Liga Mistrzów - podsumowanie Pucharu Europy 4x4 - Eurotrophy 2005

Rok 2005 przejdzie z pewnością do historii, jako najlepszy w dotychczasowych dziejach polskiego off-roadu. Po triumfie Alberta Gryszczuka i Michała Krawczyka w rajdzie Berlin-Wrocław, kilka miesięcy później znów świętowaliśmy kolejny ogromny sukces, jakim było zdobycie Pucharu Europy 4x4 przez Darka Luberdę, któremu pomagali piloci: Szymon Polak i Rafał Ciepły. Jakby tego było mało, Darek wygrał po pasjonującej walce z innym naszym reprezentantem – Wojtkiem Polowcem, który wraz ze swym pilotem Pawłem Przybyłowskim zajął miejsce drugie.
Rok 2005 przejdzie z pewnością do historii, jako najlepszy w dotychczasowych dziejach polskiego off-roadu. Po triumfie Alberta Gryszczuka i Michała Krawczyka w rajdzie Berlin-Wrocław, kilka miesięcy później znów świętowaliśmy kolejny ogromny sukces, jakim było zdobycie Pucharu Europy 4x4 przez Darka Luberdę, któremu pomagali piloci: Szymon Polak i Rafał Ciepły. Jakby tego było mało, Darek wygrał po pasjonującej walce z innym naszym reprezentantem – Wojtkiem Polowcem, który wraz ze swym pilotem Pawłem Przybyłowskim zajął miejsce drugie.

Puchar Europy 4x4 rozegrano w tym roku po raz pierwszy z inicjatywy off-roadowych stowarzyszeń trzech państw. Austriacki klub KCS, węgierski Suzuki Extrém Off-road Team oraz polski Land Serwis w sumie przygotowały aż sześć rajdów, w których rywalizowało 111 załóg (40 w klasie ekstremalnej i 71 w klasie turystycznej).

I runda, czyli extrem w pigułce
Zmagania w ramach Pucharu Europy miały według organizatorów rozpocząć się od mocnego akcentu – rajdu KCS OFF-ROAD Tage (25-26 marca), który w powszechnej opinii uznawany jest za jeden z najtrudniejszych ekstremów rozgrywanych w Europie. Na start rajdu, który miał miejsce w wiosce Tilajujhegy, na południe od Balatonu (Węgry), dotarło blisko sto załóg, wśród których aż siedem przyjechało z Polski. Większość zawodników (ponad 60) wybrało łatwiejszą klasę Fun (turystyczną); na rywalizację z klasie Hardcore (ekstremalną) zdecydowało się 27 teamów.

Rajd od początku przebiegał pod dyktando Polaków. Piątkowy prolog (kilkusetmetrowy, techniczny oes pełen trawersów, stromych podjazdów i przejazdów przez rów) wygrał przebojowy Robert Mucha z pilotem Mariuszem Gwizdowskim, którzy startowali Tomcatem. (po prologu w pierwszej piątce plasowały się aż trzy nasze załogi). Rozczarowująco łatwą trasę etapu nocnego najszybciej pokonali Wojtek Polowiec i Paweł Przybyłowski (Jeep Wrangler), którzy tym samym objęli prowadzenie w rajdzie. Nocne zmagania nie wymagały niestety dużych umiejętności terenowych. Największy problem stanowił zaś roadbook pełen mylnych i sprzecznych informacji, które zamiast pomagać, przeszkadzał pilotom, a wielu zwiódł na manowce.

Nieco większym wyzwaniem dla zawodników był sobotni etap przedpołudniowy, którego clou stanowił trudny, kilkusetmetrowy oes – z głębokim, zalanym wodą rowem i błotnistą łączką. Niestety była to jedyna warta uwagi przeszkoda na trasie, której oznakowanie w roadbooku znów budziło kontrowersje. Odcinek specjalny najlepsi pokonywali w kilka minut: liczył się terenowy spryt oraz szybka – najlepiej mechaniczna – wyciągarka.

