Dariusza Luberdę (3. miejsce na 16. edycji), Wojciech Polowca (5. miejsce na 17. edycji) i Adriana Kusia (8 miejsce na 21. edycji).

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma Pro



Artykuł opublikowany w czasopiśmie "Giełda Samochodowa", nr 67/2004 (926) z dnia: 24 sierpnia 2004 roku.

 

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.