Mimo przejściowych kłopotów (trzykilometrowa jazda na „flaku”) Wojtek z Pawłem zachowali po etapie przedpołudniowym pozycję liderów. Ich zadowolenie z prowadzenia w rajdzie kilka chwil później zamieniła się w... świętowanie jego zwycięstwa! Etap popołudniowy organizatorzy zmuszeni byli bowiem odwołać z nakazu policji, której nie spodobało błoto pozostawione przez terenówki na drodze użyteczności publicznej.

Mimo że organizacja i trasa rajdu pozostawiały wiele do życzenia, a na mecie radość naszych zawodników mieszała się z nienasyceniem, było z czego się cieszyć – po raz pierwszy w historii Polacy zwyciężyli legendarny rajd KCS!

II runda, czyli wątpliwości Polowca
Druga runda Eurotrophy (20-21.05) również odbyła się na Węgrzech, ale tym razem – w odróżnieniu od rundy pierwszej, organizowanej przez austriacki klub KCS – jej przygotowania podjęli się nasi „brathankowie” z klubu Suzuki Extrém Off-road Team.

Początek rajdu nie zapowiadał niczego dobrego. W chwili planowanego rozpoczęcia prologu auta znajdujące się w bazie zawodów można było policzyć na palcach dwóch rąk (większość z nich posiadała polskie numery rejestracyjne). Ostatecznie prolog odwołano, a start rajdu przesunięto na godziny wieczorne. Zwłoka odpłaciła się podwojeniem liczby załóg (na start dotarły m.in. mocne teamy węgierskie i austriackie).

Etap nocny znowu rozczarował zawodników. Mimo sporej ilości błota i przeprawy przez rzekę, najlepsi pokonywali go w niecałe pół godziny, nie mając nawet okazji do skorzystania z wyciągarki. Dopiero następny dzień przyniósł kres ich żalom. Organizator przygotował dla nich dwa dzienne etapy o łącznej długości blisko 100 kilometrów, które w pełni zaspokoiły ich oczekiwania.

Najtrudniejszą przeszkodą na trasie był długi, wąski parów o szerokości dwóch metrów i głębokości około trzech. Zawodnicy kilkakrotnie pokonywali go w poprzek, zmagając się z jego niemal idealnie pionowymi ścianami. Wojtek Polowiec wspominał, iż o ile rzadko mu się zdarza, by zastanawiać się, czy zdoła pokonać daną przeszkodę, o tyle tego dnia takie wątpliwości rodziły się w nim wielokrotnie. Jeep Wojtka ostatecznie parów pokonywał „sposobem” – przy użyciu mechanicznej wyciągarki oraz tylko przedniego napędu z włączoną blokadą dyfra.

Na trasie nie brakowało także innych, wymagających przeszkód. Na jednym z pionowych zjazdów dachował węgierski UAZ, gdzie indziej auta pokonywały slalomem między drzewami ostry trawers, ciekawostką była również jazda na azymut po lesie. O ogromie trudności najlepiej świadczy fakt, iż z grona dziesięciu aut startujących w klasie Hardcore do mety cało dotarły zaledwie... trzy. Dlatego tym większe uznanie budzi wynik Wojtka Polowca i Pawła Przybyłowskiego, którzy okazali się najszybsi ze stawki zawodników i tym samym drugi raz z rzędu wygrali rundę Pucharu Europy. Z miejsca trzeciego cieszyli się zaś Robert Mucha i Mariusz Gwizdowski. Zabłysnęli również Polacy startujący w klasie Fun – rundę zwyciężył Janusz Gałuszka i Adam Solecki (Jeep Wrangler), a na miejscu trzecim uplasowali się Jacek Jawor i Robert Dragan (Jeep Wrangler).

III runda, czyli orły na start
Po dwóch rajdach rozegranych na Węgrzech, zawodnicy rywalizujący w Eurotrophy 2005 nareszcie zawitali do Polski. Trzecią rundę stanowił rajd o ustalonej już marce - Orlen Trophy, który zorganizowano w okolicach Świnnej Poręby oraz Wadowic (24-26.06). Tym razem na stracie stanęło 30 załóg z Polski i Austrii (13 z klasy ekstremalnej i 17 z turystycznej). Oczy kibiców zwrócone były przede wszystkim na Wojtka Polowca i Pawła Przybyłowskiego – zwycięzców dwóch wcześniejszych rund Pucharu Europy, którzy na swym koncie mieli również wygraną w ubiegłorocznym „Orlenie”. W roli faworytów stawiano również Darka Luberdę i Szymka Polaka, którzy kilka tygodni wcześniej zwyciężyli rajd Magam Trophy w Miastku.

Rajd rozpoczął się od superkrótkiego prologu, na którym jedyną przeszkodą było niewielkie bajorko. Trudno było go uznać nawet za rozgrzewkę, skoro najsprawniejsi pokonywali go w niecałą minutę, a najwolniejsi – w dwie i pół.    

Etap nocny – po raz pierwszy w tegorocznym Pucharze Europy – był naprawdę trudny i choć jego trasa dla aut z klasy ekstremalnej liczyła zaledwie dziewięć kilometrów, pokonanie jej zajęło zawodnikom sporo czasu i kosztowało ich wiele wysiłku. Blisko połowa z nich wycofała się lub zaliczyła taryfę (dwa auta dachowały), a jedynie trzy załogi przejechało trasę w całości i bez kar. Zdecydowanie najlepiej wypadli Darek Luberda z Szymkiem Polakiem, którzy na mecie pojawili się po 77 minutach. Godzinę później etap ukończyli Marek Schwarz i Adam Wolny, a ze stratą ponad dwóch godzin finiszowali Wojtek Polowiec i Paweł Przybyłowski.

Etap dzienny swoimi trudnościami nie dorównał już nocy, dlatego Darkowi i Szymkowi bez problemu udało się obronić prowadzenie i zwyciężyć w rajdzie. Jedną z ciekawszych przeszkód dnia był przejazd korytem rzeki, w której, w razie nieuwagi, łatwo można było utopić auto. W tym miejscu rycersko zachowali się Wojtek i Paweł, którzy widząc unieruchomionego w wodzie Mercedesa Marka i Adama, pomogli im wydostać się opresji, nie zważając, iż są to ich bezpośredni rywale. W nagrodę krakowianie, którzy ostatecznie zajęli trzecie miejsce, na zakończenie rajdu otrzymali puchar Fair Play.

W klasie turystycznej Orlen Trophy wygrali faworyzowani Janusz Gałuszka i Adam Solecki, odnotowując niewielką, bo tylko siedmiominutową przewagę nad drugimi na mecie – Jerzym Tomaszewskim i Arturem Partyką.

IV runda, czyli gdzie dwóch się bije...
Za organizację kolejnej rundy Eurotrophy, która odbyła się na południe od Balatonu (15-17.07), ponownie odpowiedzialność na siebie wzięli członkowie węgierskiego Suzuki Extrém Off-road Team.

Zawody rozpoczęły się od technicznego prologu, na którym – co rzadko się zdarza – niemal wszyscy zmuszeni byli korzystać z wyciągarek. Bodaj jako jedyny, w efektownym stylu, najlepszym czasie i jednak bez pomocy wyciągarki, do mety dotarł Tomcat Roberta Muchy i Mariusza Gwizdowskiego.

Po etapie nocnym prowadzenie w klasie ekstremalnej objęli Wojtek Polowiec i Paweł Przybyłowski. Chwile mrożące krew w żyłach przeżyli Darek Luberda i Szymon Polak. Jadąc z ogromną prędkością w kurzu za Jeepem Wojtka i Pawła (w dodatku pozbawionym świateł), nie zauważyli garbu na drodze, w rezultacie oddając daleki skok „na nos”. Na szczęście bez konsekwencji.

Na etap dzienny obie polskie załogi wyruszyły, bacznie kontrolując poczynania rywala. Po trzech rundach Eurotrophy wiadomym już bowiem było, że Wojtek i Darek są głównymi kandydatami do zdobycia Pucharu. Rajd obfitował w krótkie, a treściwe oesy i zdaniem zawodników miejscami przypominał europejskie odcinki „Dakaru”. Nie obyło się jednak bez przeszkód, takich jak stromy podjazd z trawersem, na którym kilka aut przewracało się na boki.

Do ostatecznego starcia pomiędzy polskimi załogami Jeepów doszło już niedaleko mety – w czasie przeprawy przez rzeczny kanał w wodzie na chwilę utknął Wojtek Polowiec. Na metę jako pierwszy z niewielką przewagą dotarł ostateczne Darek z Szymkiem, a dopiero chwilę później Wojtek z Pawłem. Tu jednak okazało się, że ferworze walki obie polskie załogi... przegapiły jedną z pieczątek! Ich nieuwagę wykorzystała węgierska załoga prototypowego UAZ-a - Csaba Boros i Csaba Kaszás, którzy choć jechali wolniej, zgromadzili jednak komplet pieczątek dzięki temu zwyciężyli w rajdzie. W klasie turystycznej również triumfowali Węgrzy, a najlepszą polską załogę, Wiesława i Bartosza Gołuszków, sklasyfikowano na miejscu trzecim.

V runda, czyli pech biało-czerwonych
Przedostatnią, piątą eliminację Pucharu Europy stanowiła ponownie kolejna edycja rajdu KCS, którą tym razem zorganizowano nieopodal stolicy Węgier (12-14.08). Wpadka, jaką austriacki organizator zanotował na poprzednim rajdzie, miała swoje odzwierciedlenie w nieco mniejszej liczbie zawodników, którzy dotychczas zwykli tłumnie przyjeżdżać na imprezy organizowane przez „Dziadka”, czyli szefa klubu KCS – Wernera Breitlera. Tym razem Austriacy stanęli na wysokości zadania, przygotowując bardzo profesjonalne zawody.

Rozpoczął je krótki, mało wymagający prolog, na którym co odważniejsi popisywali się efektownymi „hopkami”. Na prawdziwą rywalizację czas przyszedł późnym wieczorem, gdy – tradycyjnie – załogi stanęły na starcie etapu nocnego. Jego trasa ponownie sprawdzała przede wszystkim umiejętności nawigacyjne załóg. Jedyną ciekawszą przeszkodą dla aut z klasy ekstremalnej był przejazd dnem wąwozu, a następnie ostry podjazd po jego zboczu, który dało się jednak pokonać bez użycia wyciągarki. Najlepsze z polskich załóg zajęły w swoich klasach drugie miejsca – Darek Luberda i Szymon Polak wśród „ekstremalistów”, a Janusz Gałuszka i Adam Solecki wśród „turystów”.

Etap dzienny przyniósł wiele atrakcji – zawodnicy zmagali się przede wszystkim na technicznych przeszkodach, w rodzaju trawersów czy niemal pionowych podjazdów. Jeden z oesów biegł przez niemal dziewiczy las – walcząc o jak najlepszy rezultat, zawodnicy nie zważali jednak, że na przetartej przez organizatora trasie mieści się tylko jeden samochód. By wyprzedzić rywali, zarówno Wojtek Polowiec, jak i Darek Luberda atakowali bokiem, jadąc „przecinkiem” przez chaszcze i zwalone pnie.

Z czasem na prowadzenie wysunął się niemiecki team Eckstein – Eckstein, za którym jak cień podążyli Węgier Boros, Austriak Moser oraz „nasi”: Darek i Szymon. Wydawało się, że miejsce w pierwszej trójce wciąż jest w zasięgi ręki... Niestety, ten dzień był dla naszych załóg bardzo pechowy. Darek po drodze ominął przypadkowo jedną z pieczątek, a później miał kłopoty z wyciągarką. Wojtek przez blisko godzinę wymieniał zaś urwany przegub. Ostatecznie więc zawody zwyciężył duet Eckstein – Eckstein, a Jeepy Darka i Wojtka sklasyfikowano tuż za podium. Nie wiodło się również naszym „turystom” – najlepsi z Polaków zajęli dopiero 20. pozycję.

VI runda, czyli rzutem na taśmę
Rajd Polonia Trophy 4x4, który odbył się w okolicach Nowego Targu i Niedzicy (22-24.09), miał rozstrzygnąć, kto ostatecznie zwycięży w klasie ekstremalnej: prowadzący w niej od początku roku Wojtek Polowiec, czy jego najgroźniejsi konkurenci: Darek Luberda lub Węgier Csaba Boros, którzy – w przypadku własnej wygranej i słabszej postawy Wojtka – mieli jeszcze szanse na ostateczne zwycięstwo w pucharowym cyklu (do klasyfikacji generalnej pucharu zaliczono cztery rundy, na których zawodnik uzyskiwał najlepsze lokaty).

Polscy kibice emocjonowali się także rywalizacją w klasie turystycznej, w której również prowadził Polak – Janusz Gołuszka, ale po piętach deptał mu jego zagraniczny rywal – Markus Dirnhofer.

Polonia Trophy 4x4 rozpoczęła się od krótkiego, technicznego prologu, na którym lwi pazur pokazał najszybszy ze stawki zawodników Marek Schwarz. Prawdziwa walka toczyła się jednak na dwóch etapach dziennych, których trasa, o łącznej długości blisko stu kilometrów, biegła po malowniczych szczytach i dolinach górskiego pasma Gorców. Wbrew oczekiwaniom organizatorów najlepsi kierowcy rajd ukończyli w tempie ekspresowym. Etap pierwszy wygrał bez problemu Darek Luberda, któremu w zastępstwie partnerował Rafał Ciepły (Szymon Polak, etatowy pilot Darka, nie mógł wystąpić z powodów rodzinnych). Ich zwycięstwo w rajdzie nie było jeszcze jednak przesądzone – niewiele gorszy czas na mecie osiągnęli Wojtek Polowiec i Marek Schwarz. Tymczasem z walki odpadł m.in. debiutujący w Pucharze Europy Mariusz Kulak, który wystartował budzącym sensację Scorpionem – skonstruowanym w Stanach Zjednoczonych pojazdem przystosowanym do rockcrawlingu.

Etap drugi stał również pod znakiem koncertowej jazdy Darka, który jako pierwszy dojechał do mety, gdzie mógł już świętować zwycięstwo w rajdzie, lecz wciąż nie mógł być pewny triumfu w pucharze. Gdy jednak, jako drugi na mecie zameldował się Marek Schwarz, a dopiero za nim nadjechał Wojtek Polowiec, wszystko stało się jasne – zdobywcą pierwszego w historii Pucharu Europy 4x4 został Dariusz Luberda! Wojtkowi Polowcowi tytuł wymknął się z rąk niemal w ostatniej chwili – gdyby nie przegrał z Markiem Schwarzem (a na mecie dzieliły ich ledwie dwie minuty!), pucharowe trofeum powędrowałoby w jego ręce. Sukces mogli również świętować Janusz Gałuszka i Adam Solecki, którzy, zajmując czwarte miejsce w rajdzie, utrzymali się na prowadzeniu w klasie turystycznej pucharu.

text i foto: Arek Kwiecień / Sigma pro

MOIM ZDANIEM:
Dariusz Luberda i Szymon Polak (a w 1/6 także Rafał Ciepły) zdobywcami Pucharu Europy. Czy są najlepszymi off-roaderami naszego kontynentu? Wiele na to wskazuje – Polacy zwyciężyli nie tylko PE 4x4, ale i silnie obsadzony rajd Magam Trophy w Miastku, mierząc się z mocnymi Duńczykami. Ubiegły sezon zakończyli zaś na podium Rainforest Challenge, będąc najlepszą załogą europejską. Do pełni szczęścia brakuje tylko ich startu w rajdzie Croatia Trophy, w którym mogliby rywalizować z najlepszymi zawodnikami z Europy Zachodniej.
Puchar Europy 4x4 jak na razie nie dorósł jeszcze do rangi, którą sugeruje jego nazwa. Szczególnie zawiodła mnie pierwsza runda – 23. KCS Off-road Tage, która pomimo doskonałej obsady, była słabo zorganizowana, a jej trasę – poza króciutkim odcinkiem – dałoby się pokonać seryjnym Samuraiem. Na innych rajdach również zdarzały się etapy niegodne pucharowej rangi. Dobre wrażenie pozostawiła za to po sobie runda majowa zorganizowana przez Suzuki Extrém Off-road Team; nieźle na tle zagranicznych zawodów wypadły rajdy organizowane w Polsce – szczególnie Orlen Trophy z bardzo forsownym etapem nocnym.
Europa Zachodnia oddała puchar walkowerem. Zawody były areną zmagań kierowców kilku tylko nacji – przede wszystkim Polaków, Węgrów, Niemców i Austriaków. Zabrakło m.in. mocnych Holendrów i Belgów (np. Simona van der Velde – dwukrotnego zwycięzcy Croatii Trophy oraz ekipy z 4x4 Service Valkenburg); nie dojechali Anglicy, Włosi, Hiszpanie, Skandynawowie, nie wspominając już o Rosjanach. Puchar Europy 4x4 de facto okazał się więc Pucharem Europy Środkowo-Wschodniej. Nie umniejsza to faktu, iż Darek i Wojtek w bezpośrednich pojedynkach zwyciężyli z najlepszymi załogami Austrii i Niemiec, czyli takimi tuzami jak Harald Seyfried (3. miejsce na Croatii Trophy 2003) czy Thomas Shuker i Jasmin Moll (2. miejsce na Croatii Trophy 2005 i rajdzie Berlin-Wrocław 2005). Ponadto Wojtek wygrał 23. edycję rajdu KCS Off-road Tage, a Darek – Orlen Trophy – rajdy mające opinię niełatwych, których zwycięstwo jest wartością samą w sobie.
Pomijając więc nazbyt „medialną” nazwę pucharu, cieszmy się z formy naszych zawodników, którzy udowodnili, iż zaliczają się do ścisłej czołówki europejskiego off-roadu. Simon van der Velde nie powinien spać spokojnie...
AK

Puchar Europy 4x4 - EUROTROPHY 2005 - WYNIKI KOŃCOWE

KLASA SPORTOWA (HARDCORE)


Do punktacji pucharowej zaliczone zostają cztery eliminacje, na których kierowca uzyskał najlepsze pozycje (zaznaczone na zielono).

Miejsce Kierowca pkt. I eliminacja pkt. II eliminacja pkt. III eliminacja pkt. IV eliminacja pkt. V eliminacja pkt. VI eliminacja pkt. łącznie po 6 eliminacjach
1 Luberda - 170 200 190 175 200 765
2 Polowiec 200 200 180 180 170 180 760
3 Boros 150 175 - 200 190 142 715
4 Seyfried 180 190 - - 139 170 679
5 Mucha 118 180 - 160 165 - 623
6 Śnieciński 145 160 - 136 145 139 589
7 Gołębiowski - - 150 170 - 175 495

 

KLASA TURYSTYCZNA (FUN)

Miejsce Kierowca pkt. I eliminacja pkt. II eliminacja pkt. III eliminacja pkt. IV eliminacja pkt. V eliminacja pkt. VI eliminacja pkt. łącznie po 6 eliminacjach
1 Gołuszka J. 121 200 200 170 115 175 745
2 Dirnhofer 130 150 170 190 175 180 715
3 Browarski - 170 160 175 - 165 670
4 Gołuszka W. 76 165 - 180 99 200 644
5 Fras 136 155 180 - 155 - 626

* Do punktacji pucharowej zaliczone zostają cztery eliminacje, na których kierowca uzyskał najlepsze pozycje (wyniki zaznaczone na zielono).


Artykuł opublikowany w magazynie "Wyprawy4x4", nr 2 (2) grudzień 2005/styczeń 2006.

 

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.